Rzecznik prasowy Najwyższej Izby Kontroli Bartłomiej Pograniczny przekazał, że w poniedziałek po południu kontrolerzy weszli do urzędu gminy w Sobolewie, w którym prowadzą czynności.
- Kontrolerzy uzyskali w urzędzie informację, że zarówno schronisko, jak i dokumentacja zostały zabezpieczone na potrzeby postępowania prokuratorskiego. Kontrolerzy sprawdzą tę informację i podejmą decyzję o zasadności prowadzenia kontroli również w samym schronisku - powiedział.
Pograniczny przekazał ponadto, że kontrola obejmie też Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Garwolinie, czyli ten, który prowadził nadzór nad schroniskiem w Sobolewie. - Kontrolerzy chcą sprawdzić, co było przyczyną braku zdecydowanej reakcji inspektoratu. Dlaczego wcześniej nie wskazywał na problemy, a nagle zdecydował o zamknięciu schroniska - wyjaśnił.
Będzie też kontrola na Paluchu
Rzecznik prasowy NIK poinformował również, że we wtorek rozpocznie się kontrola w Warszawie dotycząca Schroniska na Paluchu. - Najpierw obejmie urząd miasta, a w drugiej kolejności, być może tego samego dnia, samo schronisko - dodał.
Jak powiedział, do NIK wpływały skargi w sprawie Schroniska na Paluchu, choć "innego typu, niż w Sobolewie". Dopytywany, czego one dotyczą, zaznaczył, że jest to objęte tajemnicą kontrolerską.
- Delegatura mazowiecka w Warszawie od grudnia ubiegłego roku prowadziła analizę napływających skarg i w reakcji na to zwróciła się do kierownictwa NIK z wnioskiem o zgodę na przeprowadzenie kontroli. Wniosek został zatwierdzony 7 stycznia 2026 roku - podał.
Dodał, że kontrola obejmuje te dwa urzędy i schroniska na podstawie skarg, które wpływały w zeszłym roku do centrali NIK.
Policja o swoich działaniach
Mazowiecka policja w swoim poniedziałkowym oświadczeniu odniosła się do krytyki pojawiającej się w mediach społecznościowych dotyczącej działań funkcjonariuszy podczas sobotniego protestu przed schroniskiem w Sobolewie. W pewnym momencie protestujący sforsowali płot i zaczęli spontanicznie zabierać psy. Po uspokojeniu sytuacji na miejscu pozostały organizacje prozwierzęce, które jeszcze w nocy i nad ranem w niedzielę zabierały psy ze schroniska.
"Podstawowym celem policjantów pełniących służbę było zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim ludziom oraz zwierzętom - zarówno tym, które mogły być narażone na cierpienie, jak i osobom przebywającym na terenie i w okolicach schroniska. Działania osób przebywających w okolicach schroniska oraz tych, które pokonały zabezpieczenia i wdarły się na jego teren, naraziły przebywające tam zwierzęta na dodatkowy stres" - podkreśliła policja w oświadczeniu.
Dodała, że przed planowanym protestem apelowano o "zachowanie spokoju, pozostanie poza terenem zabezpieczonym oraz o niezakłócanie czynności związanych z ewakuacją i opieką weterynaryjną".
Co robili policjanci?
"Nieprawdą jest, jakoby policjanci utrudniali komukolwiek prowadzenie jakichkolwiek czynności. Twierdzenia takie są próbą celowego wprowadzania opinii publicznej w błąd. Działania związane z opieką nad przebywającymi tam zwierzętami i decyzje w tym zakresie podejmował i koordynował wójt gminy Sobolew" - czytamy w oświadczeniu.
Jak wyjaśniono, do momentu pełnego przekazania zwierząt teren był zabezpieczany przez policjantów zarówno w trosce o bezpieczeństwo samych zwierząt, jak i o bezpieczeństwo osób przebywających na terenie byłego schroniska.
W oświadczeniu przekazano, że na miejscu zdarzenia policjanci przeprowadzili czynności w trybie art. 308 par. 1 Kodeksu postępowania karnego. W ramach tych uprawnień zabezpieczono m.in. monitoring wizyjny z terenu schroniska, pobrano i zabezpieczono próbki karmy podawanej zwierzętom (do badań laboratoryjnych pod kątem składu, obecności substancji szkodliwych i zgodności z normami), przeprowadzono oględziny boksów, sporządzono szczegółową dokumentację fotograficzną.
Policja zaprzeczyła doniesieniom, jakoby nie zabezpieczono na poczet prowadzonego postępowania przedmiotów mających ślady krwi, narzędzi czy innych dowodów wskazujących na znęcanie się lub uśmiercanie zwierząt. "Żadne padłe zwierzę nie zostało ujawnione przez funkcjonariuszy w trakcie tych czynności. O wszystkich podjętych działaniach, ich zakresie i wynikach na bieżąco informowany był prokurator" - dodano w oświadczeniu.
Policja "nie wpuściła posła"?
W oświadczeniu odniosła się również do zachowań posła obecnego na miejscu. Wcześniej przypomniała, że posłowie za okazaniem legitymacji poselskiej mają prawo przeprowadzać interwencję samodzielnie i w dowolnym momencie - bez konieczności oczekiwania na asystę policji, uzgadniania terminu czy uzyskiwania czyjejkolwiek zgody na wejście.
"Wszelkie sugestie, że policja 'nie wpuściła posła', 'blokowała wejście' czy 'uniemożliwiła interwencję', nie znajdują oparcia w przepisach i wprowadzają opinię publiczną w błąd co do rzeczywistego zakresu uprawnień poselskich. Zachowanie jednego z posłów, który prowadził rozmowę w taki sposób, mogło zostać odebrane jako próba sugerowania, że zgoda policji jest warunkiem koniecznym do przeprowadzenia interwencji" - podkreśliła.
W oświadczeniu zapewniono, że funkcjonariusze wykonują swoje obowiązki zgodnie z prawem, nie kierują się sympatiami czy antypatiami, a ataki słowne i publiczne pomówienia kierowane pod ich adresem są "całkowicie nieuzasadnione i bezpodstawne".
Protest i zamknięcie schroniska
W sobotę ok. godz. 12 miłośnicy zwierząt zebrali się przed urzędem gminy w Sobolewie i domagali się poprawy warunków życia dla psów w schronisku, z którym gmina ma podpisaną umowę. Następnie przenieśli się pod bramy schroniska. Wśród nich był poseł Lewicy Łukasz Litewka, który chciał wejść do schroniska z interwencją poselską.
Po godzinie 15 premier Donald Tusk oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji poinformowali o zamknięciu schroniska. W tym czasie pod bramą schroniska zebrali się miłośnicy zwierząt, oprócz osób prywatnych również przedstawiciele organizacji prozwierzęcych, którzy domagali się poprawy warunków życia dla psów w schronisku.
W pewnym momencie sforsowali płot i zaczęli spontanicznie zabierać psy. Po uspokojeniu sytuacji na miejscu pozostały organizacje prozwierzęce, które jeszcze w nocy i nad ranem w niedzielę zabierały psy ze schroniska.
W niedzielę wojewoda mazowiecki Mariusz Frankowski poinformował o zakończeniu akcji przekazywania psów z zamkniętego w sobotę schroniska w Sobolewie. Według danych wojewody 146 pozostałych w schronisku psów zostało przekazanych do schroniska w Wojtyszkach. "Zaczęła się 14 dniowa kwarantanna odebranych zwierząt. Jutro opublikujemy zdjęcia wszystkich z nich" - napisał DIOZ Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt w komunikacie w mediach społecznościowych.
Wojewoda wcześniej informował, że w schronisku w Sobolewie przebywało około 180 psów.
Dzierżawca oskarżony
Grunt, na którym znajdowało się schronisko, należy do gminy. Dzierżawca, czyli prowadzący schronisko Marian D., został oskarżony o znęcanie się nad zwierzętami. Proces w tej sprawie trwa od wielu lat.
Mieszkańcy i aktywiści, również w sobotę, apelowali wielokrotnie do wójta Sobolewa Macieja Błachnio o rozwiązanie umowy z Marianem D.
Autorka/Autor: mg
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: DIOZ Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt/Facebook