Mel Brooks kończy 100 lat. Legendarny aktor i polski ślad w życiorysie

Mel Brooks
Aktor i reżyser Mel Brooks skończył 100 lat
Źródło wideo: Reuters
Źródło zdj. gł.: HBO
Amerykański aktor, scenarzysta, reżyser i producent Mel Brooks urodził się 100 lat temu. Przez stulecie swojego życia zdobył tytuł mistrza parodii, tworząc takie filmy jak "Producenci", Kosmiczne jaja" czy "Robin Hood: Faceci w rajtuzach". W jego biografii nie brakuje również polskich wątków.

Twórczość Mela Brooksa oparta na bezkompromisowym i często absurdalnym humorze, od początku wzbudzała emocje. Obecnie stuletni - i wciąż aktywny zawodowo artysta - postrzegany jest jako mistrz parodii, którego dzieła na stałe weszły do światowej popkultury. Należy do tak zwanego klubu EGOT - elitarnego grona laureatów nagród Emmy, Grammy, Oscara oraz Tony.

Mel Brooks czyli Melvin James Kaminsky. Polski ślad w życiorysie

Urodził się 28 czerwca 1926 roku w Nowym Jorku, jako Melvin James Kaminsky. Jest synem żydowskich emigrantów z Europy. Ojciec Mela - Maximilian (syn Abrahama Kamińskiego), miał urodzić się w Gdańsku, matka zaś w Kijowie. Melvin wychowywał się bez ojca, którego stracił w wieku zaledwie trzech lat.

"Mogę być za to zły na Boga albo na świat. Jestem pewny, że dużo z mojej komedii opiera się na gniewie i wrogości. Wychowując się w Williamsburgu, nauczyłem się te uczucia ubierać w komedię, żeby zaoszczędzić sobie różnych problemów, np. ciosów w twarz" - podkreślał w wywiadach.

Mel Brooks z Oscarem w 1969 roku
Mel Brooks z Oscarem w 1969 roku
Źródło zdjęcia: Photoshot/PAP

Tak narodził się Mel Brooks

Zainteresowanie kinem i teatrem przejawiał już od najmłodszych lat. Szczególnie duże wrażenie zrobił na nim broadwayowski musical "Fantastyczny rejs". Matka starała się wspierać zainteresowania syna. "W każdą sobotę dostawałem od matki trzy butelki po mleku i szedłem zwrócić je do sklepu. Dostawałem trzy centy za sztukę. Miałem więc dziewięć centów, ale wciąż brakowało mi centa, żeby pozwolić sobie na filmowy poranek w kinie. Wyobraźcie sobie, że w czasach wielkiego kryzysu, gdy z reguły nie miewaliśmy dosłownie żadnych oszczędności, moja matka szła do sąsiadów i pożyczała tego centa, żebym mógł kupić bilet" - wspominał w autobiografii Brooks. Pierwsze aktorskie kroki stawiał za barem niewielkiego hotelu, dorabiając do rodzinnego budżetu. Dał się wówczas poznać jako utalentowany komik, któremu z łatwością przychodzi zabawianie gości.

Na profesjonalnej scenie po raz pierwszy stanął w wieku 16 lat. To właśnie wtedy postanowił zostać Melem Brooksem. Zrobił to poprzez skrócenie swoje swojego imienia oraz dzięki panieńskiemu nazwisku matki - Brookman (według innych źródeł zapisywane także jako Bruckman). Jeden z powodów zmiany? Nie chciał, żeby ludzie mylili go z muzykiem jazzowym Maxem Kaminskim.

Kinowy debiut i prezent, który był "objawieniem"

W 1944 roku osiemnastoletni Brooks wstąpił do Armii Stanów Zjednoczonych. Walczył w Europie, brał udział w bitwie o Ardeny. Po wojnie przez krótki czas pozostał w Niemczech, gdzie dawał występy w amerykańskich bazach wojskowych. Po powrocie do USA, dzięki znajomości z komikiem Sidem Caesarem, został jednym ze scenarzystów piszących dla stacji NBC. Współtworzył między innymi popularny program "Your Show of Shows". Jeden z kolegów z pracy - Mel Tolkin - dał mu wówczas prezent, który, jak sam przyznał później Brooks, zmienił jego życie. "Pewnego dnia wręczył mi książkę i powiedział: Mel, jesteś zwierzęciem z Brooklynu, ale myślę, że masz zaczątki czegoś, co nazywa się umysł. To były 'Martwe dusze' Nikołaja Gogola. To było dla mnie objawienie. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czytałem. To było histerycznie zabawne i zarazem niesamowicie poruszające. To był prezent, który zmienił moje życie i ciągle raz na jakiś czas czytam tę powieść, żeby sobie przypomnieć, jak świetne może być pisarstwo komediowe" - wspominał w rozmowie z "New York Timesem".

Mel Brooks
Mel Brooks
Źródło zdjęcia: HBO

W czasie współpracy z Caesarem zaprzyjaźnił się z Carlem Reinerem. Mel postanowił nawiązać z nim współpracę, czego efektem był cykl skeczów "Dwutysiącletni człowiek" - pierwszy znaczący sukces, uchodzący obecnie za klasykę amerykańskiej rozrywki.

Przełomem był jednak film "Producenci" (1967) - kinowy debiut, który przyniósł Brooksowi Oscara. "Choć ten film jest okropny, niektóre jego fragmenty mi się podobały, bo uwielbiam satyrę na świat teatru. A dla satyry tak dobrej, jak najlepsze gagi Brooksa, można znieść nawet rażącą niekompetencję i głupotę większości filmu 'Producenci'" - oceniła na łamach "New Yorkera" Pauline Kael.

W 2001 roku Brooks dokonał musicalowej adaptacji swojego debiutanckiego filmu. Cztery lata później ponownie nakręcił "Producentów" z Matthew Broderickiem, Umą Thurman i Willem Ferrellem w obsadzie.

Filmowy dorobek mistrza parodii

Drugim filmem Brooksa było "Dwanaście krzeseł" (1970), nieudana adaptacja rosyjskiej powieści pod tym samym tytułem. Jego kariera wtedy na moment wyhamowała. Sytuację zmienił kolejny film - "Płonące siodła" (1974). Po parodii westernu przyszedł czas na komedię grozy, czyli film "Młody Frankenstein" (1974) z Genem Wilderem w tytułowej roli oraz Peterem Boyle, Martinem Feldmanem, Genem Hackmanem i Brooksem w obsadzie.

W kolejnym filmie w roli głównej podziwiać można było samego Brooksa. Obok niego na ekranie pojawili się między innymi Burt Reynolds, Liza Minnelli, Paul Newman i Anne Bancroft (prywatnie jego żona). Mowa o "Niemym kinie" (1976). Kolejnymi zaserwowanymi przez Brooksa parodiami były filmy "Lęk wysokości" (1977) i "Historia świata: Część I" (1981). W pierwszym wziął na warsztat filmy grozy, a w szczególności twórczość Alfreda Hitchcocka, zaś w drugim filmy historyczne. W obu główną rolę zagrał on sam.

Szczególna piosenka. Brooks: mieliśmy nauczyciela polskiego

W 1983 roku wystąpił razem ze swoją żoną w filmie Alana Johnsona "Być albo nie być". Obraz jest remakiem filmu Ernsta Lubitscha z 1942 roku. Akcja dzieje się w Warszawie w przededniu wybuchu II wojny światowej. Frederick Bronski (Brooks) wraz z żoną Anną (Bancroft) jest właścicielem teatru wodewilowego, w którym oboje też grają główne role. W czasie okupacji ich teatr odwiedzić ma sam Adolf Hitler.

"Nagraliśmy do tego filmu 'Sweet Georgie Brown' po polsku. Nie ma i nie było większej radości dla mnie niż śpiewanie 'Sweet Georgie Brown' po polsku z moją żoną. To było niesamowicie ekscytujące i poruszające. Mieliśmy nauczyciela polskiego, to wszystko działo się naprawdę. Czasem, kiedy spotykam kogoś z Polski, zaczynam mu to śpiewać. Oni nie znają części z Georgie Brown, ale resztę części tak. To był film, który robiło mi się najprzyjemniej w życiu" - wspominał w 2013 roku.

Cztery lata po "Być albo nie być" na ekranach amerykańskich kin pojawiły się "Kosmiczne jaja" (1987). Kolejny wyreżyserowany przez Brooksa film. Obraz odebrano jako parodię niezwykle popularnych "Gwiezdnych wojen" George’a Lucasa oraz takich filmów jak "Star Trek" i "Obcy - ósmy pasażer Nostromo".

Dwa lata po światowym sukcesie produkcji "Robin Hood. Książę złodziei" z Kevinem Costnerem w tytułowej roli, Brooks wyreżyserował swoją wersję, czyli film "Robin Hood. Faceci w rajtuzach". Ostatnim wyreżyserowanym przez niego filmem jest "Dracula - wampiry bez zębów" (1995) z Leslie Nielsenem, jako hrabią Dracula.

W 2023 roku napisał scenariusz do "Historii świata: Część II" filmu, w którym Brooks pełni także funkcję narratora. Na 2027 roku w 40. rocznicę premiery "Kosmicznych jaj", zapowiadana jest premiera drugiej części filmu. Mel Brooks będzie miał wówczas 101 lat.

OGLĄDAJ: Ukryty przekaz w oscarowym hicie? W USA nie mają wątpliwości
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Źródło: PAP
Czytaj także: