Nie ma bezpiecznego lodu - od lat zgodnie przypominają służby. A ta pokrywa lodowa, która pojawiła się podczas ostatnich mrozów, robi się coraz cieńsza i słabsza. Mimo to nie brakuje osób, które, ryzykując swoim życiem, wchodzą na lód. Tak było w środę we Wrocławiu.
Rozbili namioty na Odrze
O godzinie 10.45 na numer alarmowy dolnośląskiego WOPR wpłynęło zgłoszenie dotyczące wędkarzy na lodzie w okolicach Portu Osobowice. - Ktoś zadzwonił i poinformował, że te osoby się tam znajdują, bo bał się, że może się pod nimi załamać lód - mówi nam Oliwer Szymański z dolnośląskiego WOPR-u.
Na zdjęciach z interwencji widać, że wędkarze rozłożyli na zbiorniku nawet dwa namioty. Na miejscu pojawił się również patrol policji. Służby wyprosiły mężczyzn z zamarzniętego zbiornika.
- Niestety w przypadku osób, które decydują się wejść na lód trudno mówić o jakiejkolwiek refleksji. Często te osoby nie rozumieją, jak duże zagrożenie dla siebie sprowadzają - tłumaczy Szymański.
Mają nawet kilkanaście zgłoszeń dziennie
Jeszcze tego samego dnia do Centrum Powiadamiania Ratunkowego we Wrocławiu wpłynęło zgłoszenie o kolejnych amatorach zamarzniętych zbiorników. Z przekazanych informacji wynikało, że dwie osoby spędzające czas na Stawie Pilczyckim mogą być pod wpływem alkoholu. Jednak, kiedy służby pojawiły się na miejscu, już nikogo nie zastały.
- W ostatnim czasie otrzymujemy od kilku do kilkunastu zgłoszeń dotyczących tego, że dorośli lub dzieci wchodzą na lód. Kiedy pojawiamy się na miejscu i sprowadzamy z tego lodu na brzeg, trudno mówić o tym, żeby pojawiła się u kogoś skrucha - opowiada Szymański.
I jak wskazuje, same interwencje to potwierdzają. - Dwa dni temu wezwano nas w okolice Mostów Warszawskich, bo pewien mężczyzna rysował na lodzie nieprzyzwoite znaki. Kiedy ratownicy pojawili się z policją, mężczyzna był oburzony, że zakłócamy jego spokój - dodał.
Autorka/Autor: Aleksandra Arendt-Czekała
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Dolnośląskie WOPR