Niezwykły eksperyment przeprowadzono w dniach od 22 do 25 kwietnia w laboratorium BedrettoLab w południowej Szwajcarii. Jego celem było sztuczne wywołanie tysięcy małych trzęsień ziemi w celu poszerzenia naszej wiedzy o sejsmologii. Mimo drobnych problemów technicznych naukowcy ogłosili sukces.
Jak wyglądał eksperyment?
Do tej pory badania sejsmologiczne polegały na umieszczaniu czujników w pobliżu uskoków i czekaniu na naturalne ruchy tektoniczne ziemi. Tym razem badacze postanowili sztucznie wywołać wstrząsy poprzez wtłaczanie 750 metrów sześciennych wody do otworów wywierconych w skalnych ścianach tunelu w szwajcarskich Alpach. W ten sposób tworzono małe trzęsienia ziemi.
- Nie tworzymy nowego uskoku, tylko na chwilę go aktywujemy- powiedział Domenico Giardini, profesor geologii na Federalnym Instytucie Technologii w Zurychu i jeden z głównych badaczy.
Ze względów bezpieczeństwa w czasie wywoływania trzęsień badacze opuścili tunel. Cały eksperyment był zarządzany ze zdalnego laboratorium w Zurychu w północnej Szwajcarii. W jego trakcie naukowcy zmagali się z chwilowym brakiem prądu, ale ten problem został szybko zażegnany.
"Przesuwa granice nauki"
Ostatecznie naukowcom udało się wywołać około osiem tysięcy trzęsień ziemi o magnitudzie od -5 do -0,14. Choć badaczom nie udało się wywołać oczekiwanego wstrząsu o magnitudzie 1, sama skala zjawiska pozytywnie zaskoczyła naukowców. Nikt wcześniej nie przeprowadził bowiem takiego eksperymentu.
- To w pewnym sensie przesuwa granicę nauki - powiedział Ryan Schultz, sejsmolog specjalizujący się w trzęsieniach ziemi wywołanych przez człowieka.
Autorzy badania podkreślili, że działanie nie stanowiły zagrożenia dla ludzi, a wywoływane trzęsienia nie były odczuwalne na powierzchni ziemi. Teraz zespół rozpoczął analizę zebranych danych oraz przygotowania do powtórzenia eksperymentu.
- Jeśli nauczymy się wywoływać trzęsienia ziemi o określonej sile, będziemy wiedzieć, jak ich nie wywoływać - podsumował Giardini.