Z końcem czerwca zamknięto oddział w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach (GCZD), aby połączyć go z oddziałem onkologicznym w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym nr 1 w Zabrzu (SPSK) w ramach jednego centrum. Dotychczas Zabrze skupiało się tylko na leczeniu m.in. białaczek, a Katowice guzów litych i neurologicznych.
Po dwóch miesiącach Śląski Uniwersytet Medyczny (ŚUM) zdecydował, że onkologia dziecięca ma jednak wrócić do Katowic.
"Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach niezwłocznie podejmie działania organizacyjne, prawne i kadrowe, zmierzające do utworzenia w swojej strukturze dedykowanej bazy łóżkowej przeznaczonej do leczenia dzieci z chorobami nowotworowymi - w szczególności z nowotworami ośrodkowego układu nerwowego" - napisał ŚUM w oświadczeniu.
Decyzję tę uzasadniono "głosami i obawami rodziców". Mimo zmiany zdania, ŚUM zapewnia, że projekt utworzenia nowego centrum był dobrze zaprojektowany od strony organizacyjnej i inwestycyjnej.
Rodzice chorych na guzy lite dzieci wskazywali jednak na wiele - ich zdaniem bardzo groźnych - braków.
Rzecznik GCZD, Wojciech Gumułka przekazał nam, że szpital rozmawia o uruchomieniu oddziału między innymi z NFZ oraz z personelem. Placówka chce utworzenia oddziału z 24 łóżkami.
Rodzice nie ukrywają wzruszenia. "To one są dzisiaj wygranymi"
Pani Joanna - matka jednego z dzieci chorych onkologicznie - cieszy się z decyzji ŚUM. Choć nazywa ją przełomem, to jednak zachowuje rezerwę. Razem z innymi rodzicami czeka między innymi na to, kiedy oddział w Katowicach zostanie znowu otwarty i ile ostatecznie łóżek uda się uruchomić.
- Nie chcemy mówić o zwycięzcach i przegranych, bo w tej batalii nigdy nie chodziło o żadną ze stron. Chodziło o to, żeby nasze dzieci były leczone w miejscu, które zapewnia wielospecjalistyczne leczenie i diagnostykę. To one są dzisiaj wygranymi. Wrócą do miejsca, które im to wszystko zapewni - nie ukrywa wzruszenia inna matka, Karolina Bieńkowska.
Zaznacza przy tym, że sprawę onkologii na Górnym Śląsku można było załatwić już dużo wcześniej, ponieważ rodzice od dawna mówili ŚUM i szpitalom o możliwych problemach związanych z leczeniem w Zabrzu.
Lekarze z GCZD i rodzice protestowali
Oddział onkologii dziecięcej w GCZD funkcjonował do końca czerwca. Rodzice dotychczas leczonych tam dzieci wskazywali na brak odpowiedniego zaplecza w Zabrzu - na przykład neurochirurgów, SOR-u. Planowano, aby w razie potrzeby pacjenci wożeni byli z Zabrza do Katowic - ponad 20 kilometrów.
Na zagrożenie z tym związane wskazywali także lekarze, którzy do końca czerwca pracowali w Katowicach i którzy nie chcieli przejść do Zabrza, tłumacząc to troską o pacjentów. W czasie krótkiego okresu wypowiedzenia (pierwszy tydzień lipca), poszli na zwolnienie lekarskie, a wcześniej złożyli wypowiedzenia.
Szukali nowych lekarzy - bezskutecznie
Śląski Uniwersytet Medyczny oraz zabrzański szpital niezmiennie stał na stanowisku, że procedury i przygotowanie szpitala w Zabrzu są odpowiednie. Wskazywano także m.in. na to, że z lekarze z GCZD chcieli zachowania dotychczasowego poziomu wynagrodzeń - ci jednak podkreślali, że nie była to główna oś sporu. Dyrektor SPSK nr 1 Dariusz Budziński wskazywał, na hipokryzję lekarzy z Katowic. Według niego było nią jednoczesne pójście na zwolnienie lekarskie i informowanie o trosce o dzieci.
Po zwolnieniu się zespołu specjalistów z Katowic, zabrzański szpital szukał lekarzy specjalizujących się w guzach litych - bezskutecznie. W czasie wakacji część rodziców chorych dzieci musiała szukać opieki i leczenia w innych miastach Polski oddalonych od Górnego Śląska - na przykład w Łodzi.
Jeśli posiadasz ważne informacje lub znasz ciekawą historię, napisz do autora: mateusz.czajka@wbd.com