Pod kołami jego auta zginął 10-miesięczny syn, teraz potrącił czterolatka. Nowe informacje o jego partnerce

Posesja, na której doszło do zatrzymania kobiety
Boćki. Relacja reportera TVN24 Mateusza Grzymkowskiego
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Na terenie posesji mężczyzny, który potrącił swojego czteroletniego syna w Boćkach na Podlasiu, policjanci zatrzymali też jego partnerkę. Okazało się, że kobieta spowodowała wypadek, w którym zginął jej trzyletni syn i za to została skazana, ale nie stawiła się do odbycia kary. Trzy lata temu pod kołami auta mężczyzny zginął jego 10-miesięczny synek.

Reporter TVN24 Mateusz Grzymkowski potwierdził tę informację w prokuraturze. Jolanta U. spowodowała śmiertelny wypadek 1 lutego 2025 roku. W wypadku zginął jej trzyletni syn. Samochód prowadzony przez kobietę czołowo zderzył się z innym pojazdem i jechał z prędkością 140 km/h. Kobieta miała 2,3 promila alkoholu w organizmie.

- W dniu 15 kwietnia 2025 roku została skazana prawomocnym wyrokiem. Nie stawiła się do odbycia kary. Tuż po tym, jak ojciec potrącił swoje czteroletnie dziecko, kobieta trafiła do więzienia - przekazał prokurator Adam Naumczuk, szef Prokuratury Rejonowej w Bielsku Podlaskim.  

Jak dodał, kobieta ukryła się pomiędzy balami z sianem w jednym z pomieszczeń gospodarczych. - Gdy mężczyzna wezwał służby do potrąconego dziecka, spodziewała się, że na miejscu pojawi się policja - dodał prokurator Adam Naumczuk.

Według oceny prokuratora mężczyzna wiedział, że kobieta była poszukiwana, dlatego usłyszał też zarzut dotyczący utrudniania postępowania karnego. Mężczyzna nie przyznał się do tego zarzutu i odmówił składania wezwań.

Klatka kluczowa-642055
Prokurator o zatrzymaniu kobiety
Źródło: TVN24

Wypadek w Boćkach

W niedzielę, 16 sierpnia, około godziny 9 policja dostała zgłoszenie o tym, że na jednej z posesji w Boćkach (woj. podlaskie) podczas cofania doszło do potrącenia małego dziecka.

Czteroletni chłopiec znalazł się pod kołami przyczepki, która była podczepiona do auta. Za kierownicą siedział ojciec dziecka, który wezwał pomoc. Czterolatek został przetransportowany śmigłowcem do szpitala. Mężczyzna został zatrzymany przez policję.

- 47-latek mówił, że wykonywał prace na swojej posesji, chciał przestawić samochód i nie wie, jak dziecko dostało się pod koła przyczepki. Był przekonany, że chłopczyk jest w domu, ponieważ kilka minut wcześniej poszedł po wodę - mówiła nadkomisarz Agnieszka Dąbrowska z Komendy Powiatowej Policji w Bielsku Podlaskim.

47-latek przyznał się do winy. Usłyszał zarzut narażenia dziecka, nad którym sprawował opiekę, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Grozi mu do pięciu lat więzienia.

Tragedia sprzed trzech lat

Ten sam mężczyzna niemal trzy lata temu potrącił na tej samej posesji inne swoje dziecko. Potwierdza to Adam Naumczuk, szef Prokuratury Rejonowej w Bielsku Podlaskim. 

- Odkąd tu pracuję, spotkałem się pierwszy raz z czymś podobnym. Tamto zdarzenie miało miejsce trzy lata temu - 26 sierpnia, a to 16 sierpnia. Był to ten sam samochód terenowy. Z tym, że teraz dziecko zostało przejechane przez przyczepkę lekką podczepioną, a wówczas - bezpośrednio przez sam samochód. Z poczynionych ustaleń wynika, że były to dwa nieszczęśliwe zdarzenia, do których doszło na skutek niezachowania przez ojca ostrożności - mówi prokurator.

W 2023 roku skończyło się tragicznie. 10-miesięczny chłopiec, który został wówczas przejechany przez ojca, zmarł w wyniku obrażeń. Rodzina wybierała się na lody. Ojciec postanowił podjechać samochodem bliżej domu z dalszej części podwórka, gdy w pewnym momencie poczuł uderzenie. Wysiadł i zobaczył, że potrącił swoje 10-miesięczne dziecko, które - raczkując, niezauważone przez nikogo - wydostało się z domu na posesję.

Nadzwyczajne złagodzenie kary

Sąd pierwszej instancji skazał ojca na osiem miesięcy pozbawienia wolności za nieumyślne spowodowanie śmierci. Taką samą karę dostał również dziadek dziecka, który odpowiadał za namawianie rodziców chłopca do składania fałszywych zeznań, tworzył fałszywe dowody i zacierał ślady.

Sąd drugiej instancji zmienił wyrok wobec ojca dziecka. Uznając, że okoliczności wypadku były wyjątkowe, a strata dziecka to przeżycie traumatyczne, nadzwyczajne złagodził karę. Skazał go na zapłatę dwóch tysięcy złotych grzywny. 

Natomiast jeśli chodzi o dziadka chłopca, wyrok pierwszej instancji został uchylony, a postępowanie karne umorzone, ponieważ mężczyzna zmarł.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: