"Duży problem" Konfederacji w Krakowie. Napięcia w partii po porażce

Sławomir Mentzen i Krzysztof Bosak na inauguracji kandydatury Bartosza Bocheńczaka
Bartosz Bocheńczak nie złożył wymaganej liczby prawidłowych podpisów
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Łukasz Gągulski/PAP
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Narodowcy byli "mniej zaangażowani" w zbiórkę podpisów poparcia niż ludzie Sławomira Mentzena - przyznaje szef lokalnych struktur Ruchu Narodowego. To o liczbę ważnych podpisów rozbiła się kandydatura Bartosza Bocheńczaka na prezydenta Krakowa. Atmosfera w Konfederacji jeszcze zgęstniała po tym, jak oficjalny profil lokalnych struktur przejął były działacz, który zaczął obrażać na nim najważniejszych polityków Konfederacji.

W czwartek komitet wyborczy Bartosza Bocheńczaka odwołał się od decyzji Miejskiej Komisji Wyborczej, która odrzuciła jego kandydaturę na prezydenta Krakowa. Ponowna weryfikacja podpisów nie zmieniła werdyktu. Przeciwnie, oddaliła polityka od marzeń od prezydenturze, bo ważnych podpisów doliczono się jeszcze mniej niż poprzednio.

Bartosz Bocheńczak był pierwszym politykiem, który zaraz po ogłoszeniu wyników exit poll krakowskiego referendum, w którym odwołano prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego, ogłosił swój start w wyborach. Sondażowe wyniki wskazywały także na odwołanie rady miasta, dlatego ogłoszono, że liderem listy kandydatów na radnych Konfederacji będzie prezes krakowskiego Ruchu Narodowego Piotr Bartosz. Ostatecznie rady jednak nie odwołano, więc szef narodowców obszedł się smakiem.

Błyskawiczne nominacje pokazują, że partia od tygodni lub miesięcy szykowała się już do kampanii.

Konfederacja mogła być w Krakowie języczkiem u wagi, tak jak przy ogólnopolskich wyborach prezydenckich. Sondaże nie dawały na to większych szans, wieszcząc Bocheńczakowi między trzy a pięć procent poparcia, ale polityk mocno dążył do zwiększenia słupka poparcia. Przez ostatnie tygodnie spotykał się z mieszkańcami na weekendowych festynach w krakowskich parkach. Banery Konfederacji, zestaw do grilla i dmuchańce dla dzieci jeździły za nim od Nowej Huty po Bronowice. Rozdawał darmową kiełbasę - nazywając ją zresztą "wyborczą" - odpowiadał na pytania, przekonywał. Wszystko na nic.

Festyn Konfederacji w Krakowie
Festyn Konfederacji w Krakowie
Źródło zdjęcia: Bartłomiej Plewnia, tvn24.pl

- Bartek bardzo się zaangażował, to było fantastycznie zorganizowane. Trzeba wprowadzić w końcu te podpisy cyfrowe, chociaż to nie jest tak, że wszyscy kandydaci się nie zarejestrowali. To był nasz błąd. Dla nas to jest teraz duży problem wizerunkowy - mówi nam jeden z polityków Nowej Nadziei, partii Sławomira Mentzena.

Prezes Ruchu Narodowego w Krakowie: byliśmy mniej zaangażowani

W środowisku Konfederacji od czasu ogłoszenia porażki wrze. Bartosz Bocheńczak miał według swojego hasła wyborczego "odzyskać Kraków", zamiast tego stracił posadę prezesa krakowskich struktur Nowej Nadziei, partii Sławomira Mentzena. Lokalni działacze zostali z kolei zawieszeni. "Katastrofa" - tak decyzje personalne komunikował w mediach społecznościowych Mentzen.

Konfederacja składa się jednak z dwóch partii. Sam Bocheńczak w ostatnich tygodniach przekonywał, że formacja gra w Krakowie "na dwóch fortepianach". On grał na pierwszym. Przy drugim siedział prezes krakowskiego Ruchu Narodowego Piotr Bartosz. U narodowców rozliczeń jednak nie ma.

Bartosz Bocheńczak, w tle Piotr Bartosz i Jasna Iwan
Bartosz Bocheńczak, w tle Piotr Bartosz i Jasna Iwan
Źródło zdjęcia: Łukasz Gągulski/PAP

- Wobec działaczy Ruchu Narodowego nie są wyciągane żadne konsekwencje, ponieważ Sławomir Mentzen w swoim wpisie odnosił się do członków swojej partii, a nie Konfederacji - podkreślił Piotr Bartosz w rozmowie z tvn24.pl.

Jednak w Nowej Nadziei niektórzy kierują oskarżenia właśnie pod adresem narodowców. - Mówili nam wprost, że nie będą zbierać podpisów na Bocheńczaka. Łącznie w kampanii przynieśli ich zaledwie 18 - powiedział Onetowi jeden z ludzi Sławomira Mentzena. Jego zdaniem narodowcy uznali, że skoro kandydata wystawiła Nowa Nadzieja, to jej działacze powinni wziąć na siebie trud związany ze zbiórką.

Festyn Konfederacji
Festyn Konfederacji
Źródło zdjęcia: Bartłomiej Plewnia, tvn24.pl

Piotr Bartosz twierdzi, że doniesienia o 18 podpisach są nieprawdziwe. Jako przykład podał jedną z działaczek Ruchu Narodowego, która miała przynieść ich 25. Jednak przyznaje, że za zbiórkę podpisów odpowiadali głównie członkowie Nowej Nadziei. I nie chce podać, ile list poparcia dołożyli do ogólnego wyniku narodowcy.

- Byliśmy mniej zaangażowani, ponieważ po dobrych wynikach Nowej Nadziei w zbiórce pod inicjatywą referendalną wkład krakowskiego Ruchu Narodowego nie był potrzebny. ⁠Nikt nie zakładał w poniedziałek, kiedy była doniesiona pierwsza transza podpisów i potem reszta, że aż tyle zostanie odrzuconych. To sytuacja precedensowa. Odrzucono 50 procent odpisów - wyjaśnił prezes krakowskiego Ruchu Narodowego.

Chcą odpytywać kandydatów

Lokalny szef narodowców stwierdził, że mimo porażki Konfederacja planuje odegrać rolę w tej kampanii. - Będziemy odpytywać kandydatów, którzy się zarejestrowali, z ich poglądów na tematy, które są dla nas istotne. Przedstawimy projekt uchwały dla przyszłego prezydenta, żeby radykalnie złagodzić strefę czystego transportu oraz zapytamy o zdanie w istotnych dla nas kwestiach - powiedział nam Piotr Bartosz.

- Chociaż przypuszczam, że nie będziemy nikogo oficjalnie popierać, ponieważ nasi wyborcy i sympatycy mają pełną świadomość, kto i co jest w stanie zaproponować mieszkańcom Krakowa - zastrzegł.

Próbowaliśmy porozmawiać o sytuacji w Konfederacji z niedoszłym kandydatem tej partii Bartoszem Bocheńczakiem. Od początku tygodnia polityk jest jednak nieuchwytny. Mimo kilku prób nie udało nam się skontaktować również z rzecznikiem Konfederacji Wojciechem Machulskim.

Jasna Iwan, która była szefową sztabu Bocheńczaka, przekazała nam w rozmowie telefonicznej, że w związku z zawieszeniem struktur nie jest upoważniona do odpowiadania na pytania.

Sławomir Mentzen i Bartosz Bocheńczak
Sławomir Mentzen i Bartosz Bocheńczak
Źródło zdjęcia: Jakub Porzycki / Forum

Przejęta strona Konfederacji

Wizerunkową katastrofę Konfederacji pogłębia fakt, że tuż po odmowie zarejestrowania Bocheńczaka przejęty został krakowski profil partii na Facebooku. Ktoś zmienił jego nazwę na "Deratyzacja - Kraków" i zaczął zamieszczać prześmiewcze treści. Jeden z wpisów to przeróbka okładki "Faktu", na której obok zdjęcia z festynu promującego Bocheńczaka zamieszczono napis: "Wstyd, żenada, kompromitacja, hańba, frajerstwo", nawiązujący do porażki polskiej kadry na jednym z turniejów piłkarskich sprzed lat.

Według naszych informacji za tym przejęciem stoi osoba związana ze środowiskiem Konfederacji. - Jesteśmy w trakcie rozwiązywania tej sprawy - powiedziała nam Jasna Iwan, choć nie odniosła się do tego, kto stoi za nietypową przemianą profilu.

Bartosz Bocheńczak plasował się w sondażach na szóstym miejscu pod względem poparcia wśród kandydatów na prezydenta Krakowa. Według badania Opinia24 dla Polityki Insight z końca sierpnia polityk Konfederacji mógł liczyć na 3,2 procent poparcia. Do drugiej tury mieliby wejść Łukasz Gibała (25,2 proc.) i Monika Piątkowska (15,3 proc.). Z kolei sondaż SW Research dla "Gazety Krakowskiej" przewidywał 4,8 procent poparcia dla Bartosza Bocheńczaka. Również według tej ankiety do drugiej tury weszliby Łukasz Gibała (25,1 proc.) i Monika Piątkowska (12 proc.).

Bocheńczakowi wróżono dużo niższe poparcie od tego, którym cieszy się Konfederacja w skali kraju. Trudno się dziwić, bo według badania SW Research aż 49 procent wyborców Konfederacji w Krakowie zamierza oddać głos na Łukasza Gibałę.

Kto przejmie poparcie Bocheńczaka?

W stawce zostało jeszcze dwóch kandydatów prawicy: Michał Drewnicki z Prawa i Sprawiedliwości oraz Michał Klimek z Konfederacji Korony Polskiej, partii Grzegorza Brauna.

Profesor Andrzej Piasecki, historyk i politolog z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, ocenił w rozmowie z tvn24.pl, że po klęsce Bocheńczaka "głównym kandydatem na prawicy pozostanie Michał Drewnicki".

Michał Drewnicki
Michał Drewnicki
Źródło zdjęcia: Łukasz Gągulski/PAP

- To on będzie beneficjentem tego, co stało się w Konfederacji. Gdyby poparcie przejął Michał Klimek, to nie byłoby na rękę pozostałym odłamom Konfederacji. Jeśli w dodatku Drewnickiego poprze prezydent Karol Nawrocki, to może on znaleźć się w drugiej turze - uważa naukowiec.

Politolog zwrócił uwagę, że nie tylko Bartosz Bocheńczak miał problem ze zbiórką podpisów, ale w przypadku Konfederacji można mówić - cytując Sławomira Mentzena - o katastrofie, bo partia "bardzo zaangażowała się w tę kampanię".

Na klęskę Bartosza Bocheńczaka zareagował między innymi lider sondaży Łukasz Gibała, który ocenił, że ta sytuacja pokazuje "systemowy problem" w rejestrowaniu kandydatów na podstawie zebranych podpisów.

Zareagował również Michał Drewnicki, który podczas konferencji prasowej powiedział, że nie cieszy się z tej sytuacji. - Wyborcy powinni mieć większą ofertę wyboru, a jeżeli ktoś poległ na proceduralnych problemach, to go żałuję - zaznaczył kandydat PiS. Z kolei kandydatka Razem Aleksandra Owca opublikowała wpis wyśmiewający Bocheńczaka.

Monika Piątkowska nie odniosła się do klęski Konfederacji. - Brak reakcji Moniki Piątkowskiej na wpadkę Konfederacji jest wymowny. Dużo mówi się o możliwości współpracy między KO i Konfederacją. Sytuacja, która wytworzyła się w Krakowie, może być testem dla perspektywy współpracy. Poza tym kandydaci na prezydenta miasta będą teraz walczyć o elektorat Bartosza Bocheńczaka, a ze strony Piątkowskiej nie widać takiej próby - stwierdził politolog z UEK.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: