Rząd rozpatruje dziś pięć projektów przygotowanych przez Ministerstwo Zdrowia. Część z nich to efekt ultimatum, jakie premier Donald Tusk postawił latem minister zdrowia Jolancie Sobierańskiej-Grendzie, zlecając jej przygotowanie propozycji zmian w ochronie zdrowia. Najważniejszą i najszerzej komentowaną ustawą jest ta, która zakłada maksymalną stawkę godzinową w wysokości 240 zł brutto, ograniczenie łącznego czasu pracy do dwóch etatów oraz minimalny wymiar zatrudnienia w szpitalach na pół etatu.
Limit za godzinę i maksymalne obłożenie pracą bez zmian
- Na ten dzień czekali Polacy, na pewno pacjenci, na pewno też większość lekarzy - z nadzieją, że szybko naprawimy system ochrony zdrowia, szczególnie tam, gdzie dochodziło do nadużyć i zwyrodnień - powiedział premier, otwierając posiedzenie rządu.
Jak dodał, w ostatnich tygodniach debata publiczna w dużej mierze skupiła się wokół tego, ile lekarze powinni zarabiać, jak długo pracować i czy możliwy jest taki system, w którym pieniądze trafiające do publicznej ochrony zdrowia nie będą wyciekały albo nie będą marnowane.
- Nauka z tego jest jednoznaczna. Ludzie oczekują szybkich zmian. Nasza wiedza jest taka, że Polacy uważają, że lekarze powinni zarabiać dobrze. Przygniatająca większość lekarzy chce mieć system, w którym nikt nie będzie podejrzewał środowiska medycznego o nadużywanie władzy i pieniędzy, o używanie pieniędzy które mają iść na leczenie, wyłącznie na płace - podkreślił Tusk.
O omawianym przez premiera projekcie ustawy, która nakłada górne limity stawek godzinowych i obłożenia medyków pracą pisaliśmy wielokrotnie. Po wdrożeniu projektowanych przepisów miesięczne zarobki lekarza na dwóch etatach nie będą mogły przekroczyć 16-krotności płacy minimalnej (76 800 zł brutto miesięcznie, 921 600 zł brutto rocznie), a system odejdzie od uzależniania pensji od procentu wartości wykonanych procedur.
- Musimy ukrócić te metody, które zbudowały niedużą grupę milionerów, którzy korzystają z luk w systemie - powiedział premier, odwołując się do przykładów nienaturalnie wysokich zarobków medyków, o których w ostatnich tygodniach głośno było w mediach, m.in. ortopedy, który w publicznym szpitalu zarobił w rok 3,2 mln zł czy szpitala, wydającego na płace ponad 100 procent środków, jakie pozyskuje z kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia.
Okres przejściowy będzie krótszy
Premier poinformował również o tym, jakie będzie tempo procedowania ustaw z "pakietu naprawczego". Z krytyką, m.in. ze strony byłego ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza, spotkał się pomysł wprowadzenia rocznego okresu przejściowego, w którym miałyby być po wejściu w życie nowych przepisów dostosowywane zawarte wcześniej umowy. Ten bufor ma się skrócić o połowę.
- Pytano nas o tempo. Ustawa wejdzie [będzie przyjęta przez Parlament i podpisana przez prezydenta - red.], mam nadzieję, tak szybko, jak to możliwe. Wejdzie w życie w miesiąc po uchwaleniu. Nowe umowy będą już w rygorze tej ustawy. Stare będą wymagały dużo pracy od jednostek. Postanowiliśmy z panią minister, aby skrócić czas przygotowania wszystkich jednostek do tego systemu. Nie będzie to 12 miesięcy tylko maksimum sześć miesięcy - zadeklarował Tusk.
- Czujemy się odpowiedzialni nie tylko za szybkie, sprawne przeprowadzenie tej ustawy, ale też chcemy uniknąć jakichkolwiek perturbacji. Wydaje się, że to wymagające, ale bardzo rozsądne i odpowiedzialne - argumentował.