"Nie jest jasne, jaki jest obecnie układ pomiędzy Kremlem i Prigożynem"

Źródło:
PAP
Ambasador USA przy ONZ o zagrożeniu ze strony Grupy Wagnera. Relacja korespondenta "Faktów" TVN Marcina Wrony
Ambasador USA przy ONZ o zagrożeniu ze strony Grupy Wagnera. Relacja korespondenta "Faktów" TVN Marcina WronyTVN24 BiS, Ministerstwo Obrony Narodowej Białorusi
wideo 2/5
Ambasador USA przy ONZ o zagrożeniu ze strony Grupy Wagnera. Relacja korespondenta "Faktów" TVN Marcina WronyTVN24 BiS, Ministerstwo Obrony Narodowej Białorusi

Najemnicy z tak zwanej Grupy Wagnera na terytorium Białorusi są i będą wykorzystywani do presji hybrydowej na Ukrainę, Polskę i Litwę oceniła analityczka PISM Anna Maria Dyner. Obecnie na Białorusi liczbę wagnerowców szacuje się na około pięć tysięcy. Dyner zaznaczyła, że w takiej sytuacji ważna jest "prawidłowa komunikacja wobec własnego społeczeństwa, sojuszników w NATO oraz potencjalnych przeciwników".

Według ukraińskich służb granicznych na Białorusi jest obecnie ponad pięć tysięcy wagnerowców. Do ich rozmieszczenia użyto przede wszystkim obozu polowego stworzonego pod Osipowiczami niedaleko miejscowości Cel, w obwodzie mohylewskim. Jednak, jak mówi Dyner, nie można wykluczyć, że będą oni umieszczani także w innych, mniejszych obiektach, a ich liczba wzrośnie. W różnych źródłach pojawiały się informacje, że może ich tam trafić 8 tys., padały także stwierdzenia o kilkunastu tysiącach.

Według informacji brytyjskiego wywiadu wojskowego z 30 lipca w obozie pod Osipowiczami znajduje się około 300 namiotów i 200 pojazdów. Nie ma tam ciężkiego sprzętu.

Jak dodano, oddzielne doniesienia sugerują, że większość widocznych pojazdów, to ciężarówki i minibusy, niewiele jest opancerzonych pojazdów bojowych. "Pozostaje niejasne, co stało się z ciężkim sprzętem, używanym przez Grupę Wagnera na Ukrainie, istnieje realna możliwość, że została ona zmuszona do zwrócenia ich rosyjskiemu wojsku" – podano w oświadczeniu brytyjskiego resortu obrony.

>> Ambasador USA przy ONZ: każdy atak Grupy Wagnera będzie odbierany jako atak ze strony Rosji

Ambasador USA przy ONZ: każdy atak Grupy Wagnera będzie odbierany jako atak ze strony Rosji 
Ambasador USA przy ONZ: każdy atak Grupy Wagnera będzie odbierany jako atak ze strony Rosji Fakty TVN

Anna Maria Dyner z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej, zauważyła, że "teraz mówi się o około pięciu tysiącach, ale trzeba się liczyć, że może ich być więcej". - Niezależnie od tego, jaka dokładnie będzie ta liczba, obecność tej formacji najemniczej na terytorium Białorusi będzie wykorzystana do presji na Ukrainę, Polskę, kraje bałtyckie i, szerzej, państwa NATO - powiedziała.

- To, co już teraz widzimy, to "gra" informacyjna ze strony białoruskich władz, na przykład sugestie Alaksandra Łukaszenki, że "chcą się oni wybrać na wycieczkę do Rzeszowa". Obecność tych formacji pozwala Mińskowi i Moskwie grozić działaniami hybrydowymi, wywierać presję psychologiczną, wywoływać strach - tłumaczyła Dyner.

Ważna "prawidłowa komunikacja"

Hybrydowe wykorzystanie wagnerowców na Białorusi eksperci w Polsce i na Ukrainie wymieniają na pierwszym miejscu. Na początku lipca białoruski propagandysta Alaksiej Dziermant powiedział: "Zachód boi się broni jądrowej i Wagnera. Jeśli mamy w rękach takie instrumenty, to niech się boją".

Dlatego, jak podkreśliła Dyner, w sprawie Grupy Wagnera kluczowa, oprócz monitorowania sytuacji i oceny zagrożeń oraz odpowiedniego reagowania na nie, jest "prawidłowa komunikacja wobec własnego społeczeństwa, sojuszników w NATO oraz potencjalnych przeciwników".

- Jeśli mielibyśmy wyobrazić sobie, podkreślam, hipotetyczny, ale najbardziej czarny scenariusz, to formacja ta lub jej część mogłaby zostać wykorzystana do prowokacji czy jakichś akcji dywersyjnych na granicy z Ukrainą, ale także z Polską czy Litwą – stwierdziła Dyner.

Grupa Wagnera na BiałorusiReuters

"Nikt nie wie, jakie ustalenia były na początku i jakie są teraz"

Władze Polski i Litwy ostrzegają, że wagnerowcy mogliby być wykorzystani do działań związanych z przenikaniem na terytorium Unii Europejskiej nielegalnych migrantów czy wręcz podszywania się pod nich. Obecnie władze wojskowe Białorusi przedstawiają wagnerowców jako szkoleniowców różnych struktur siłowych na Białorusi – od armii, przez obronę terytorialną, po wojska wewnętrzne.

- Te działania mają w mojej ocenie służyć uzasadnieniu ich obecności na Białorusi, przede wszystkim wobec społeczeństwa. Łukaszenka musi przełknąć tę żabę, którą ugotował sobie razem z Putinem, wyciszając bunt Jewgienija Prigożyna. Nikt nie wie, jakie ustalenia były na początku i jakie są teraz, ale jest zupełnie prawdopodobne, że pewne rzeczy, na przykład liczba najemników mogły się zmienić, co dla Łukaszenki potencjalnie jest problemem - zauważyła Dyner.

CZYTAJ TAKŻE: Wagnerowcy ćwiczą przy polskiej granicy. "Może dojść do kolejnych prowokacji"

Po buncie wagnerowców "nie jest jasne, jaki jest obecnie układ pomiędzy Kremlem i Prigożynem"

Grupa Wagnera to struktura, którą eksperci nazwali już "hybrydową formacją najemniczą". Nie jest ani prywatną armią, bo była finansowana przez Kreml (co przyznał sam Putin) i działała jako jego nieformalne zbrojne ramię od 2014 roku. Powstać miała pod skrzydłami rosyjskiego wywiadu wojskowego. Wagnerowcy byli obecni na Ukrainie podczas aneksji Krymu i operowali w Donbasie w 2014 roku.

Później najemnicy Prigożyna działali głównie na "wysuniętych odcinkach" – w Syrii, Afryce. Jak mówił sam szef najemników, gdy zaczęła się pełnowymiarowa wojna na Ukrainie, jego formacja została "wezwana na pomoc" - rzekomo dlatego, że regularna armia nie dawała sobie rady.

Grupa Wagnera, choć działała pod nieoficjalnym patronatem Kremla, formalnie, w świetle rosyjskich przepisów, nie jest legalna. Putin powiedział niedawno, że ta formacja "nie istnieje". I rzeczywiście, z prawnego punktu widzenia tak jest, bo prawo nie zezwala na istnienie prywatnych armii, a najemnictwo jest w Rosji (teoretycznie) karane więzieniem.

Pomimo tego Prigożynowi pozwolono nie tylko na stworzenie własnej armii, ale także na werbowanie więźniów do walki na Ukrainie. Armia zaopatrywała go w sprzęt i amunicję, a na zbrodnie popełniane przez wagnerowców patrzono przez palce.

Sytuacja zmieniła się, gdy Prigożyn, będący również właścicielem sporego imperium medialnego i cieszący się poparciem niemałej części radykalnie nastrojonych środowisk prowojennych w Rosji, zaczął krytykować ministerstwo obrony i dawać wyraz swoim ambicjom politycznym.

Konflikt doprowadził do "buntu", w ramach którego wagnerowcy pod wodzą Prigożyna de facto zajęli Rostów nad Donem i ruszyli marszem na Moskwę, zatrzymując się około 200 kilometrów przed stolicą, według oficjalnych oświadczeń Mińska i Moskwy – po mediacyjnej interwencji Łukaszenki. Jednym z kluczowych ustaleń miało być przemieszczenie części wagnerowców na terytorium Białorusi.

- Nie jest jasne, jaki jest obecnie układ pomiędzy Kremlem i Prigożynem. Nie wiemy, jaka była i jest rola Alaksandra Łukaszenki. Nie wierzyłabym jednak w to, że Prigożyn nie ma powiązań z Kremlem. I można sobie wyobrazić, hipotetycznie, że jakieś działania na terytorium lub z terytorium Białorusi, wagnerowcy mogą przeprowadzić nawet bez zgody czy wiedzy Łukaszenki. W ten sposób Moskwa ma dodatkowe narzędzie kontrolowania go – objaśniła analityczka z PISM.

Białoruś może się też dla wagnerowców stać "bazą przerzutową" do dalszych prowadzonych w szarej strefie działań na terytorium Afryki i Bliskiego Wschodu. To intratne interesy, do których Kreml nie ma lepszych wykonawców niż wyszkoleni bojownicy, nie będący jednak w składzie regularnej armii.

- Wiadomo, że Prigożyn zarejestrował firmę na Białorusi, dzięki czemu może działać tam teraz biznesowo, dokonywać transferów finansowych. Nie można wykluczyć, że i białoruskie władze chciałyby odkroić sobie kawałek z tego tortu, tym bardziej, że reżimowi "eksperci" sugerowali, że wagnerowcy mogliby na przykład "ochraniać białoruskie projekty w Afryce" - podsumowała Dyner.

Autorka/Autor:akw/adso

Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: Reuters

Tagi:
Raporty: