|

Dziewięć dni przed ekranami, płakaliśmy i płaciliśmy. Co to o nas mówi?

Zbiórka Łatwoganga to "dowód na supermoc Polaków". W dziewięć dni zebrano ponad ćwierć miliarda złotych. - Polski internet ma realną siłę sprawczą. Trzeba przestać go lekceważyć - podkreśla w rozmowie z TVN24+ Rafał Koszyk, znany w sieci jako Racjonalny Psycholog. Co akcja na rzecz Fundacji Cancer Fighters mówi nam o społeczeństwie, wirtualnym świecie, młodym pokoleniu i zrywach serca, które potrafią zaskoczyć także nas samych?Artykuł dostępny w subskrypcji

Monika Winiarska, TVN24+: Śledziłeś tę akcję od początku - jako psycholog i twórca internetowy. Jakie masz przemyślenia po tych dziewięciu dniach?

Rafał Koszyk (Racjonalny Psycholog): Ja bym tego nie nazywał akcją. Ja bym to nazwał przewrotem. Mam nadzieję, że do tego przewrotu w myśleniu Polaków w końcu dojdzie. Polski internet wcale nie jest ani pusty, ani prymitywny, jak często się go przedstawia. Jest pełen wartościowych twórców, tylko przez lata promowaliśmy głównie to, co najgłośniejsze: agresję, przemoc, głupotę. Ta akcja pokazała, że jeśli da się przestrzeń ludziom, którzy robią coś sensownego, to odbiorcy za nimi idą - i to masowo. Czasem trzeba potężnego tąpnięcia, żeby ci ludzie wypłynęli. Na szczęście to tąpnięcie nastąpiło. Dla mnie to jest taki kamień z serca, że przede wszystkim starsze pokolenie zauważy, że w internecie jest bardzo dużo dobra i nie trzeba go aż tak stygmatyzować.

Widownia Łatwoganga to głównie młodzi. Czym twoim zdaniem była dla nich ta akcja? I jak różni się podejście do pomagania pokolenia Z i ich rodziców?

Od lat słyszymy, że młodzież jest leniwa, skupiona na sobie, że nic jej się nie chce. A potem pojawia się sytuacja, w której rozkręca największą zbiórkę w historii i angażuje się na poziomie, który zawstydza wielu dorosłych.

Myślę, że nie tyle podejście do pomagania, co sama świadomość pomagania jest inna. Zetki są zamknięte w swoim schemacie. To pierwsze pokolenie wychowane typowo z internetem, przebodźcowane. Dla nich nie było alternatywy, żeby pokazać dobroć. Pokolenie naszych rodziców czy moje - milenialsów - miało doświadczenia typu początki Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Młodzi tego nie mieli. U nich było przebodźcowanie od początku. Krótkie formy, szybkie treści. Nie było momentu, żeby zbudować wokół czegoś wspólnotę. A tu była dziewięciodniowa akcja. Wspólnota powstała. I nagle zobaczyli, że mogą być jedną, skonsolidowaną grupą, która ma rzeczywisty wpływ, realną władzę. Czat decydował o wszystkim: kto zostaje, kto wchodzi, co się dzieje. To pokazało młodym: "zobaczcie, wy też możecie decydować, wy też możecie mieć sprawczość, także z poziomu tego cyfrowego świata".

Wspomniałeś o przebodźcowaniu. Ono było w pewnym sensie częścią tej akcji. Czy to był sposób, by przekuć ten stan w coś dobrego?

Pozostało 72% artykułu
Z tego artykułu dowiesz się:
Jak internetowa zbiórka Łatwoganga zmieniła postrzeganie młodych Polaków?
Czy grywalizacja i psychologia tłumu mogą zwiększać skuteczność akcji charytatywnych?
Jakie wyzwania i zagrożenia pojawiają się podczas masowych zbiórek online?
Co eksperci sądzą o wpływie takich akcji na trwałe postawy społeczne?
Jak polski internet może kształtować przyszłość działań dobroczynnych?
Czytaj także: