Dlaczego warto mówić sobie "kocham cię"? Psycholożka tłumaczy

shutterstock_2654944971
Miłość z fałszywym Bradem Pittem kosztowała ją prawie milion dolarów
Źródło: TVN24
Słowa "kocham cię" warto kierować także do samego siebie. Przypomina o tym psycholożka dr Dagna Kocur w Międzynarodowym Dniu Kochania Siebie. Samowspółczucie - jak podkreśla ekspertka - to nie egoizm, lecz klucz do budowania zdrowych relacji i lepszego samopoczucia. Na czym polega?
Kluczowe fakty:
  • Międzynarodowy Dzień Kochania Siebie został stworzony jako alternatywa dla Walentynek (14 lutego). Ma na celu promowanie miłości własnej, samoakceptacji i dbania o własne potrzeby przed skupianiem się na miłości do innych.
  • Jak nauczyć się czułości wobec siebie? Psycholożka z Uniwersytetu Śląskiego ma kilka podpowiedzi.
  • Praktykowanie "me time", czyli czasu dla siebie, ma w tym kontekście istotne znaczenie. Wyjaśniamy, dlaczego.
  • Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w serwisie tvn24.pl. Warto też słuchać "Wywiadu medycznego".

"Kocham cię" to nie tylko wyznanie dla innych, ale przede wszystkim dla siebie - podkreśla dr Dagna Kocur z Uniwersytetu Śląskiego w Międzynarodowym Dniu Kochania Siebie, który wypada 13 lutego - dzień przed świętem zakochanych. Według psycholog rozwijanie samowspółczucia pomaga m.in. budować zdrowsze relacje.

To dobre dla mózgu

Samowspółczucie może być pomocne przy dbaniu o swoje potrzeby - jest po to, żeby mądrze, życzliwie i dobrze opiekować się sobą. Mówiła o tym w rozmowie z tvn24.pl psycholożka Malwina Huńczak. - To koncepcja, która składa się z trzech głównych elementów: życzliwości wobec siebie, uważności i "wspólnego człowieczeństwa", czyli poczucia, że nie tylko my przeżywamy trudności [z ang. common humanity - red.]. Samowspółczucie jest formą pierwszej, codziennej pomocy, ale nie zastąpi profesjonalnej terapii - tłumaczyła.

Wskazała też, że życzliwość wobec siebie ma wpływ na konkretne obszary mózgu w części kory przedczołowej. Naukowcy zbadali to przy pomocy neuroobrazowania, czyli obserwacji struktury tego narządu. - Chodzi o powstawanie ścieżek neuronowych, czyli uczenie się nowych, pozytywnych sposobów działania - mówiła Huńczak.

Samowspółczucie to nie egoizm

- Choć na pierwszy rzut oka samowspółczucie może kojarzyć się z egoizmem lub przesadnym skupieniem na sobie, w rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie - mówi dr Dagna Kocur. Argumentuje, że badania nad współczuciem wobec samego siebie wykazują, że osoby traktujące siebie z życzliwością i akceptacją w chwilach słabości mają zdrowsze i bardziej satysfakcjonujące relacje, lepiej radzą sobie z konfliktami i trudnymi emocjami.

Zdaniem ekspertki kształtowanie samowspółczucia można zacząć od zmiany codziennego wewnętrznego dialogu. - Zastanówmy się, jak reagujemy na siebie, gdy popełnimy błąd, coś zepsujemy czy stłuczemy czy myśli, które się wtedy pojawiają, są wspierające, pocieszające, czy pojawiają się takie zwroty, jakie skierowalibyśmy do przyjaciela? - sugeruje.

Jak dodaje, w praktyce pomocne są kursy i programy oparte na uważności, a także ilustrowane karty rozwojowe, które pomagają przeformułować wewnętrzne przekonania typu: "muszę być lepsza, żeby zasłużyć na miłość".

Nie dla wszystkich to łatwe

Dr Kocur podkreśla, że dla osób doświadczających poważnych traum lub zaniedbania emocjonalnego mówienie sobie "kocham cię" może być trudne lub wywoływać dyskomfort.

- Dlatego tak ważne jest, by nie oczekiwać od siebie samowystarczalności. Osoby z bardzo niskim poziomem samowspółczucia powinny najpierw skorzystać ze wsparcia psychoterapeutycznego, które pomoże im odbudować poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa - wyjaśniła psycholożka.

Ekspertka zwróciła uwagę, że brak słów "kocham cię" w dzieciństwie może mieć konsekwencje w dorosłości, w tym trudności w okazywaniu uczuć i przyjmowaniu miłości, a także lęk przed bliskością i niską samoocenę.

- Nie wszyscy boją się tych dwóch słów - dla wielu osób, które w dzieciństwie regularnie słyszały "kocham cię" od rodziców i opiekunów, wyrażanie miłości staje się czymś naturalnym i bezpiecznym. Dla innych jednak słowa  "kocham cię" mogą wiązać się z lękiem, wstydem lub niepewnością - powiedziała.

Dr Kocur dodała, że nawet głęboko zakorzenione emocjonalne schematy można jednak zmienić. - Dzięki świadomej pracy nad sobą, psychoterapii, a także praktykom samowspółczucia możliwe jest stopniowe odbudowanie zdolności do bliskości, zaufania i otwartości emocjonalnej. Nawet drobne zmiany w codziennym dialogu wewnętrznym otwierają przestrzeń na wypowiedzenie "kocham cię" z prawdziwym zaangażowaniem - dodała. Elementem tego procesu może być również troska o tzw. "me time", czyli regularny czas poświęcony sobie, o którym pisaliśmy niedawno w tvn24.pl.

"Me time" to wyraz miłośći

"Me time" to moment, w którym liczą się nasze potrzeby, wartości i odpoczynek, a na dalszy plan schodzą społeczne i zawodowe obowiązki. Dbanie o siebie w ten sposób pozwala lepiej rozumieć własne emocje, regenerować zasoby i budować głębszą relację zarówno z samym sobą, jak i z innymi.

- "Me time" zazwyczaj jest takim momentem w trakcie dnia czy dłuższym czasem w życiu, kiedy liczymy się my, nasze potrzeby i wartości, kiedy społeczne, zawodowe czy wizerunkowe powinności przestają grać pierwsze skrzypce. Jako ludzie mamy ograniczone zasoby poznawcze, emocjonalne i społeczne. To taki pojemny worek, który jednak w pewnym momencie zaczyna nie mieścić nowych wrażeń, emocji czy kontaktów z innymi - mówiła psycholożka, dr Małgorzata Osowiecka-Szczygieł, w rozmowie z tvn24.pl

Podkreślała także, że potrzeba "me time" nie oznacza odsunięcia się od bliskich czy braku miłości wobec nich, ale jest sposobem na regenerację emocjonalną i odzyskanie energii. Dobrze jest także ustalić konkretne momenty w ciągu dnia lub tygodnia, które należą tylko do nas, i jasno je zakomunikować, np. "potrzebuję pół godziny na spacer lub książkę, po tym czasie będę w pełni dla was". Takie jasne granice pomagają uniknąć poczucia winy, uczą domowników wzajemnego szacunku i pokazują, że dbanie o siebie to część zdrowych relacji rodzinnych.

Choć wielu osobom może się wydawać, że odpoczynek to luksus lub nagroda po wykonaniu wszystkich obowiązków, psycholożka przekonywała, że czas tylko dla siebie to codzienna potrzeba, a nie zadanie do odhaczenia. - "Me time" jest czymś zupełnie przeciwnym do obowiązku, presji czy trybu zadaniowego. - Nie praktykujmy więc go, by "zaliczyć zadanie" czy "pokazać się" wśród znajomych i współpracowników. Na początek wystarczy 5-10 minut swobody dziennie, które z czasem możemy stopniowo wydłużać. Tu chodzi przede wszystkim o indywidualne spełnienie i bycie z prawdziwym czy prawdziwą sobą, niezależnie od tego, co to oznacza, jaka jest moda i co inni myślą na ten temat - wskazała dr Małgorzata Osowiecka-Szczygieł.

Czytaj także: