Widzieli go bitego i poniżanego, potem ślad po nim zaginął. "Będzie trzymał głowę wysoko"

TVN24

tvn24Matka Olega: jesteśmy z niego dumni

- Powiedziałabym mu tylko jedno: syneczku, trzymaj się - mówi w rozmowie z reporterem „Czarno na białym” Nadieżda Kuzminyh. Nagranie, na którym ostatni raz widziała swojego syna Olega, zbulwersowało cały świat. Widać na nim, jak prorosyjscy separatyści poniżają i biją ukraińskich żołnierzy, którzy dostali się do niewoli po wielomiesięcznej obronie lotniska w Doniecku.

Ukraińscy żołnierze przez ponad 200 dni bronili donieckiego lotniska, które było jedynym przyczółkiem sił rządowych w opanowanym przez separatystów mieście. Bohaterska walka żołnierzy była powodem do dumy dla Ukraińców - media i internauci okrzyknęli ich mianem "cyborgów".

22 stycznia separatyści przejęli lotnisko. Wkrótce potem w internecie pojawiło się nagranie, na którym widać, jak rebelianci poniżają ukraińskich żołnierzy. Dowódca "Giwi" odcina im naszywki z mundurów i zmusza do ich jedzenia. Krzyczy: - Żryj suko, żryj. Ja was nauczę! Gębę otwieraj, żryj, swołocz. Pułkownik, gębę otwieraj, żryj ty kreaturo.

Wśród jeńców jest m.in. 38-letni podpułkownik Oleg Kuzminych. W armii służył od 20 lat, na froncie spędził 10 miesięcy. Reporterowi "Czarno na białym" Przemysławowi Wenerskiemu udało się dotrzeć do jego najbliższych. Do tej pory konsekwentnie odmawiali dziennikarzom proszącym ich o wywiad.

"Jest dla mnie bohaterem"

Rodzice Olega żyją w skromnym mieszkaniu w bloku w 300-tysięcznym Żytomierzu. - Nigdy nie przyszło nam do głowy, że u nas może być wojna - mówi matka mężczyzny, Nadieżda, zapytana, czy spodziewała się kiedykolwiek, że jej syn pójdzie walczyć na froncie.

- Tym bardziej, że ja pochodzę z Rosji - dodaje ojciec Olega, Władymir. - Tak się złożyło, że urodziłem się w Rosji, tam ukończyłem wojskową uczelnię - wyjaśnia. - Nawet w najstraszniejszym śnie nie mogłem sobie wyobrazić takiej sytuacji - przyznaje ze smutkiem.

Młodszy brat Olega, Siergiej, tłumaczy, że rodzina widziała tylko te fragmenty wstrząsającego nagrania, które pokazano w telewizji. - Mama bardzo to przeżyła, głęboko w sercu. Powiedzieliśmy jej więc: jest taki film, ale lepiej na razie go nie oglądaj - wspomina.

- On zawsze będzie trzymał głowę wysoko. Wierzę w niego. On jest taki dumny chłopak. On za Ukrainę... nawet trudno mi znaleźć słowa. Jest dla mnie bohaterem - podkreśla matka Olega.

- Bolą nas serca, ciężko nam oczywiście oglądać te kadry, ale jesteśmy dumni z tego, jak się trzyma. Jesteśmy dumni. Gdyby było więcej takich chłopców na Ukrainie, być może sytuacja byłaby lepsza - dodaje ojciec żołnierza. Wspomina, że przez 10 miesięcy na froncie nigdy się nie skarżył i zapewniał rodziców, że wszystko jest w porządku.

Oprawców swojego syna nazywa wprost "bandytami". - Jeśli mowa jest o oficerskim honorze, to prawdziwy oficer nie może tak traktować jeńców wojennych. Ze względu na międzynarodowe konwencje, ale i czysto ludzkie relacje, przeciwnik przeciwnika powinien szanować - zaznacza.

"Czekamy"

Najbliżsi Olega nie mają pojęcia, gdzie znajduje się mężczyzna i czy wróci kiedykolwiek do domu. Interweniują w urzędach, wysyłają pisma, prowadzą akcje w internecie. Jego żona Tetiana pojechała do Kijowa, prosząc o pomoc w odnalezieniu męża. Los Olega pozostaje jednak nieznany.

- Pojawiły się plotki, że chcą go wysłać do Rosji. Ale był jeden telefon, że pozostaje na Ukrainie. Oprócz tego nie wiemy nic - mówi Nadieżda.

- Gdy on wróci z niewoli i będzie chciał znowu walczyć, to pojedziemy razem. Samego go nie puszczę. Pojedziemy razem i będziemy we dwóch. Na razie czekamy. Aż wróci - zapowiada brat Olega, Siergiej. - Powiedziałabym mu tylko jedno: syneczku, trzymaj się. Jesteś naszą dumą. Modlimy się za ciebie. Czekamy. Więc trzymaj się, tak jak do tej pory. Jesteśmy bardzo dumni, choć ciężko nam na duszy. Bardzo - przyznaje matka żołnierza.

Autor: kg/ja / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24