Otwarte 1 lipca centrum w Zabrzu powstało z połączenia oddziałów onkologicznych ze wspomnianego Szpitala Klinicznego w Zabrzu i Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka (GCZD) w Katowicach. Oba oddziały - zarówno z Zabrza, jak i z Katowic - funkcjonowały wcześniej oddzielnie, ale w ramach placówek prowadzonych przez ten sam podmiot - Śląski Uniwersytet Medyczny.
Pierwsze dni funkcjonowania Śląskiego Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym nr 1 (SPSK nr 1) w Zabrzu nie mijają spokojnie. Wręcz przeciwnie.
Lekarze specjaliści z GCZD w ostatniej chwili rozwiązali umowy. Napisali też pismo do krajowego konsultanta w dziedzinie onkologii dziecięcej prof. Jana Styczyńskiego.
"Już ponad 1,5 roku temu informowałyśmy (m.in. w piśmie do konsultanta krajowego), że zmiana lokalizacji oddziału, oznacza wyłączenie go z wysokospecjalistycznego, posiadającego bogate zaplecze diagnostyczno-terapeutyczne ośrodka, jakim jest Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, niesie ze sobą ryzyko pogorszenia jakości opieki nad dziećmi chorymi onkologicznie w regionie" - napisali 30 czerwca 2026 roku.
Wskazali także, że odpowiedzią ze strony szpitala w Zabrzu na zgłaszane problemy były niejednokrotnie jedynie kolejne zapewnienia o zmianach. Pismo do konsultanta zostało przekazane do wiadomości rodziców. Dyrektor zabrzańskiego szpitala Dariusz Budziński odpowiedział, że "pacjenci mają zapewniony dostęp do konsultacji lekarzy innych specjalności zatrudnionych w szpitalu, zgodnie z ich potrzebami zdrowotnymi".
"Jeden lekarz dyżurny na całe trzypiętrowe, 58-łóżkowe centrum"
Lekarze z GCZD w Katowicach mieli objąć opieką pacjentów z guzami ośrodkowego układu nerwowego (m.in. mózgu) oraz guzów litych, których dotychczas nie leczono w Zabrzu. Te przypadki - jak piszą lekarze ze zlikwidowanego oddziału w Katowicach - wymagają częstych konsultacji z innymi specjalistami. W piśmie wskazano, że ten problem nie jest dalej rozwiązany, a i tak większość z konsultacji będzie musiała się odbywać w oddalonym o 25 kilometrów od zabrzańskiego szpitala GCZD.
"Niektóre z proponowanych rozwiązań, w tym np. obecność jedynie jednego lekarza dyżurnego na całe trzypiętrowe, 58-łóżkowe centrum, wydaje się nam, z perspektywy lekarzy-praktyków, zwyczajnie niebezpieczne dla ochrony zdrowia" - informowali w piśmie z 30 czerwca lekarze z Katowic.
W liście znajduje się także szereg innych problemów - m.in. brak reakcji na zgłaszane przez katowickich specjalistów uwagi.
Zabrzańska placówka w odpowiedzi na nasze zapytanie inaczej przedstawiła nam zasady dyżurowania w Śląskim Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej.
- Lekarzom przekazano, że liczba lekarzy pełniących dyżur jest każdorazowo dostosowywana do liczby hospitalizowanych pacjentów oraz ich stanu klinicznego, a nie do nominalnej liczby łóżek. Obecnie w oddziale hospitalizowanych jest 28 pacjentów. W godzinach od 15.30 do 20 opiekę nad pacjentami sprawuje dwóch lekarzy, natomiast w godzinach od 20 do 8 dyżur pełni jeden lekarz - poinformował nas Dariusz Budziński, dyrektor zabrzańskiego szpitala.
"Jestem pełna obaw"
W takiej sytuacji rodzice, którzy dotychczas leczyli swoje dzieci w Katowicach, mają spore obawy. Dotyczy to zwłaszcza opiekunów małych pacjentów z guzami mózgu.
- Od pół roku słyszeliśmy, że nic nie wiadomo. Jestem pełna obaw, gdyż nasz lekarz nie przeszedł do Zabrza, a lekarze powiedzieli mi wprost w poniedziałek na wizycie, że nie mają dokumentacji, nie znają się na rozpoznaniu syna, nie mają protokołów leczenia. Oczywiście nie zostaliśmy zostawieni. Chemioterapię syn miał podaną po konsultacjach z innymi zewnętrznymi lekarzami. Tylko że to się nie może tak odbywać - powiedziała nam pani Roksana, której syn od roku leczy się na nowotwór złośliwy mózgu.
Wskazuje, że w Katowicach jej dziecko miało dostęp do świetnego zespołu onkologów, radiologów, anestezjologów i neurochirurgów. Innym pytaniem, które zadaje sobie pani Roksana, jest zdolność ratowania życia w trudnych sytuacjach.
- Co w sytuacji padaczki, krwawienia wewnątrzczaszkowego, obrzęku mózgu, wycieku płynu mózgowo-rdzeniowego? Jakie szanse ma moje czy inne dziecko? - zapytała nas matka.
Inna z matek - pani Anna - powiedziała nam, że rodzice od dawna piszą w opisanej sprawie do różnych instytucji, w tym do konsultanta krajowego w dziedzinie onkologii dziecięcej oraz do Ministerstwa Zdrowia. Kolejna z kobiet, z którymi rozmawialiśmy, wskazała, że nie będzie miała możliwości leczenia dziecka na Górnym Śląsku. Jej syn także ma guza mózgu.
- Dla nas najbliższym ośrodkiem będzie Kraków albo Warszawa. Z powodu likwidacji oddziału w Katowicach nie możemy także skorzystać z protonterapii - nie ma kto obecnie poprowadzić sprawy syna i konsylium lekarskie nie może poprowadzić - przekazała nam mama kilkuletniego Oliwiera.
Także inne matki, z którymi rozmawialiśmy, obawiają się o zdrowie swoich dzieci. Najchętniej chciałyby przywrócenia oddziału onkologicznego w GCZD w Katowicach.
"Wszystkie miasta są równowartościowe"
W jednej ze starszych odpowiedzi na pisma rodziców (2025 rok) konsultant krajowy w dziedzinie onkologii i hematologii dziecięcej prof. Jan Styczyński wskazał, że nie jest konieczne, aby w Zabrzu działała neurochirurgia, w przypadku gdy GCZD w Katowicach zamierza współpracować z placówką w Zabrzu w tym zakresie. Profesor wskazał, że nie jest konieczne dla pacjentów onkologicznych również działanie SOR. Wskazał także, że szpital w Zabrzu posiada tomograf, rezonans i inne istotne dla chorych oddziały.
"Dojazd do ośrodka za pomocą autostrad A4, A1, czy trasy średnicowej nie jest skomplikowany. Śląsk jest metropolią, więc wszystkie miasta są równowartościowe" - pisał w czerwcu 2025 roku krajowy konsultant.
Dyrektor szpitala w Zabrzu wskazuje na "hipokryzję lekarzy z Katowic"
Jeszcze 30 czerwca Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka informowało na Facebooku, że mali pacjenci onkologiczni będą mieli zapewnioną "płynną kontynuację leczenia" pod opieką wspólnego zespołu stworzonego z lekarzy i pielęgniarek z ośrodka w Zabrzu i Katowicach. Tak się jednak nie stało.
Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 1 w Zabrzu, w ramach którego zaczęło działać Śląskie Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej, przesłał nam 2 lipca wyjaśnienia na temat trudnej sytuacji. Dariusz Budziński, dyrektor zabrzańskiego szpitala, przekazał nam, że sześcioosobowy zespół z GCZD 1 lipca rozwiązał umowy "z zachowaniem siedmiodniowego okresu uprzedzenia".
- Jednocześnie wszystkie te osoby poinformowały telefonicznie pracodawcę o przebywaniu na zwolnieniach lekarskich w okresie od 1 do 9 lipca 2026 roku, przy czym - zgodnie z wiedzą szpitala - jeszcze w dniu poprzedzającym złożenie tych oświadczeń, wykonywali pracę na rzecz dotychczasowego pracodawcy - dodał dyrektor.
Wskazał przy tym, że w jego opinii takie zachowanie nie jest spójne z listem z 30 czerwca lekarzy z Katowic, w którym pisali, że ich nadrzędnym celem jest bezpieczeństwo pacjentów. SPSK nr 1 miał opracowany plan awaryjny na wypadek rozwiązania umów przez lekarzy z GCZD, jednak nie uwzględniał on, że wszyscy jednego dnia wezmą zwolnienia lekarskie. Udało się jednak - jak zapewnia dyrektor - zapewnić ciągłość leczenia i opieki.
Według dyrektora SPSK nr 1, lekarze z Katowic mieli także oczekiwania finansowe, które "znacząco odbiegałyby od standardów obowiązujących w szpitalu". Chcieli utrzymania swoich dotychczasowych zarobków. Dyrektor Budziński wskazał jednak, że nie proponowano im obniżenia wypłat. Mieli być poinformowani o zasadach ewidencji czasu pracy w zabrzańskiej placówce, który miał rozliczać z realnie wykonanej pracy.
"Szpital nie może akceptować rozwiązań oczekiwanych przez ten zespół"
Lekarze z GCZD zapewnili, że informacje z zabrzańskiego szpitala są nieprawdziwe i czynnik finansowy nie jest najważniejszy. Napisali, że nikt nie próbował z nimi poważnie rozmawiać o warunkach zatrudnienia. Ostatnie pismo z odpowiedzią na jedną z ich próśb miało wpłynąć z SPSK nr 1 dopiero w piątek, 26 czerwca po południu.
- Szpital nie może akceptować rozwiązań oczekiwanych przez ten zespół, które utrudniałyby rzetelne dokumentowanie rzeczywiście wykonywanej pracy lub osłabiały kontrolę nad prawidłowym wykorzystaniem środków przeznaczonych na finansowanie świadczeń zdrowotnych - twierdzi dyrektor Budziński z Zabrza.
"Chcemy wyraźnie stwierdzić, że wystosowane przez nas postulaty dotyczące warunków zatrudnienia odnoszą się jedynie do utrzymania dotychczasowego wynagrodzenia oraz otrzymania gwarancji dalszego zatrudnienia, a nie jakichkolwiek innych żądań płacowych. Zgodnie bowiem z podpisanym przez szpitale porozumieniem, wszystkie warunki zatrudnienia, mogą zostać niezwłocznie zmienione przez nowego pracodawcę, bez zagwarantowania nam jakiegokolwiek okresu stabilności zatrudnienia" - przekazali w swoim piśmie lekarze z Katowic.
Grafik dostosowany
Aktualnie w Śląskim Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej zatrudnionych jest dziewięciu lekarzy specjalistów oraz dziewięciu lekarzy rezydentów. Organizacja pracy i dyżurów została zmodyfikowana i dostosowana do obecnej liczby oraz stanu klinicznego hospitalizowanych pacjentów. Szpital zapewnił również, że nie instruował rodziców o konieczności szukania pomocy w innych ośrodkach