Unia Europejska pracuje nad nowymi przepisami, które - jak podkreśla - mają zwiększyć bezpieczeństwo i poprawić ekologię, opierając się na twardych danych, a nie uznaniowości. Największe zmiany odczują właściciele starszych diesli oraz osoby sprowadzające samochody z zagranicy.
Auta z wyciętym DPF
Dotychczasowe metody pomiaru zadymienia na stacjach kontroli pojazdów (SKP) często okazywały się nieskuteczne. Tradycyjne dymomierze nie były w stanie wykryć braku filtra cząstek stałych, o ile silnik znajdował się w relatywnie dobrym stanie technicznym. Planowane przez Brukselę przepisy mają wprowadzić liczniki cząstek stałych (PN).
Te precyzyjne urządzenia pozwolą w ciągu kilku sekund stwierdzić, czy filtr DPF został usunięty lub jest niesprawny. Choć koszt takiego sprzętu to spory wydatek dla stacji diagnostycznych, dla kierowców oznacza to jedno - samochód z wyciętym DPF nie przejdzie przeglądu.
Wymiana filtra to wydatek rzędu 3-8 tys. zł, co w przypadku tańszych aut może sprawić, że ich utrzymanie stanie się nieopłacalne.
Czytaj też: Niecodzienne rozwiązanie chińskiej marki
RDE i pomiar emisji w realnych warunkach
Proponowane regulacje opierają się również na procedurze RDE (Real Driving Emissions), która ma lepiej odzwierciedlać faktyczne emisje pojazdów.
"W ramach procedury RDE emisje zanieczyszczeń są mierzone przez przenośne systemy pomiaru emisji (PEMS), które są przymocowane do samochodu podczas jazdy w rzeczywistych warunkach na drodze" - czytamy na stronach Komisji Europejskiej.
Dzięki temu testy laboratoryjne zostaną uzupełnione o pomiary w normalnych warunkach ruchu drogowego, co ma wyeliminować różnice między danymi producentów a rzeczywistym poziomem emisji.
OBFCM - samochód jako "donosiciel"
Od 1 stycznia 2021 r. wszystkie nowe samochody osobowe i małe dostawcze sprzedawane w UE są wyposażone w system OBFCM (On-Board Fuel Consumption Monitoring).
"Urządzenia te rejestrują zużycie paliwa lub energii przez pojazd oraz średnią prędkość i całkowity przebyty dystans. Dane te muszą być zbierane przez producentów pojazdów, albo poprzez transmisję danych over‑the‑air, albo podczas napraw i przeglądów - i co roku przekazywane Komisji" - czytamy na stronach Komisji Europejskiej.
Podczas okresowego badania technicznego diagnosta będzie miał obowiązek sczytać te dane. Choć obecnie służą one głównie statystyce i weryfikacji deklaracji producentów, w przyszłości mogą stać się podstawą do naliczania opłat emisyjnych opartych na faktycznym spalaniu.
Koniec "turystyki licznikowej"
Z kolei zintegrowanie krajowych rejestrów pojazdów, takich jak polski CEPiK, z unijną platformą MOVE-HUB ma ukrócić proceder cofania liczników przy imporcie samochodów.
Według planowanych przepisów diagnosta w Polsce będzie mógł sprawdzić przebieg auta zapisany w bazach Niemiec, Belgii czy Holandii. Dane o przebiegu będą pobierane automatycznie z unijnej chmury, co sprawi, że cofanie licznika "na granicy" stanie się praktycznie niemożliwe.
Przeglądy za granicą
Kierowcy podróżujący po Europie zyskają nowe możliwości. Jeśli ważność przeglądu skończy się podczas pobytu w innym kraju UE, nie trzeba będzie wracać do Polski.
Nowe przepisy będą mogły umożliwić wykonanie tymczasowego badania technicznego w lokalnej stacji diagnostycznej za granicą. Otrzymane zaświadczenie będzie ważne przez 6 miesięcy i pozwoli spokojnie wrócić do kraju bez ryzyka mandatu.
W drugiej połowie 2025 r. Rada UE odrzuciła natomiast propozycję, by samochody starsze niż 10 lat musiały przechodzić przegląd częściej niż raz w roku. Polska, wraz z kilkoma innymi krajami, sprzeciwiła się tej zmianie. Oznacza to, że dotychczasowe zasady pozostaną bez zmian - po piątym roku eksploatacji samochód osobowy nadal będzie musiał przechodzić przegląd raz w roku.