"Minister jest w stanie podpisać się pod każdym działaniem policji, nawet najbardziej absurdalnym"

TVN24

Dziennikarka oko.press odpowiada na słowa ministratvn24
wideo 2/9

Minister Brudziński daje de facto przyzwolenie na inwigilację obywateli, zupełnie bez powodu - stwierdziła w "Faktach po Faktach" we wtorek dziennikarka oko.press Bianka Mikołajewska. Jej portal dotarł do informacji, z których wynika, że w lipcu zeszłego roku policyjni tajniacy obserwowali spotkanie opozycyjnych młodzieżówek. Szef resortu bezpieczeństwa przekonywał, że takie działanie miało "zapewniać bezpieczeństwo".

Portal oko.press dotarł do informacji na temat przeprowadzonej w trakcie ubiegłorocznych protestów policyjnej operacji "Sejm" i kilku jej podoperacji. W ramach tych działań policjanci pilnowali parlamentu, Pałacu Prezydenckiego i siedziby telewizji państwowej. Wśród zmobilizowanych funkcjonariuszy byli także członkowie wydziałów do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw, z cyberprzestępczością i z wywiadu kryminalnego.

W lipcu zeszłego roku w wielu miastach Polski odbywały się masowe protesty przeciwko zmianom w sądownictwie. Demonstrujący domagali się między innymi zawetowania przez prezydenta ustaw autorstwa PiS.

W ramach akcji - jak podaje portal - policyjni tajniacy mieli obserwować jeden z lokali na warszawskim Muranowie, gdzie przedstawiciele partyjnych młodzieżówek, między innymi Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej - zjednoczeni jako Demokratyczny Front Młodych - spotkali się z muzykiem Zbigniewem Hołdysem. Na spotkaniu mieli dyskutować o sytuacji w kraju.

"To mnie naprawdę przeraziło"

Gościem pierwszej części wtorkowego wydania "Faktów po Faktach" w TVN24 był minister spraw wewnętrznych i administracji Joachim Brudziński. Odnosił się do dokumentów opublikowanych przez oko.press. Zaraz po nim - w drugiej części programu - wystąpiła dziennikarka tego portalu Bianka Mikołajewska.

Odnosząc się do słów Brudzińskiego podkreśliła, że "jest oburzona wypowiedziami pana ministra, szczególnie tą dotyczącą obserwacji zebrania działaczy młodzieżówek".

Minister wskazywał, że aktywistka Klementyna Suchanow napisała "w grudniu 2017 roku, czyli przed tymi wydarzeniami: 'proszę mnie dobrze zrozumieć, śniły mi się dzisiaj w nocy mołotowy'".

- To nie jest żaden anonimowy troll internetowy, tylko emblematyczna dla tego środowiska postać. Mamy takie wpisy i rolą policji jest zabezpieczyć tych ludzi - podkreślił Brudziński.

Dziennikarka oko.press prostowała, że taki wpis Suchanow pojawił się kilka miesięcy po spotkaniu młodzieżówek w Warszawie.

- Tłumaczenie, że parę miesięcy później pojawiły się jakieś wpisy pani Klementyny Suchanow w internecie, i że w związku z tym trzeba obserwować tę młodzież, to mnie naprawdę przeraziło - mówiła Mikołajewska.

W jej ocenie "to znaczy, że minister jest w stanie podpisać się pod każdym działaniem policji, nawet najbardziej absurdalnym".

Dodała, że Brudziński "daje de facto przyzwolenie na inwigilację obywateli, zupełnie bez powodu".

"Duży znak zapytania w tej akcji"

Minister Brudziński oceniał we wtorek, że udział w operacji "Sejm" członków takich wydziałów jak: do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw, z cyberprzestępczością, czy z wywiadu kryminalnego to "nic nadzwyczajnego".

Zdaniem Mikołajewskiej, "to kolejne nadużycie i kolejny duży znak zapytania w tej akcji".

- Owszem, tajniacy biorą udział w takich akcjach, ale są to głównie policjanci z wydziału patrolowego. Nie pracują tam funkcjonariusze operacyjni, nie są to policjanci, którzy na co dzień ścigają najpoważniejszych przestępców - stwierdziła dziennikarka oko.press.

"Duży znak zapytania w tej akcji"
tvn24

"Tajniacy jeździli za obywatelami po całym mieście"

Brudziński zaznaczał w pierwszej części "Faktów po Faktach", że "policja nie jest po to, żeby inwigilować, tylko zapewniać bezpieczeństwo".

Jak mówiła Mikołajewska, policja twierdzi, że "te czynności nadzorcze, monitoring, były dla dobra zgromadzonych i minister sam to potwierdza".

Wskazywała dodatkowo, że według policji miały one miejsce "tylko w czasie zgromadzeń i w rejonach, gdzie te zgromadzenia się odbywały".

- Z dokumentów wynika, że to jest kłamstwo. Oni (tajniacy - red.) jeździli za obywatelami po całym mieście. Chodzili za obywatelami między innymi ulicą Koszykową, gdzie nie było żadnych zgromadzeń - wskazała dziennikarka portalu oko.press.

Bianka Mikołajewska odpowiada na słowa ministra
tvn24

ZOBACZ CAŁY PROGRAM "FAKTY PO FAKTACH"

Autor: ads / Źródło: tvn24