Strzały w szkole w Tajlandii. Napisała do siostry: "jeśli wyjdziemy z tego cało, wróćmy razem do domu"
Gdy na terenie renomowanej szkoły Debsirin Nonthaburi pod Bangkokiem rozległy się strzały, 14-letnia Khim i jej rówieśnicy wyjrzeli przez balkon. Chcieli sprawdzić, czy hałas nie pochodzi z położonego nieopodal placu budowy.
Niedługo później rozległy się kolejne głośne huki. Nauczyciel, reagując na nie, zaprowadził dzieci do klasy, a następnie sprawdził nauczycielski czat grupowy. Po chwili mógł potwierdzić przerażonym uczniom: w ich szkole znajdowała się osoba, która otworzyła ogień.
Khim - w rozmowie z agencją Reuters poprosiła o użycie jedynie jej przezwiska - opowiedziała o przebiegu tragicznego wydarzenia. Jak opisała, jej rówieśnicy przesunęli ławki tak, aby zablokować drzwi sali lekcyjnej, zgasili światło, a później zebrali się przy oknach pomieszczenia.
Przez kolejne 40 minut domniemany sprawca, uzbrojony 14-letni uczeń, przemieszczał się po terenie placówki i strzelał. Po oddaniu około 25 strzałów, nastolatek postrzelił się w głowę i - mimo podjętej na miejscu reanimacji - zmarł niedługo po przewiezieniu do szpitala.
W wyniku jego ataku zginęło 9 osób, a 23 zostało rannych.
Do tragedii w szkole doszło około godziny 10 (godziny 5 czasu w Polsce). Zanim jednak 14-latek do niej dotarł, kilka godzin wcześniej - jak podaje Reuters, powołując się na policjantów - zastrzelił w domu swoich dziadków. Następnie pojechał do oddalonej o 18 kilometrów placówki autobusem.
"Mamo, nie dzwoń do mnie"
Reuters w sobotę opisał dramatyczne relacje uczniów stłoczonych w klasie w budynku numer 5. 14-letnia Khim gorączkowo sprawdzała wiadomości na swoim tablecie. Jej starsza siostra w tym czasie napisała do niej, że znajduje się w sali lekcyjnej w budynku numer 4. - Zapytałam, jak się czuje i czy wszystko w porządku. Powiedziałam jej, że się boję. Kazała mi zachować spokój - wspominała.
Następnie wiadomość wysłała do nich ich matka, aby ostrzec je przed strzelcem. - Powiedziałam jej: "Mamo, nie dzwoń do mnie", bo dzwonek telefonu mógł wydać dźwięk - relacjonowała Khim.
W tym czasie na czatach grupowych uczniów zaczęły krążyć zdjęcia domniemanego sprawcy, który chodził po terenie szkoły. Khim przekazała, że wkrótce potem nauczycielka wydała polecenie ewakuacji klasy, w czasie gdy część szkoły została zabezpieczona przez policję. Do tego czasu jednak strzelec przemieścił się do budynku numer 4, gdzie ukrywała się jej starsza siostra.
- Wysłałam siostrze wiadomość, żeby powiedziała jej, że strzelec jest w budynku czwartym, aby była ostrożna i zamknęła drzwi. Potem usłyszałam kolejne strzały i zaczęłam się martwić, czy przeżyje. Przekazałam jej: "Kocham cię. Jeśli wyjdziemy z tego cało, wróćmy razem do domu". Odpowiedziała: "Boję się, ale musisz zostać ze mną" - wspominała Khim.
Tragedia w Tajlandii. "Nadal czuję się zrozpaczona tym wszystkim"
Historią z przebiegu tragicznego zdarzenia podzieliła się z agencją również mama dziewczynek, która wspominała, że przerażony telefon od starszej córki - siostry Khim - odebrała w trakcie swojej zmiany w szpitalu. 52-letnia Kwan, również prosząca o nieujawnianie jej prawdziwych danych, pracuje tam jako pielęgniarka.
Na bazie rozmów toczących się na grupowym czacie uczniów, o których opowiedziała jej starsza córka, Kwan oceniła, że strzelec prawdopodobnie używał broni palnej. Poprosiła ją w związku z tym o policzenie oddanych strzałów. Szacowała bowiem, że magazynek pistoletu nie pomieści więcej niż 15-20 naboi. Jak podaje jednak Reuters, według policji napastnik użył co najmniej 26 naboi. Znaleziono przy nim kolejne 34 naboje.
Kilka godzin później rodzina spotkała się w domu na przedmieściach Bangkoku, niedaleko szkoły. Wszyscy byli bezpieczni. - Nigdy wcześniej nie czułam się tak szczęśliwa, spotykając się ponownie z moją siostrą. Kiedy jesteśmy razem, zazwyczaj ciągle się kłócimy, ale tym razem, widząc ją ponownie, nigdy wcześniej nie kochałam jej tak mocno - powiedziała Khim.
- Nawet po powrocie do domu wciąż jestem wstrząśnięta. Za każdym razem, gdy słyszę, jak coś upada, ogarnia mnie strach. Kiedy wchodzę do sypialni, nie śmiem wyjść. Kiedy próbuję wyjść z pokoju, jestem bliska omdlenia i wpadam w panikę. Nadal czuję się zrozpaczona tym wszystkim - wyznała dziewczynka.