Potrącił czteroletniego syna. Trzy lata temu pod kołami jego auta zginął 10-miesięczny syn

Ciała starszego małżeństwa znalezione na Sępolnie (zdj
Prokurator Adam Naumczuk: odkąd tu pracuję, spotkałem się pierwszy raz z czymś podobnym
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
W niedzielę ojciec potrącił swojego czteroletniego syna. Dziecko trafiło do szpitala. Mężczyzna usłyszał zarzuty. Jak się okazało, trzy lata temu, także w sierpniu, śmiertelnie potrącił on swojego 10-miesięcznego syna. Sąd wówczas nadzwyczajnie złagodził karę, mężczyzna ukarany został grzywną. Teraz grozi mu do pięciu lat więzienia.

W niedzielę, 16 sierpnia około godziny 9 policja dostała zgłoszenie, że na jednej z posesji w Boćkach (Podlasie) doszło, podczas cofania, do potrącenia małego dziecka.

Czteroletni chłopiec znalazł się pod kołami przyczepki, która była podczepiona do auta.

Chłopiec jest w dobrym stanie, ma być wypisany do domu

Za kierownicą siedział ojciec dziecka, który wezwał pomoc. Czterolatek został przetransportowany śmigłowcem do szpitala. - Dziecko pozostaje pod opieką naszej kliniki. Na razie jest leczone z powodu stłuczenia płuc. Myślę, że nie będzie wymagało interwencji chirurgicznej - powiedziała przed kamerą TVN24 prof. dr hab. Ewa Matuszczak z Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Być może w ciągu tygodnia chłopiec zostanie wypisany do domu.

Jego ojciec został zatrzymany przez policję.

Policja: mówił, że chciał przestawić samochód

- 47-latek mówił, że wykonywał prace na swojej posesji, chciał przestawić samochód i nie wie, jak dziecko dostało się pod koła przyczepki. Był przekonany, że chłopczyk jest w domu, ponieważ kilka minut wcześniej poszedł po wodę - mówi nadkomisarz Agnieszka Dąbrowska z Komendy Powiatowej Policji w Bielsku Podlaskim.

47-latek przyznał się do winy. Usłyszał zarzut narażenia dziecka, nad którym sprawował opiekę, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Grozi mu do pięciu lat więzienia.

Trzy lata temu doszło do tragedii

Reporter TVN24 Mateusz Grzymkowski ustalił, że ten sam mężczyzna niemal trzy lata temu potrącił na tej samej posesji inne swoje dziecko. Potwierdza to Adam Naumczuk, szef Prokuratury Rejonowej w Bielsku Podlaskim.  

- Odkąd tu pracuję, spotkałem się pierwszy raz z czymś podobnym. Tamto zdarzenie miało miejsce trzy lata temu - 26 sierpnia, a to 16 sierpnia. Był to ten sam samochód terenowy. Z tym, że teraz dziecko zostało przejechane przez przyczepkę lekką podczepioną, a wówczas - bezpośrednio przez sam samochód. Z poczynionych ustaleń wynika, że były to dwa nieszczęśliwe zdarzenia, do których doszło na skutek niezachowania przez ojca ostrożności - mówi prokurator.

W 2023 roku skończyło się tragicznie. 10-miesięczny chłopiec, który został wówczas przejechany przez ojca zmarł w wyniku obrażeń.

Rodzina wybierała się na lody. Ojciec postanowił podjechać samochodem bliżej domu z dalszej części podwórka, gdy w pewnym momencie poczuł uderzenie. Wysiadł i zobaczył, że potrącił swoje 10-miesięczne dziecko, które - raczkując - niezauważone przez nikogo wydostało się z domu na posesję.

Nadzwyczajne złagodzenie kary

Sąd pierwszej instancji skazał ojca na osiem miesięcy pozbawienia wolności za nieumyślne spowodowanie śmierci. Taką samą karę dostał również dziadek dziecka, który odpowiadał za namawianie rodziców chłopca do składania fałszywych zeznań, tworzył fałszywe dowody i zacierał ślady.

Sąd drugiej instancji zmienił wyrok wobec ojca dziecka. Uznając, że okoliczności wypadku były wyjątkowe, a strata dziecka to przeżycie traumatyczne, nadzwyczajne złagodził karę. Skazał go na zapłatę dwóch tysięcy złotych grzywny. 

Natomiast jeśli chodzi o dziadka chłopca, wyrok pierwszej instancji został uchylony, a postępowanie karne umorzone, ponieważ mężczyzna zmarł.

Źródło: TVN24
Czytaj także: