Lidia Inglot-Nawrocka, nauczycielka ze Świerczynek w województwie kujawsko-pomorskim, to jedna z wielu osób, które w ostatnich dniach napisały w tej sprawie na Kontakt24.
Na inwestycję w kocioł na pellet zdecydowała się już przed dziewięcioma laty. - Nie kwalifikowaliśmy się do żadnego programu, bo mąż pracuje i rozlicza się w Danii. Wszystko kupiliśmy z własnej kieszeni - wspomina. Pelletem zastąpiła bardziej emisyjny ekogroszek. Do tego roku była zadowolona. Mieszkanie ogrzane, a powietrze wokół domu czyste.
Co to jest i jak działa pellet?
Pellet to sprasowane trociny z drzew, głównie iglastych, pozyskiwane z tartaków i fabryk mebli. Mają formę wałeczków i do niej odwołuje się nazwa biomasy w języku angielskim. Stąd charakterystyczna podwójna litera "l".
"Wysoka wydajność i ekologia - niska emisja CO2 i brak chemicznych dodatków". "Czystość i wygoda - nie brudzi, nie pyli i pozostawia minimalną ilość popiołu". "Łatwe przechowywanie - pakowany w worki, zajmuje mało miejsca i nie wymaga specjalnych warunków". To popularne hasła wykorzystywane przez liczne podmioty zajmujące się produkcją i sprzedażą pelletu. Takie firmy powstały wraz z rosnącym zapotrzebowaniem.
W ramach kolejnych edycji programu Czyste Powietrze państwo dopłacało do inwestycji w kocioł nawet całość kosztu zakupu, zależnie od dochodów. W 2025 r. to było maksymalnie 20,5 tys. zł. Wystarczyło na model o wysokiej mocy, do dużego domu.
- Szacuje się, że obecnie funkcjonuje około 420 tysięcy instalacji dedykowanych do spalania pelletu, które zostały zainstalowane w ramach programów wsparcia, a dodatkowo co najmniej drugie tyle kotłów pelletowych działa poza systemem dotacyjnym - mówi w rozmowie z TVN24+ wiceprezeska Polskiej Rady Pelletu Agnieszka Kędziora-Urbanowicz.
Aż tu nagle... paliwo się skończyło
Tona pelletu pani Lidii wystarcza nawet na dwa miesiące - jeśli korzysta dodatkowo z kominka. Na początku sezonu grzewczego pellet był bez problemu dostępny w lokalnym składzie opału, kosztował 1500-1800 zł za tonę.
Sytuacja zmieniła się niespodziewanie. - Pierwsze sygnały pojawiły się w połowie stycznia. Moja szefowa w szkole powiedziała, że musi kupić pellet, ale nigdzie nie może znaleźć - relacjonuje Inglot-Nawrocka.