Zmarł Andrzej Morozowski. "Był naszym przyjacielem"

ingest-10_20260804204309(17212)_aac-0001
Tomasz Sianecki pożegnał Andrzeja Morozowskiego
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Andrzej Morozowski zmarł we wtorek po ciężkiej chorobie. Dziennikarze wspominają go w TVN24. To nieprawda, że nie ma ludzi niezastąpionych. Są i takim człowiekiem na pewno jest Andrzej Morozowski - przyznała zastępczyni redaktora naczelnego TVN24 Brygida Grysiak. - Andrzej był naszym przyjacielem. Był osobą bardzo dla nas bliską i głęboko wierzę, że był też przyjacielem naszych widzów - mówiła dziennikarka "Faktów" TVN Arleta Zalewska.

Andrzej Morozowski zmarł 4 sierpnia, po długiej chorobie. - To nie jest tak, że się tego nie spodziewaliśmy. Natomiast zawsze, kiedy nadchodzi ten moment, człowiek czuje się zaskoczony - przyznał dziennikarz TVN24 Tomasz Sianecki.

- Andrzej był naszym przyjacielem. Był osobą dla nas bardzo bliską i wierzę głęboko (...), że był też przyjacielem naszych widzów - podkreśliła dziennikarka "Faktów" TVN Arleta Zalewska.

Grysiak: to jest nieprawda, że nie ma ludzi niezastąpionych

Morozowski przez lata prowadził program "Tak jest" - robił to, dopóki pozwalało mu zdrowie. - Czekaliśmy na ciąg dalszy. Bez względu na to, w jakiej Andrzej był kondycji, czy byliśmy przed chemią, czy po. I w lepszych, i gorszych momentach rozmawiałam z Andrzejem o tym, kiedy wraca - wspominała zastępczyni redaktora naczelnego TVN24 Brygida Grysiak.

Jak zaznaczyła, było to ważne nie tylko dla samego Morozowskiego, ale i dla całej redakcji. - To jest nieprawda, że nie ma ludzi niezastąpionych. Są tacy ludzie i takim człowiekiem na pewno jest Andrzej - podkreśliła.

- Nie było takiego przystanku na naszej trasie urodzinowej, gdzie ludzie nie pytaliby o Andrzeja - powiedziała Grysiak. Jak wspominała, były takie spotkania z dziennikarzami TVN24, w czasie których nagle ktoś z widowni wstawał i mówił: "bardzo proszę powiedzieć Andrzejowi (…), że jest wspaniały, że na niego czekamy, że wielu takich dziennikarzy po prostu już nie ma".

Grysiak oceniła też, że Morozowski symbolizował dziennikarstwo. Wspominała między innymi powrót z panelu, na którym jedna z osób stwierdziła, że "dziennikarstwo już się kończy". - Andrzej wściekał się razem ze mną i mówił: "nie kończy się, tylko ludzie muszą wiedzieć, że ono jest krytycznie ważne". Dla mnie to było zupełnie niezwykłe, że ktoś w tak ciężkiej chorobie nagle dyskutuje o tym, jak ważny jest nasz zawód - opisała.

Kuligowska: cały czas rozmawialiśmy o polityce

Dziennikarka TVN24 Marta Kuligowska wspominała pierwszą edycję gali Nagrody Mariusza Waltera, która odbyła się 15 marca 2024 roku. Morozowski - z uwagi na złe samopoczucie - na niej się nie pojawił. - Wtedy zaczął się ten poważny etap chorobowy, ciąg pobytu w szpitalach i bardzo dzielnej, bardzo długiej walki z chorobą - mówiła.

Jak wyznała Kuligowska, w czasie szpitalnych wizyt przynosiła Morozowskiemu do jedzenia to, co lubił, między innymi chałkę, zimne nóżki czy jagodzianki. - On żył polityką. Nieważne, w jakiej był formie: lepszej, gorszej. Był bardziej śpiący, był po chemii, przed chemią, w trakcie - to cały czas rozmawialiśmy o polityce - mówiła.

"Panie Andrzeju. Serce pęka"
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ:

"Panie Andrzeju. Serce pęka"

Zalewska: miał całe szuflady wypełnione anegdotami

Dziennikarka "Faktów" TVN Arleta Zalewska przyznała, że na każdym etapie kilkunastoletniej znajomości z Morozowskim ten rozpalał w niej pasję do dziennikarstwa. - Potrafił godzinami rozmawiać o polskiej polityce (...) Andrzej miał całe garści, całe szuflady wypełnione anegdotami ostatnich 30 lat polskiej polityki. On był w kluczowych momentach - wspominała.

Andrzej Morozowski z dziennikarkami
Andrzej Morozowski z dziennikarkami

Powiedziała również, że Morozowski potrafił inspirować swoimi pytaniami, a jego analizy były "często nieoczywiste, trochę w poprzek". - W tych ostatnich miesiącach, kiedy Andrzej mierzył się z chorobą, 80-90 procent czasu, który spędzaliśmy razem, był rozmowami o polityce. Były momenty, kiedy wspólnie oglądaliśmy "Fakty" - opowiadała Zalewska.

- Uważał, że opowiadanie, relacjonowanie polskiej polityki w sposób odpowiedzialny, wiarygodny, ale z pazurem, z ciekawością jest czymś, co dziennikarze polityczni powinni robić - dodała.

Wielowieyska o "porozumieniu duchowym"

Dziennikarka Dominika Wielowieyska związana z "Gazetą Wyborczą" i TOK FM wspominała, że w latach 90. ona i Andrzej Morozowski spędzili dużo czasu na korytarzach sejmowych jako reporterzy. - Mieliśmy pewne porozumienie duchowe, bo Andrzej skończył wiedzę o teatrze, ja też skończyłam wiedzę o teatrze, więc zawsze żeśmy się dzielili opowieściami o wykładowcach - wspominała.

Jak opowiedziała Wielowieyska, na imprezie sylwestrowej w latach 90. Andrzej Morozowski ślubował, że przez rok nie tknie alkoholu. Zrobił to w intencji swojego syna. Z jej słów wynika, że wydarzenie to było jedną z inspiracji do założenia w 1998 roku Fundacji Charytatywnej Bal Dziennikarzy, która wspiera chore dzieci znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej.

Dominika Wielowieyska: Andrzej Morozowski skończył wiedzę o teatrze, ja też
Źródło: TVN24

TVN24 byłoby inne, gdyby nie Andrzej Morozowski

W specjalnym wydaniu programu "Tak jest" Andrzeja Morozowskiego wspominali dziennikarze "Faktów" TVN: prowadzący Anita Werner i Grzegorz Kajdanowicz, a także Katarzyna Kolenda-Zaleska.

Anita Werner opowiadała, jak zaczynała pracę w TVN24 25 lat temu, kiedy stacja startowała. Przywitał ją tam właśnie Andrzej Morozowski. Jak mówiła, był on nie tylko świetnym dziennikarzem, lecz także dobrym człowiekiem. - Był bardzo dobrym kolegą i zawsze był otwarty na drugiego człowieka - wskazała.

- Andrzej był od początku w TVN24 i on tworzył ten program, i tę stację. I myślę, że ta stacja by trwała bez względu na wszystko, czy był Andrzej, czy nie, ale byłaby zupełnie inna, gdyby nie Andrzej Morozowski - oceniła Katarzyna Kolenda-Zaleska, reporterka "Faktów" TVN

Grzegorz Kajdanowicz, prowadzący "Fakty" TVN, wspominał, jak w 2002 roku albo w 2003 roku pojechali do Strasburga z Andrzejem Morozowskim na zaproszenie Parlamentu Europejskiego. Każdy z nich dostał po 180 euro diety na dzień, a to było pięć dni. Była to dla nich ogromna kwota. - Wtedy poczuliśmy się jak posłowie do Parlamentu Europejskiego - mówił.

Źródło: TVN24
Czytaj także: