Informację o uwzględnieniu wniosku o aresztowanie podejrzanego przekazał rzecznik Sądu Okręgowego w Częstochowie Dominik Bogacz. Dodał, że podstawą zastosowania najsurowszego środka zapobiegawczego była grożąca podejrzanemu surowa kara oraz obawa ucieczki i ukrywania się.
Dominik D. odmówił złożenia wyjaśnień przed sądem.
Klefedron w organizmie
Prokurator Tomasz Ozimek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Częstochowie, poinformował wcześniej, powołując się na opinię biegłego, że stężenie narkotyku (klefedronu) wykryte w organizmie Dominika D. mogło mieć wpływ na zdolność prowadzenia pojazdu.
Jak podkreśla, te ustalenia mogą skutkować zmianą kwalifikacji prawnej czynu zarzucanego podejrzanemu oraz zaostrzeniem odpowiedzialności karnej. Ostateczną decyzję w tej sprawie prokurator podejmie po zapoznaniu się z opinią biegłego i pozostałym materiałem dowodowym.
- Kierowca po wypadku chciał się oddalić, przeszedł za bariery na autostradzie. Zatrzymali go robotnicy przebywający na A1 - dodał prokurator Tomasz Ozimek.
Cztery osoby nie żyją
W wypadku na autostradzie A1 pod Mykanowem zginęło czterech pracowników firmy wykonującej prace na drodze, a kolejnych czterech trafiło w stanie ciężkim do szpitali.
W związku z wypadkiem Dominik D. w środę usłyszał zarzuty. Jeden z nich dotyczy nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym, zagrażającej życiu lub zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach, a drugi ukrywania w kabinie pojazdu kart kierowców, wystawionych na nazwiska dwóch innych osób. - Podejrzany przyznał się do sprowadzenia katastrofy i wyjaśnił, że nie pamięta okoliczności tego zdarzenia. Nie przyznaje się do ukrywania kart innych kierowców - informował w środę prokurator.
Jak doszło do wypadku?
- Do katastrofy doszło w wyniku naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym, poprzez niezachowanie należytej ostrożności i najechanie ciągnikiem siodłowym na zaparkowane pojazdy i pracowników wykonujących drogowe prace serwisowe. Następstwem tego była śmierć czterech osób i ciężki uszczerbek na zdrowiu kolejnych czterech pokrzywdzonych - tłumaczył prokurator Tomasz Ozimek.