- Nowe badania wykazały, że nadchloran potasu - związek obecny m.in. w fajerwerkach i materiałach wybuchowych - zaburza produkcję plemników.
- W eksperymencie samce ryżanki japońskiej, ryby akwariowej, narażone na ten związek miały wyraźnie gorsze parametry płodności, natomiast jednoczesne podawanie witaminy C wiązało się z mniejszymi uszkodzeniami jąder i poprawą funkcji rozrodczych.
- Najnowsze dane pokazują, że niepłodność dotyczy już niemal 200 mln ludzi, a męski czynnik odpowiada dziś za około połowę przypadków trudności z poczęciem dziecka. Lekarze wskazują najczęstsze przyczyny.
- Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w serwisie tvn24.pl.
Problemy z płodnością przestają być traktowane jako jednostkowe przypadki, a zaczynają być opisywane jako zjawisko populacyjne. Dane z ostatnich lat pokazują wyraźny wzrost liczby par mających trudności z poczęciem dziecka oraz pogarszające się parametry męskiej płodności. Coraz więcej badań wskazuje też na rolę czynników środowiskowych - w tym ekspozycji na związki chemiczne - jako jednego z elementów wpływających na zdrowie reprodukcyjne.
Co łączy męską niepłodność z rybkami akwariowymi, fajerwerkami i witaminą C? Właśnie takie, z pozoru odległe skojarzenia stoją za najnowszymi badaniami, które próbują odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób substancje obecne w środowisku mogą zaburzać produkcję plemników i czy da się ten proces choć częściowo ograniczyć.
Nadchloran potasu i witamina C - zagrożenie i pomoc plemnikom
Najnowsze badania opublikowane w czasopiśmie "Environmental Science and Technology" sugerują, że witamina C może ograniczać negatywny wpływ niektórych związków chemicznych na męską płodność. Zespół naukowców z University of Missouri, kierowany przez Ramjiego Bhandariego, przyjrzał się działaniu nadchloranu potasu - substancji obecnej m.in. w materiałach wybuchowych i fajerwerkach.
Impulsem do badań były obserwacje sprzed kilku lat. Około dekadę temu Bhandari zainteresował się wpływem nadchloranu potasu na zdrowie ludzi i zwierząt. Podczas konferencji toksykologicznej dowiedział się, że personel wojskowy częściej niż ogół społeczeństwa boryka się z problemem niepłodności, a jednocześnie u części żołnierzy wykrywa się podwyższone stężenia tej substancji we krwi - wynikające z częstego przebywania w pobliżu materiałów wybuchowych.
- Zainteresował mnie wpływ ekspozycji na ten związek na zdrowie reprodukcyjne. W naszych ostatnich badaniach odkryliśmy, że nadchloran potasu wywołuje stres oksydacyjny, który zakłóca działanie genów i szlaków metabolicznych zaangażowanych w proces produkcji plemników - powiedział Bhandari.
Badania prowadzono na ryżankach japońskich - niewielkich rybkach akwariowych, które są często wykorzystywane w badaniach nad rozrodczością, ponieważ ich geny i mechanizmy biologiczne w tym zakresie wykazują istotne podobieństwa do ludzkich. U samców narażonych na działanie nadchloranu potasu zaobserwowano spadek produkcji spermy i wyraźne pogorszenie płodności. Kiedy jednak ryby otrzymywały jednocześnie witaminę C, obraz się zmieniał: parametry płodności poprawiały się, a uszkodzenia jąder były mniejsze.
- Ekspozycja na substancje chemiczne w środowisku może mieć duży wpływ na zdrowie reprodukcyjne. Dobrą wiadomością jest to, że witamina C jest silnym przeciwutleniaczem i właśnie odkryliśmy, że może ona skutecznie chronić proces produkcji plemników przed wpływem stresu oksydacyjnego, przywracając działanie szlaków molekularnych zaangażowanych w męską płodność - skomentował badacz.
Autorzy pracy podkreślają, że odkrycia te mogą być szczególnie istotne dla osób pracujących w środowiskach narażonych na kontakt z chemikaliami - m.in. w wojsku czy w przemyśle. Jednocześnie zaznaczają, że potrzebne są dalsze badania, by sprawdzić, w jakim stopniu takie mechanizmy ochronne mogą przełożyć się na realne korzyści zdrowotne u ludzi.
Kryzys, który się pogłębia
Wyniki badań z Missouri są kolejnymi, które wpisują się w znacznie szerszy obraz. Niepłodność coraz częściej opisywana jest przez ekspertów jako jeden z największych, a jednocześnie najmniej dostrzeganych kryzysów zdrowotnych XXI wieku. Z najnowszych analiz wynika, że na świecie problem ten dotyczy już niemal 200 milionów ludzi. W ciągu trzech dekad liczba osób zmagających się z niepłodnością wzrosła o ponad 80 procent u kobiet i o blisko 74 procent u mężczyzn - pisaliśmy o tym w tvn24.pl.
W przypadku mężczyzn skala zjawiska jest szczególnie wyraźna. Szacuje się, że tylko w 2019 roku na świecie żyło ponad 56 milionów mężczyzn dotkniętych niepłodnością. W praktyce męski czynnik odpowiada dziś za około połowę wszystkich przypadków trudności z poczęciem dziecka u par starających się o potomstwo.
Jak mówił w rozmowie z tvn24 dr Jan Karol Wolski, coraz częściej w gabinetach lekarskich pojawiają się mężczyźni z wyraźnie obniżonymi parametrami nasienia. Podkreślał, że nie jest to już problem marginalny ani ograniczony do wąskich grup pacjentów. Zwracał uwagę, że na męską płodność wpływają zarówno czynniki biologiczne, jak i styl życia oraz środowisko, w którym funkcjonujemy. W jego ocenie rosnąca ekspozycja na toksyny, zanieczyszczenia i przewlekły stres metaboliczny coraz wyraźniej odciska się na zdrowiu reprodukcyjnym mężczyzn. Dr Wolski zaznaczał też, że kluczowe znaczenie ma właściwa diagnostyka i poszukiwanie rzeczywistych przyczyn problemów z płodnością.
Na to, jak wcześnie mogą kształtować się problemy z płodnością, zwraca uwagę również ginekolog dr Jarosław Niemoczyński. - Płodność może się kształtować jeszcze przed urodzeniem mężczyzny, potem w dzieciństwie czy w czasie, w którym przyszły ojciec jest nastolatkiem. Czy przechodził różnego rodzaju infekcje jak cytomegalia, świnkę o ciężkim przebiegu - to już rzutuje na to, co dalej się będzie z nim działo - podkreśla lekarz.
Jak dodaje, w Polsce problemy z płodnością może mieć nawet co piąta para. W części przypadków przyczyny są trudniejsze do jednoznacznego zidentyfikowania, a tam, gdzie udaje się je określić, problemy w podobnym stopniu dotyczą kobiet i mężczyzn. Dr Niemoczyński zwraca też uwagę na wyraźną zmianę kulturową.
- Pamiętajmy, że kolejnym czynnikiem, który teraz kulturowo już się dzieje, to mężczyźni, którzy wybierają późne ojcostwo, czego kiedyś w ogóle nie notowaliśmy. W tej chwili coraz częściej się zdarza, że mężczyźni po 50.-60. roku życia chcą zostać ponownie ojcami i tu się okazuje, że też jest bardzo duży problem - zaznacza.
Od genów po środowisko. Najczęstsze przyczyny męskiej niepłodności
Specjaliści podkreślają, że męska niepłodność rzadko ma jedno źródło. Najczęściej jest wynikiem nakładania się wielu czynników. Najpowszechniej dotyczy nieprawidłowych parametrów nasienia - zbyt małej liczby plemników, ich obniżonej ruchliwości lub nieprawidłowej budowy. U części mężczyzn podłoże problemu ma charakter genetyczny, jak w przypadku mikrodelecji w chromosomie Y, które mogą prowadzić do bardzo ciężkich zaburzeń spermatogenezy.
Znaczącą rolę odgrywają również zaburzenia hormonalne oraz choroby wpływające na funkcjonowanie jąder i osi podwzgórze-przysadka-gonady. Do tego dochodzą przebyte infekcje, urazy, żylaki powrózka nasiennego czy skutki niektórych terapii, na przykład onkologicznych.
Coraz więcej uwagi poświęca się też czynnikom środowiskowym i stylowi życia. Palenie tytoniu, nadużywanie alkoholu, otyłość, siedzący tryb życia, przewlekły stres, kontakt z pestycydami, metalami ciężkimi i innymi zanieczyszczeniami - wszystkie te elementy mogą wpływać na jakość nasienia i zdolność do zapłodnienia.
Jak podkreślał w rozmowie z tvn24 dr Jan Karol Wolski, profilaktyka powinna zaczynać się dużo wcześniej, zanim pojawi się realny problem z zajściem w ciążę. Regularne badania, dbałość o zdrowie metaboliczne, ograniczanie ekspozycji na toksyny i świadome podejście do stylu życia są dziś coraz częściej postrzegane jako integralna część dbania o zdrowie mężczyzny, a nie wyłącznie kwestia planowania rodziny.
Autorka/Autor: adan/ap
Źródło: PAP, tvn24
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock