- Ta wojna była nieunikniona. To musiało się w końcu wydarzyć. Islamska Republika przez ponad 40 lat sama na to pracowała. I szczerze? To był dobry moment, bo powstrzymał dalszy rozlew krwi - mówi mi Reyhane, Iranka mieszkająca w Warszawie, gdy pytam ją o wojnę i jej stosunek do amerykańskiej interwencji.
Mania była na ulicach Teheranu w trakcie styczniowych protestów. - To były miliony ludzi. Byliśmy bezbronni. Krzyczeliśmy: "to ostatnia bitwa", "śmierć dyktatorowi". Ale gołymi rękami nic nie wskóramy. Oni by nas wszystkich pozabijali. Strzelali na oślep - wspomina.
Rozmawiam z nią 22 kwietnia. Mówi, że tego dnia w Iranie dokonano egzekucji trzech młodych osób, za to, że na ulicy wykrzykiwali wolnościowe hasła. - Powiesili ich. Jeden miał 17 lat - słyszę.
Mania twierdzi, że wielu Irańczyków woli bombardowania niż dalsze życie pod jarzmem islamskiego reżimu.
- Bomby i wojna mogą pozbawić życia niewinnych ludzi, ale ten reżim zabije nas wszystkich - przekonuje.
Euforia
Reżim ajatollahów przez dekady dławił Irańczyków podwójnym uściskiem: politycznego terroru i religijnego rygoryzmu. Więził, zastraszał i mordował politycznych przeciwników, aktywistów i protestujących. Gdy funkcjonariusze służb bezpieczeństwa torturowali krytyków reżimu, policja obyczajowa polowała na dziewczyny bez hidżabów, mężczyzn z "niemęskimi" fryzurami, pary trzymające się za ręce i młodzież słuchającą zachodniej muzyki.
Lata zniewolenia i życia w ciągłym strachu, a także coraz gorsza sytuacja gospodarcza kraju sprawiły, że nienawiść do twardogłowego reżimu sięgnęła zenitu. Dlatego wielu Irańczyków nie oparło się pokusie, by uwierzyć w obietnice składane przez Donalda Trumpa, który zapewniał, że Ameryka przyjdzie im z pomocą.
- Jak zmieniły się nastroje Irańczyków po wybuchu wojny i amerykańskiej interwencji?
- Dlaczego wielu Irańczyków uznało bombardowania za mniejsze zło niż dalsze rządy reżimu?
- Kto może być realną alternatywą dla obecnej władzy w Iranie według rozmówców?
- Jak wojna wpłynęła na codzienne życie Irańczyków w kraju i na emigracji?
Gdy pierwsze amerykańsko-izraelskie pociski rozświetliły niebo nad Teheranem, na ulicach wielu miast świata nastąpił wybuch euforii. Internet obiegły nagrania Irańczyków tańczących przed konsulatami, trzymających flagi USA i Izraela i skandujących antyreżimowe hasła.
Po tym, jak w styczniu bojówki reżimu z zimną krwią zamordowały tysiące protestujących, duża część Irańczyków dostrzegła w amerykańskich i izraelskich bombach to, czego nie udało się wywalczyć na ulicach: kres Islamskiej Republiki Iranu.
Hossein wyjechał w wieku 25 lat. Do USA wyemigrował z całą najbliższą rodziną. Pracuje jako inżynier, od lat działa na rzecz demokratycznego, świeckiego Iranu.
- Gdy zaczęła się wojna, poczuliśmy ulgę. Pytałem znajomych w Iranie: "Hej, świętujecie?". Jeden z nich powiedział mi, że trwa wielka impreza. Ludzie tańczyli, wznosili toasty, cieszyli się, że dyktator nie żyje po 37 latach. Tamtej nocy Irańczycy byli szczęśliwi - mówi TVN24+.