Wirus na wycieczkowcu. "W Nassau nas nie wypuścili, płyniemy na Florydę"

Damian Haberny
Pasażer wycieczkowca dla TVN24: drogą pantoflową ktoś szeptał, że jest jakiś wirus
Źródło: TVN24
Na pokładzie wycieczkowca na Karaibach wybuchła epidemia norowirusa. - Osoby chore są odizolowane, zostają u siebie w pokojach - mówił w TVN24 Damian Haberny, jeden z pasażerów statku. Jak dodał, życie na pokładzie przebiega relatywnie spokojnie, "dzisiaj nawet na basenie było mnóstwo ludzi".

W zeszłym tygodniu na statku wycieczkowym Caribbean Princess wybuchła epidemia norowirusa. Potwierdzono zakażenie u ponad 100 osób z ponad czterech tysięcy na pokładzie. Norowirus jest często spotykany i powoduje takie objawy jak wymioty i biegunka. Potocznie nazywany jest w Polsce "jelitówką" lub grypą żołądkową. Nie należy go mylić z hantawirusem, znacznie rzadszym i bardziej niebezpiecznym, którym zakaziła się niedawno grupa pasażerów wycieczkowca MV Hondius.

Statek znajduje się obecnie na Morzu Karaibskim i zmierza na Florydę. O sytuacji na wycieczkowcu mówił na antenie TVN24 Damian Haberny, jeden z pasażerów statku. - Sytuacja jest dynamiczna,  bo dzisiaj rano mieliśmy wyjść ze statku na Bahamach w Nassau, ale niestety port nas nie przyjął. Teraz płyniemy do Orlando [portem docelowym statku jest Port Canaveral, który obsługuje położone kilka kilometrów od brzegu miasto Orlando - red.] i zobaczymy, jaka sytuacja będzie dzisiaj - powiedział. 

"Na początku było trochę paniki"

Przyznał, że gdy zaczęło dochodzić do zachorowań, "na początku było trochę paniki". - Gdy dowiedzieliśmy się,  że coś wisi w powietrzu, to tak naprawdę nie wiedzieliśmy jeszcze, co to jest. Gdzieś tam jakąś drogą pantoflową ktoś szeptał, że jest jakiś wirus - powiedział.

- Ludzie nie wiedzieli, czym to się je, chodzili w maseczkach, w rękawiczkach. Naciskali przyciski od windy przez chusteczkę, za bardzo nie chcieli skupiać się w większych grupach. Teraz już jest trochę to poluzowane, bo nawet dzisiaj na basenie było mnóstwo ludzi - opisywał.

Mówił też o zmianach w reżimie sanitarnym. - Na samym początku było tak, jak w każdym hotelu, że idziesz do bufetu i sobie sam nakładasz jedzenie. Teraz jest tak, że jedzenie nakłada obsługa. Mało tego, nie możesz nawet dotknąć talerza sam, oni podają te talerze w rękawiczkach, sztućce również - opowiedział.

Wycieczkowiec "Caribbean Princess"
Wycieczkowiec "Caribbean Princess"
Źródło: Ajith Achuthann/Shutterstock

"Dwa dni temu mogliśmy zejść na ląd"

Ile osób jest zakażonych? Jak mówił Haberny, "media podają, że jest około 100 osób chorych". - Natomiast wydaje mi się, że jest tych osób więcej, dlatego że 100 osób to są te osoby, które poszły do lekarza. Objawy są bardzo podobne jak grypa żołądkowa, czyli biegunka, wymioty, nudności, bóle głowy, bóle mięśni. Osoby, które są chore, odizolowane, zostają u siebie w pokojach - relacjonował Haberny.

Zaznaczył przy tym, że w przeciwieństwie do wycieczkowca MV Hondius, na którym wybuchła epidemia hantawirusa, pasażerowie Caribbean Princess mogą schodzić na ląd. - Statek płynie 14 dni i praktycznie codziennie albo co dwa dni mamy jakiś port. Akurat dzisiaj nas do Nassau nie wpuścili, ale dwa dni temu mogliśmy zejść ze statku w Puerto Rico - mówił.

Jakie środki bezpieczeństwa muszą przy tym stosować pasażerowie? Przede wszystkim dezynfekcja rąk. - Komunikaty na statku są od kilku dni takie, żebyśmy myli, dezynfekowali ręce, kiedy wchodzimy do bufetu czy do restauracji. I również dezynfekcja rąk jest przy schodzeniu i wchodzeniu na statek - relacjonował Haberny.

Jak podkreślił, statek zmierza już do portu docelowego Port Canaveral na Florydzie. - Mamy dopłynąć za około pięć, sześć godzin i to jest nasz ostatni przystanek. Miejmy nadzieję, że nas wypuszczą - powiedział.

OGLĄDAJ: TVN24
pc

TVN24
NA ŻYWO

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: