|

"Gdy zaczęła się wojna, poczuliśmy ulgę". A dzisiaj?

Kobiety siedzą wśród gruzów budynku mieszkalnego zniszczonego podczas amerykańsko-izraelskiego nalotu (Teheran, 30 marca 2026 r.)
Kobiety siedzą wśród gruzów budynku mieszkalnego zniszczonego podczas amerykańsko-izraelskiego nalotu (Teheran, 30 marca 2026 r.)
Źródło: Majid Saeedi/Getty Images
Mania ściska swoją pięcioletnią córeczkę Zosię. Nie chce nawet myśleć o tym, co będzie, jeśli reżim przetrwa. Reyhane raz w tygodniu odbiera telefon z Iranu. Dwie, trzy minuty - trzeba mówić szybko. - Tamtej nocy, gdy zginął Chamenei, Irańczycy byli szczęśliwi - mówi TVN24+ Hossein. Dwa miesiące temu Ameryka obiecała Irańczykom wolność. I wielu jej uwierzyło. Dziś euforia ustępuje lękowi i niepewności. Artykuł dostępny w subskrypcji

- Ta wojna była nieunikniona. To musiało się w końcu wydarzyć. Islamska Republika przez ponad 40 lat sama na to pracowała. I szczerze? To był dobry moment, bo powstrzymał dalszy rozlew krwi - mówi mi Reyhane, Iranka mieszkająca w Warszawie, gdy pytam ją o wojnę i jej stosunek do amerykańskiej interwencji.

Mania była na ulicach Teheranu w trakcie styczniowych protestów. - To były miliony ludzi. Byliśmy bezbronni. Krzyczeliśmy: "to ostatnia bitwa", "śmierć dyktatorowi". Ale gołymi rękami nic nie wskóramy. Oni by nas wszystkich pozabijali. Strzelali na oślep - wspomina.

Rozmawiam z nią 22 kwietnia. Mówi, że tego dnia w Iranie dokonano egzekucji trzech młodych osób, za to, że na ulicy wykrzykiwali wolnościowe hasła. - Powiesili ich. Jeden miał 17 lat - słyszę.

Mania twierdzi, że wielu Irańczyków woli bombardowania niż dalsze życie pod jarzmem islamskiego reżimu.

- Bomby i wojna mogą pozbawić życia niewinnych ludzi, ale ten reżim zabije nas wszystkich - przekonuje.

Klatka kluczowa-401005
Mania: Irańczycy wolą być bombardowani, niż żyć pod islamskim reżimem
Źródło: TVN24+

Euforia

Reżim ajatollahów przez dekady dławił Irańczyków podwójnym uściskiem: politycznego terroru i religijnego rygoryzmu. Więził, zastraszał i mordował politycznych przeciwników, aktywistów i protestujących. Gdy funkcjonariusze służb bezpieczeństwa torturowali krytyków reżimu, policja obyczajowa polowała na dziewczyny bez hidżabów, mężczyzn z "niemęskimi" fryzurami, pary trzymające się za ręce i młodzież słuchającą zachodniej muzyki.

Lata zniewolenia i życia w ciągłym strachu, a także coraz gorsza sytuacja gospodarcza kraju sprawiły, że nienawiść do twardogłowego reżimu sięgnęła zenitu. Dlatego wielu Irańczyków nie oparło się pokusie, by uwierzyć w obietnice składane przez Donalda Trumpa, który zapewniał, że Ameryka przyjdzie im z pomocą.

Z tego artykułu dowiesz się:
  • Jak zmieniły się nastroje Irańczyków po wybuchu wojny i amerykańskiej interwencji?
  • Dlaczego wielu Irańczyków uznało bombardowania za mniejsze zło niż dalsze rządy reżimu?
  • Kto może być realną alternatywą dla obecnej władzy w Iranie według rozmówców?
  • Jak wojna wpłynęła na codzienne życie Irańczyków w kraju i na emigracji?

Gdy pierwsze amerykańsko-izraelskie pociski rozświetliły niebo nad Teheranem, na ulicach wielu miast świata nastąpił wybuch euforii. Internet obiegły nagrania Irańczyków tańczących przed konsulatami, trzymających flagi USA i Izraela i skandujących antyreżimowe hasła.

Po tym, jak w styczniu bojówki reżimu z zimną krwią zamordowały tysiące protestujących, duża część Irańczyków dostrzegła w amerykańskich i izraelskich bombach to, czego nie udało się wywalczyć na ulicach: kres Islamskiej Republiki Iranu.

Klatka kluczowa-400800
Reyhane: ta wojna była nieunikniona
Źródło: TVN24+

Hossein wyjechał w wieku 25 lat. Do USA wyemigrował z całą najbliższą rodziną. Pracuje jako inżynier, od lat działa na rzecz demokratycznego, świeckiego Iranu.

- Gdy zaczęła się wojna, poczuliśmy ulgę. Pytałem znajomych w Iranie: "Hej, świętujecie?". Jeden z nich powiedział mi, że trwa wielka impreza. Ludzie tańczyli, wznosili toasty, cieszyli się, że dyktator nie żyje po 37 latach. Tamtej nocy Irańczycy byli szczęśliwi - mówi TVN24+.

Czytaj także: