Kiedy zadzwonił telefon, żona Macieja Piłsyka akurat odbierała psa od weterynarza. Był sam, gdy usłyszał, że jest dla niego wątroba. Żona weszła do domu z psem na rękach i zastała go w łazience, golącego brodę. Wiedziała, że lekarz wcześniej poprosił Macieja, żeby zrobił to przed operacją. Spojrzeli na siebie.
- To już? - zapytała żona.
- Tak.
- O kurde…
"Nie planuj dalekich wakacji"
Wszystko zaczęło się w grudniu 2018 roku od bardzo silnego bólu brzucha. W szpitalu okazało się, że drogi żółciowe Macieja się zatykają, przez co żółć nie odpływała z jego wątroby. W szpitalu zrobiono mu ECPW (endoskopową cholangiopankreatografię wsteczną), czyli badanie, w którym ocenia się drogi żółciowe i przewód trzustkowy. Przy okazji też je udrożniono.
- Lekarze za bardzo nie wiedzieli, dlaczego moje drogi żółciowe się zatkały. Wyszedłem ze szpitala bez diagnozy. W kwietniu, czyli po czterech miesiącach, poszedłem do gastrologa. Spojrzał na moje wyniki i powiedział, żebym na wszelki wypadek nie planował dalekich wakacji - opowiada Maciej.
Nie bardzo rozumiał, dlaczego ma się trzymać blisko szpitala, ale zastosował się do prośby gastrologa. I dobrze, bo już w sierpniu znowu potrzebował pomocy. O godz. 3 w nocy na SOR, gdzie Maciej znowu zgłosił się z bólem brzucha, lekarz zauważył w USG cechy PSC, czyli pierwotnego stwardniającego zapalenia dróg żółciowych. To rzadka, przewlekła i postępująca choroba autoimmunologiczna, która prowadzi do zastoju żółci i marskości wątroby. Zwiększa też ryzyko raka dróg żółciowych.
- Często, słysząc o marskości wątroby, ludzie przyczepiają komuś łatkę "alkoholik". Ja nie nadużywałem alkoholu. Prowadziłem raczej zdrowy styl życia. Był taki moment, że ważyłem 102 kilogramy, ale wziąłem się wtedy za siebie i zrzuciłem prawie 20 kg. Sport zawsze był obecny w moim życiu. Jeździłem na rowerze, pływałem na basenie, chodziłem po górach i ćwiczyłem na siłowni. Przed PSC nie można się było uchronić. Lekarze cały czas nie znają pochodzenia tej choroby - opowiada pacjent.