Wojny gangów narkotykowych w Meksyku

Wojny gangów narkotykowych w Meksyku

Amerykańskie władze poinformowały w środę o przejęciu najdłuższego w historii tunelu służącego do przemytu narkotyków na południowej granicy Stanów Zjednoczonych. Mierzące blisko półtora kilometra przejście prowadzi z przemysłowej dzielnicy meksykańskiej Tijuany w rejon kalifornijskiego San Diego.

Szef lokalnej policji w stanie Chihuahua został w piątek zatrzymany pod zarzutem powiązań z zabójcami odpowiedzialnymi za śmierć członków miejscowej społeczności mormonów. W listopadzie trzy kobiety i szóstka ich dzieci zostały zamordowane.

Szczątki co najmniej 50 osób odkryto na farmie na przedmieściach miasta Guadalajara na zachodzie Meksyku - przekazały lokalne władze. Stan Jalisco, w którym znaleziono masowy grób z ciałami, to obszar działania narkotykowego kartelu Nueva Generacion. W tym roku doszło tam do blisko 2,5 tysiąca morderstw.

14 osób, w tym czterech policjantów, zginęło w strzelaninie w Meksyku. Do wymiany ognia doszło między policją i członkami kartelu narkotykowego w meksykańskiej osadzie Villa Union w stanie Coahuila niedaleko granicy z USA. Kilka dni temu amerykański prezydent Donald Trump zapowiedział, że zamierza wpisać meksykańskie gangi na listę organizacji terrorystycznych.

Ponad setka członków amerykańsko-meksykańskiej wspólnoty mormonów zamieszkujących północny Meksyk opuściła swoje siedlisko La Mora - przekazała agencja Reutera powołując się na bliskich ofiar. Ma to związek z masakrą dziewięciorga członków społeczności, której na początku miesiąca dopuścili się prawdopodobnie członkowie kartelu narkotykowego. Zginęły trzy kobiety i sześcioro dzieci.

Funkcjonariusz meksykańskich służb specjalnych, który miał brać udział w zatrzymaniu Ovidia Guzmana Lopeza, syna bosa narkotykowego Juaquina "El Chapo" Guzmana, został zamordowany przed sklepem w stanie Sinaloa, "twierdzy" jednej z największych grup przestępczych na świecie. Według lokalnych władz, w stronę policjanta wystrzelono ponad 150 pocisków.

USA są gotowe udzielić Meksykowi pomocy wojskowej po masakrze dziewięciorga amerykańskich mormonów na północy tego kraju - oświadczył we wtorek prezydent Donald Trump. Do masakry doszło w regionie, w którym walczą ze sobą kartele narkotykowe. "Dla Meksyku to czas, by z pomocą USA wszcząć wojnę z kartelami i zetrzeć je z powierzchni ziemi" - zaproponował meksykańskiemu prezydentowi amerykański przywódca.

Meksykańskie siły bezpieczeństwa nie były w stanie utrzymać w areszcie syna narkotykowego barona Joaquina "El Chapo" Guzmana. Przedstawiciel meksykańskich władz poinformował, że za atakiem na placówkę w Culiacan stał Ivan Archivaldo Guzman, lider jednego ze skrzydeł kartelu Sinaloa i przyrodni brat aresztowanego Ovidio Guzmana.

Brat prezydenta Hondurasu Juan Antonio "Tony" Hernandez został w piątek uznany przez sąd w Nowym Jorku za winnego przemytu narkotyków do Stanów Zjednoczonych. - Przy takim poziomie władzy i kontroli oskarżony był praktycznie nietykalny - oświadczył w mowie końcowej na procesie prokurator Emil Bove. 41-letniemu politykowi grozi dożywocie.

W mieście Culiacan, stolicy położonego na północnym zachodzie Meksyku stanu Sinaloa, uchodzącego za twierdzę narkotykowego barona Joaquina "El Chapo" Guzmana, doszło do bitwy między policją i członkami kartelu Sinaloa. Meksykański minister bezpieczeństwa wewnętrznego przekazał, że zatrzymano Ovidio Guzmana, syna "El Chapo", gangstera skazanego w lipcu w USA na dożywotnie więzienie. Następnie "siły bezpieczeństwa uwolniły" Ovidio Guzmana - dodał szef resortu.

13 policjantów zginęło w zasadzce zastawionej przez kartel narkotykowy w miasteczku Aguililla w stanie Michoacan na zachodzie Meksyku. Zbrodni dokonała prawdopodobnie grupa związana z kartelem narkotykowym CJNG, który na spalonych samochodach zostawił ostrzeżenia, by policja nie chroniła rywalizujących z nim gangów.

W klubie nocnym w mieście Coatzacoalcos w stanie Veracruz na południu Meksyku wybuchł we wtorek pożar, w wyniku którego życie straciło co najmniej 25 osób. 13 w ciężkim stanie trafiło do szpitala. Władze stanowe uważają, że mógł to być rezultat porachunków gangów.

Do tej pory meksykańskie rodziny szukały swoich bliskich na własną rękę. Były bezsilne. Teraz ma im pomóc specjalna komisja. Prezydent Meksyku Andres Manuel Lopez Obrador przeznaczył na nią ponad 20 milionów dolarów. Jej celem będzie odnalezienie ofiar karteli narkotykowych, często spoczywających w masowych grobach. Materiał magazynu "Polska i Świat".