Lekarki chcą przywrócenia onkologii dziecięcej. "Chodzi wyłącznie o zdrowie i życie dzieci"

Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka
Sytuacja związana z łączeniem oddziałów jest trudna
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Lekarki, które pracowały na zamkniętym w czerwcu oddziale Hematologii i Onkologii Dziecięcej w Katowicach, chcą przywrócenia oddziału. "Chodzi wyłącznie o zdrowie i życie dzieci" - piszą. Była ordynator twierdzi, że leczenie dzieci w Zabrzu mogłoby wręcz zagrażać ich zdrowiu, a nawet życiu. Zarząd Polskiego Towarzystwa Onkologii i Hematologii Dziecięcej w liście otwartym pisze, że "zaistniałą sytuację na Śląsku należy potraktować jako kryzysową".

Sześć lekarek, które do końca czerwca pracowały na zamkniętym już Oddziale Onkologii i Hematologii Dziecięcej w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach (GCZD), chce przywrócenia tego oddziału. Kadra miała przejść do nowego centrum w ramach Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu (SPSK nr 1) . Oba podmioty są zarządzane przez Śląski Uniwersytet Medyczny. Dotychczas w Katowicach leczono guzy mózgu i guzy lite, a w Zabrzu m.in. białaczki.

Lekarki nie podjęły ostatecznie pracy pod SPSK nr 1 i wszystkie rozwiązały umowy z siedmiodniowym okresem wypowiedzenia. W oświadczeniu wskazały, że w ich postawie i działaniach "chodzi wyłącznie o życie dzieci".

- Umiejscowienie oddziału w nowym Centrum w Zabrzu, bez pełnego zaplecza diagnostyczno-konsultacyjnego może być niebezpieczne dla dziecka - z zagrożeniem życia włącznie, jeśli na przykład wymaga ono pilnej konsultacji specjalistycznej - pilnej oceny neurochirurgicznej czy pilnego zabiegu neurochirurgicznego - powiedziała tvn24.pl dr Agnieszka Mizia-Malarz, dotychczasowa ordynator onkologii dziecięcej w GCZD w Katowicach.

Zapytaliśmy GCZD, czy szpital zamierza przywrócić oddział. Rzecznik prasowy Wojciech Gumułka przekazał nam, że placówka nie wypowiada się w sprawie oświadczenia byłych pracowników.

Rodzice razem z lekarzami

Przywrócenia oddziału w GCZD chcą także rodzice dzieci chorych na guza mózgu. Szpital w Zabrzu przekazał im, że będą musieli leczyć swoje dzieci poza województwem śląskim z powodu braku odpowiedniego personelu. Boją się o ich bezpieczeństwo. Rodzice w rozmowach z nami, przyznali, że prawdopodobnie będą musieli korzystać z oddziałów w Krakowie lub w Warszawie. Agnieszka Mizia-Malarz powiedziała nam, że guzy mózgu w onkologii dziecięcej są drugim (zaraz po białaczkach) rodzajem rozpoznań.

Klatka kluczowa-536609
Ojciec dziecka o trudnościach z chemioterapią na Śląsku
Źródło: TVN24

Jak dodała, w Katowicach neurochirurdzy byli dosłownie "za ścianą". Ponadto oprócz pomocy neurochirurgicznej dzieci onkologiczne mogą też potrzebować między innymi pilnej tamponady nosa z powodu nasilonego krwawienia nosa czy pilnej konsultacji kardiologicznej z powodu niewydolności serca. Według byłej ordynator nieoceniona jest też pomoc lekarzy intensywistów z OIOM-u.

Agnieszka Mizia Malarz podkreśliła, że zarówno neurochirurdzy dziecięcy, laryngolodzy, kardiolodzy, jak intensywiści znający specyfikę onkologii dziecięcej są w GCZD w Katowicach.

- Dzieci z guzami litymi - guzy kości, mięsaki tkanek miękkich, neuroblastoma też potrzebują specjalistów i całego zaplecza, które zapewnia ich dobre leczenie, i które znajduje się w GCZD, a którego nie ma w Zabrzu - powiedziała nam lekarka.

O życiu decydowały minuty

Na nasze pytanie, czy dochodziło do sytuacji, gdy o życiu małych pacjentów z guzami mózgu lub guzami litymi decydowały minuty, odpowiedziała twierdząco.

- Były takie sytuacje - na przykład dysfunkcje zastawki komorowo-otrzewnowej u dzieci. Były wskazania do pilnych rewizji tych zastawek i to były stany zagrażające życiu. Guzy mózgu w GCZD leczyliśmy od 2004 roku. Takich i podobnych sytuacji mieliśmy niemało - opowiedziała nam dr Agnieszka Mizia-Malarz.

Wspomniana zastawka jest wykorzystywana przy usuwaniu nadmiaru płynu mózgowo-rdzeniowego z mózgu przy wodogłowiu.

"Sytuację na Śląsku należy potraktować jako kryzysową"

Do sytuacji na Górnym Śląsku odniósł się zarząd Polskiego Towarzystwa Onkologii i Hematologii Dziecięcej. Wysłał list otwarty do władz Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, dyrekcji GCZD w Katowicach oraz do dyrekcji SPSK nr 1 w Zabrzu. Warto w tym miejscu wspomnieć, że prof. Tomasz Szczepański, który kieruje zabrzańskim oddziałem onkologii, jest zarazem rektorem ŚUM.

"Zaistniałą sytuację na Śląsku należy potraktować jako kryzysową i podjąć odpowiednie pilne kroki naprawcze, co leży w gestii Dyrekcji Szpitali Klinicznych oraz Władz Śląskiego Uniwersytetu Medycznego" - pisze w liście otwartym towarzystwo.

Co istotne, tak samo określił ją w rozmowie z nami rektor i zarazem ordynator oddziału w Zabrzu Tomasz Szczepański. Wskazał jednak, że nie ma zagrożenia dla pacjentów.

Klatka kluczowa-536306
Jedna z matek o sytuacji związanej z leczeniem raka
Źródło: TVN24

Szpital w Zabrzu: byliśmy dobrze przygotowani

O sprawie informowaliśmy już na początku lipca. Szpital w Zabrzu już wtedy nie zgadzał się z oceną lekarek. Dyrektor SPSK nr 1 w Zabrzu Dariusz Budziński przekazał nam, że nowe centrum "zostało przygotowane do przejęcia opieki nad pacjentami zarówno od strony organizacyjnej, lokalowej, sprzętowej, diagnostycznej, jak i proceduralnej".

Klatka kluczowa-536631
Profesor Tomasz Szczepański - ordynator zabrzańskiego oddziału i rektor Śląskiego Uniwersytetu Medycznego
Źródło: TVN24

- Trudno uznać za spójną narrację, zgodnie z którą nadrzędnym celem zespołu (z Katowic - przyp. red.) miało być wyłącznie zapewnienie jak najlepszej jakości opieki medycznej dzieciom chorym onkologicznie, w sytuacji, gdy w pierwszym dniu pracy w nowym miejscu cały zespół lekarzy specjalistów złożył oświadczenia o rozwiązaniu stosunku pracy z siedmiodniowym uprzedzeniem, a następnie poinformował pracodawcę o niezdolności do pracy obejmującej cały ten okres - przekazał nam dyrektor Budziński.

Dyrektor Budziński mówił także o tym, że zespół z Katowic chciał zachowania swoich obecnych pensji i nie chciał ich zmniejszenia po przejściu do Zabrza. Wskazał, że miał miejsce także spór dotyczący ewidencji pracy.

Szpital w Zabrzu
Szpital w Zabrzu
Źródło zdjęcia: TVN24

"Jesteśmy odpowiedzialne"

Poprosiliśmy o odniesienie się do słów dyrektora Budzińskiego byłą ordynator z Katowic. Dr Agnieszka Mizia-Malarz powiedziała nam, że trudno odpowiedzialnie diagnozować i leczyć dzieci z nowotworami, bez niezbędnego zaplecza diagnostycznego i konsultacyjnego.

- Oddziały Onkologii Dziecięcej powinny być w wielospecjalistycznych placówkach o wysokim stopniu referencyjności. Taką placówką jest GCZD w Katowicach. Nie podjęłyśmy pracy w Centrum w Zabrzu, bo jesteśmy odpowiedzialne i wiemy, że nie ma tam całej infrastruktury dla małych pacjentów, bo ona została w Katowicach. Teraz dzieci z Centrum w Zabrzu, będą musiały być przewożone z powrotem do Katowic na konsultacje lub leczenie. Transport dla nich też stanowi zagrożenie - przekazała nam lekarka.

- Zapewniono niezbędne zaplecze do prowadzenia leczenia oraz funkcjonowania oddziału zgodnie z wymaganiami właściwymi dla podmiotu leczniczego, w tym w ramach funkcjonującego od wielu lat szpitala - zapewniał na początku lipca Budziński.

Jeśli posiadasz ważne informacje, albo ciekawą historię - napisz do autora na mateusz.czajka@wbd.com

Źródło: Google Maps
Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: