Andrzej Morozowski zmarł 4 sierpnia. Michał Samul, redaktor naczelny TVN24 i "Faktów" TVN, członek zarządu TVN Warner Bros. Discovery, przekazał wyrazy współczucia bliskim Morozowskiego. Przyznał, że dziennikarz był dla niego kimś więcej niż przyjacielem czy pracownikiem. - Był mistrzem i mentorem dziennikarstwa - mówił.
Spotkali się na płaszczyźnie zawodowej w październiku 1996 roku. - Byłem na początku drugiego roku studiów, miałem niespełna 21 lat. Andrzej był wtedy uznanym dziennikarzem. Był wzorcem z Sevres dziennikarstwa politycznego - powiedział Samul.
Samul: Morozowski zaprowadził mnie do Sejmu, pokazał mi politykę
Jak wspominał, to właśnie Morozowski ustanowił pewien wzorzec reporterski relacjonowania wydarzeń sejmowych. - Towarzyszył tym wszystkim wydarzeniom przez tyle lat. Jak się Polska rozwijała, jak się zmieniała ta polityka - nie było ani jednego, pojedynczego wydarzenia, które by bez jego udziału się odbyło - opowiadał.
- Rola Andrzeja w moim życiu to jest rola człowieka, który zaprowadził mnie do Sejmu, pokazał mi politykę, pokazał mi, na czym to polega i to było długo przed startem TVN24 - opisał Samul.
"Jesteśmy z niego"
Podkreślił, że w środowisku dziennikarskim jest konsensus, że "Andrzej był dobrym człowiekiem, wspaniałym dziennikarzem, że to był człowiek obdarzony niebywałym poczuciem humoru". Samul przyznał również, że na wiele tematów miał z Morozowskim odmienne zdanie i że się spierali. - Ale rozmowy z nim to była naprawdę za każdym razem niezwykła przyjemność i niezwykła przygoda - zaznaczył.
- Wydaje mi się, że wszyscy jesteśmy z niego, że on był tym pierwszym politycznym dziennikarzem, reporterem zatrudnionym w tej stacji. Wszystko, co robimy dzisiaj o politykach (...), to wszystko ustawił w jakiejś mierze właśnie swoją wrażliwością dziennikarską Andrzej Morozowski i takim go będziemy pamiętać wszyscy - podsumował Samul.
Pusty fotel w studiu "Tak jest"
W specjalnym wydaniu "Tak jest" Morozowskiego wspominał również prowadzący "Faktów" TVN Piotr Marciniak. Obok niego stał pusty biały fotel, który przez lata zajmował Morozowski. - Jak dotykam tego fotela, to tak jakbym go trzymał za rękę - wyznał poruszony.
- Myślę, że dla mnie i dla całej generacji dziennikarzy mojego pokolenia [Andrzej - red.] był przede wszystkim nauczycielem. (...) Pierwsze kroki stawiałem pod jego okiem, chociaż pracowaliśmy właściwie w mediach konkurencyjnych. Andrzej wtedy pracował w Radiu ZET, ja pracowałem w "Gazecie Wyborczej" - wspominał dziennikarz i publicysta Mikołaj Lizut.
Przyznał, że były to "nauki bezcenne, których dzisiaj ze świecą szukać". - Andrzej był zwierzęciem politycznym. Wydaje mi się, że rozumiał dużo więcej niż my wszyscy wtedy - ocenił.