Prohibicja, obowiązująca przez kolejne 24 godziny od godz. 18 czasu miejscowego w sobotę, dotknie m.in. turystów w Bangkoku czy na Phuket. Restauratorzy liczą straty, sięgające połowy weekendowych obrotów. Przepisy o zakazie sprzedaży alkoholu, stosowane od lat, mają zapobiegać korupcji politycznej w kraju, gdzie wymiana "głosu za drinka" była niegdyś powszechną praktyką.
Niestabilność parlamentarna
Niedzielne głosowanie odbędzie się w trybie przyspieszonym. Uprawnionych do udziału w wyborach jest 53 mln obywateli, którzy zdecydują o obsadzeniu 500 mandatów w Izbie Reprezentantów. Tajlandia zmaga się z głęboką niestabilnością – kraj miał trzech premierów w ciągu ostatnich trzech lat. Obecny szef rządu, Anutin Charnvirakul, rozwiązał parlament w grudniu 2025 r., zaledwie po trzech miesiącach urzędowania, by uprzedzić wniosek o wotum nieufności.
Faworytem sondaży jest progresywna Partia Ludu (People's Party), domagająca się zmian strukturalnych. Analitycy ostrzegają jednak przed powtórką z 2023 r. Wówczas poprzedniczka tej formacji - Move Forward - wygrała wybory, ale nie objęła władzy z powodu blokady ze strony konserwatywnego Senatu, mianowanego przez wojsko, oraz decyzji Trybunału Konstytucyjnego, który ostatecznie rozwiązał partię. W rezultacie rządy przejęła koalicja konserwatystów - partii Bhumjaithai obecnego premiera oraz populistycznej partii Pheu Thai, związanej z wpływową rodziną Shinawatrów.
Szansa na ograniczenie wpływu wojska
Stawka głosowania wykracza poza skład parlamentu. Obywatele zdecydują w referendum, czy parlament będzie mógł rozpocząć prace nad nową konstytucją, która zastąpiłaby obecną, narzuconą przez wojsko po zamachu stanu w 2014 r.
Zmiana ta mogłaby ograniczyć wpływ na politykę armii i systemu sądownictwa, które regularnie blokują wyniki wyborów niezgodne z wolą elit.
Opracowała Alicja Skiba/ams
Autorka/Autor: PAP
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock