Szpital w Sanoku jest w dramatycznej sytuacji. Zadłużenie placówki przekracza 220 milionów złotych, z czego około 45 milionów stanowią zobowiązania wymagające natychmiastowej spłaty. W 2025 roku szpital odnotował najwyższą w swojej historii stratę - ponad 45 mln zł. Po pierwszym półroczu tego roku strata przekracza już 22 mln zł. Zadłużenie rośnie o około 3,5 mln zł miesięcznie. Placówka zalega m.in. wobec ZUS-u, wierzycieli i parabanków.
W środę (2 września) temat wrócił na sesję Rady Powiatu Sanockiego. Choć w porządku obrad nie było punktu dotyczącego sytuacji szpitala, to właśnie ten temat zdominował obrady.
Na sesję przyszło kilkudziesięciu pracowników szpitala. Mieli transparenty i czerwone kartki, które skierowali w stronę zarządu powiatu sanockiego. Na transparentach widniały hasła: "Nie chcemy już ciszy, niech cała Polska nas usłyszy", "Dość ciszy" oraz "Cisza zabija pacjentów". Była to reakcja na wcześniejsze słowa starosty Roberta Pieszczocha, który komentując sytuację placówki mówił, że szpital potrzebuje "ciszy".
Z powodu zadłużenia pracownikom zatrudnionym na umowach o pracę obniżono wynagrodzenia nawet o 30 procent. W planach jest także redukcja zatrudnienia, a pierwsze wypowiedzenia trafiły już do wybranych pracowników.
Starosta: problemy szpitala narastały od lat
Starosta Robert Pieszczoch przekonywał, że problemy finansowe szpitala nie są kwestią ostatnich miesięcy ani obecnej kadencji władz powiatu. - Sygnały o trudnej sytuacji szpitala pojawiały się już kilka lat temu. Od 2018 roku Rada Powiatu negatywnie opiniowała uchwały dotyczące działalności i oceny finansów placówki. To był znak dla dyrekcji szpitala, że dzieje się źle - mówił.
Według Pieszczocha zarząd powiatu wielokrotnie zwracał dyrekcji uwagę na pogarszającą się sytuację i apelował o restrukturyzację.
- O tym, że jest źle, mówiliśmy niemal na każdym posiedzeniu zarządu. Cały czas namawialiśmy dyrektora Grzegorza Panka do restrukturyzacji, ale opór społeczny był ogromny. Dług rósł, a dyrektor, przyciśnięty do muru, zaczął brać pożyczki w parabankach, na co nie potrzebował zgody zarządu - tłumaczył.
Pieszczoch mówił również o wysokich wynagrodzeniach w szpitalu. Według jego słów zarobki części pracowników administracji i pielęgniarek przekraczają 20 tys. zł miesięcznie, a lekarzy pracujących na kontraktach - nawet milion złotych rocznie.
- 900 ludzi "zjada" cały kontrakt - powiedział.
Zadłużenie szpitala rośnie obecnie o około 3,5 mln zł miesięcznie.
- Tak dalej funkcjonować się nie da - podkreślił Pieszczoch.
Zdaniem starosty jedynym rozwiązaniem jest restrukturyzacja.
Bez cięć się nie obędzie
Wioletta Kacperska, pełniąca obowiązki dyrektorki SPZOZ w Sanoku, przedstawiła analizę funkcjonowania placówki. Wskazała na możliwość ograniczenia zatrudnienia w działach pomocniczych, m.in. administracji, księgowości i transporcie.
Według Kacperskiej w porównywalnych placówkach zatrudnienie wynosi około 300–400 osób, podczas gdy w Sanoku jest ono dwukrotnie wyższe. Dyrektorka zwracała też uwagę na wynagrodzenia. Jak mówiła, średnia pensja przekracza 13 tys. zł.
Kacperska podkreśliła, że narastające przez lata zadłużenie wymaga restrukturyzacji kosztów. W planie jest m.in. optymalizacja zatrudnienia na umowach o pracę oraz racjonalizacja kontraktów lekarskich.
Przekazała również, że odbyła rozmowy z NFZ i Ministerstwem Zdrowia. Jak relacjonowała, aby uniknąć zamknięcia szpitala, konieczne są zdecydowane cięcia kosztów.
"Dość ciszy"
Podczas sesji Rady Powiatu Sanockiego głos zabrali również pracownicy SPZOZ, którzy domagali się od władz powiatu informacji o przyszłości szpitala i poradni specjalistycznej.
- Szpital potrzebuje ciszy. Otóż nie. Staję przed państwem wraz z innymi pracownikami SPZOZ w Sanoku, aby wyraźnie sprzeciwić się tej manipulacyjnej i tchórzliwej narracji. Dość ciszy - mówił Marcin Patronik, psycholog zatrudniony w Poradni Zdrowia Psychicznego SPZOZ w Sanoku.
Jak podkreślał, brak informacji powoduje niepokój wśród personelu i pacjentów.
- Obiecywaliście, że do 15 sierpnia zostanie ustalony plan naprawczy. Każdy z nas ma prawo poznać ten plan, ponieważ mamy prawo do informacji. Potraktowaliście państwo pracowników szpitala i przychodni w sposób nieuczciwy i niegodny. Odarliście nas z szacunku - mówił.
Patronik zwracał uwagę także na odejścia lekarzy i redukcję personelu.
- W tej ciszy zwalniani są pracownicy, a lekarze składają wypowiedzenia. Czy taka sytuacja rzeczywiście potrzebuje ciszy? Nie. Każdy pacjent ma prawo wiedzieć, czy będzie mógł kontynuować rozpoczęte leczenie. A jeśli nie będzie mógł go kontynuować, potrzebuje czasu, żeby znaleźć inną placówkę leczniczą - mówił.
Jak dodawał, odpływ lekarzy może mieć bezpośrednie konsekwencje dla funkcjonowania szpitala.
- Chcemy wiedzieć, co zostanie zrobione, aby powstrzymać odpływ lekarzy z sanockiego szpitala. Brak lekarzy to brak możliwości realizacji kontraktów z NFZ. A to generuje ryzyko ciągłości realizacji świadczeń medycznych - mówił.
Pracownicy domagali się także wyjaśnień w sprawie obniżenia wynagrodzeń.
- Żądamy podania podstawy prawnej takiego działania. Prawda jest taka, że personel zwyczajnie zrzuca się na naprawianie błędów i zaniedbań, za które nawet nie wiadomo, kogo można pociągnąć do odpowiedzialności - powiedział Patronik.
Wotum nieufności wobec dyrektorki
Małgorzata Sawicka, szefowa Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w SPZOZ w Sanoku, przekazała w imieniu organizacji związkowych wotum nieufności wobec Wioletty Kacperskiej.
Związkowcy zarzucają dyrektorce m.in. brak doświadczenia w zarządzaniu placówką ochrony zdrowia, błędne decyzje menedżerskie, naruszanie praw pracowniczych oraz prowadzenie polityki kadrowej bez dialogu ze stroną związkową. Kacperska z wykształcenia jest prawniczką, ostatnie osiem lat pełniła funkcję dyrektorki SPA w Hotelu Arłamów.
Wskazują także na pomniejszanie wynagrodzeń, niewypłacanie części należnych świadczeń oraz brak ustawowych podwyżek dla pracowników niemedycznych. Zarzucają dyrekcji również działania, które ich zdaniem mogą prowadzić do omijania przepisów dotyczących zwolnień grupowych, niezgodne z prawem wykorzystywanie monitoringu oraz niewłaściwe przekazywanie potrącanych z pensji składek.
Związkowcy przekonują, że działania te narażają szpital na kolejne spory sądowe i koszty, a także destabilizują jego funkcjonowanie. Zażądali natychmiastowego odwołania dyrektorki.
- Strona związkowa oświadcza, że w przypadku braku natychmiastowych działań ze strony organu założycielskiego oraz w związku z łamaniem praw pracowniczych podejmiemy wszelkie prawem przewidziane kroki, włączając w to uruchomienie procedury sporu zbiorowego oraz złożenie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa do prokuratury - powiedziała Sawicka.
Sytuację w sanockim szpitalu bada prokuratura
Sprawą sytuacji finansowej sanockiego szpitala zajmuje się również prokuratura. Zarząd Powiatu Sanockiego złożył wniosek o zbadanie sytuacji placówki.
- Taki wniosek wpłynął. Trwają czynności sprawdzające - powiedziała nam Marta Kolendowska-Matejczuk, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Krośnie.
Dopiero po ich zakończeniu prokurator podejmie decyzję, czy istnieją przesłanki do wszczęcia śledztwa.