W godzinach wieczornych służby otrzymały zgłoszenie o pożarze nieużytkowanego obiektu kolejowego oraz sprasowanych odpadów z tworzyw sztucznych przy ulicy Kolejowej w Strzegomiu. W pożarze nikt nie ucierpiał. Przyczyny jego wybuchu są na razie nieznane.
- Dogaszamy pożar. To będzie na pewno długotrwałe działanie, ponieważ materiału, który się palił, było dość dużo. Trwa też regularna podmiana ratowników i dowożenie wody do celów gaśniczych, ponieważ mieliśmy z nią duży problem - informował w niedzielę około 10.30 bryg. Łukasz Grzelak, zastępca Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Świdnicy.
Akcja gaśnicza może potrwać jeszcze kilkanaście godzin.
Wcześniej strażacy informowali, że w kulminacyjnym momencie w akcji brało udział 45 zastępów. Jak podawano, paliły się rozdrobnione odpady na pryzmie o wysokości do ośmiu metrów. Pożar objął obszar 50 na 70 metrów.
- To była ciężka noc, strażacy pracowali w aparatach ochrony układu oddechowego - mówił bryg. Grzelak.
Z kolei młodszy kapitan Paweł Szydłowski, zastępca rzecznika prasowego Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Świdnicy przekazał wcześniej na antenie TVN24, że w działaniach brały również udział trzy drony specjalistyczne oraz Specjalistyczna Grupa Ratownictwa Chemiczno-Ekologicznego.
Apel do mieszkańców o zamknięcie okien
Mimo opanowanego pożaru w pobliżu może wciąż występować zadymienie. Stąd też pojawił się apel do mieszkańców o nieotwieranie okien i ograniczenie przebywania na zewnątrz w rejonie miejsca pożaru.
Apel powtórzył w niedzielny poranek także burmistrz Strzegomia, Krzysztof Kalinowski. -Jest na miejscu Specjalistyczna Grupa Ratownictwa Chemiczno-Ekologicznego, która monitoruje stan powietrza. W tej chwili mamy dobre informacje, że nie ma żadnego zagrożenia, ale lepiej, żeby okna domów pozostały pozamykane - mówił na antenie TVN24.
Burmistrz zaznaczył, że prosi mieszkańców, aby nie przychodzili w okolice objęte pożarem.
- Prosimy, aby mieszkańcy nie przychodzili oglądać z bliska, bo w sąsiedztwie bezpośrednim zagrożenie może występować i przemieszczają się pojazdy - podkreślił brygadier Łukasz Grzelak z PSP w Świdnicy.