Dmuchane kaczki i portrety generałów w ogniu. Tysiące ludzi na ulicach

TVN24 | Świat

Autor:
momo/kab
Źródło:
PAP

Kilka tysięcy osób wzięło w piątek udział w kolejnym antyrządowym wiecu w Bangkoku. W czasie jednego z happeningów spalono portrety generałów, którzy w przeszłości dokonywali w Tajlandii wojskowych przewrotów. Tymczasem tajlandzka policja prowadzi śledztwo w sprawie postrzeleń uczestników dwóch wcześniejszych antyrządowych wieców w stolicy kraju. Do incydentów doszło w czasie eskalacji napięć między służbami porządkowymi, domagającymi się demokratycznych reform demonstrantami oraz występującymi przeciw nim grupami monarchistów.

Demonstranci zablokowali jedno z najbardziej ruchliwych stołecznych skrzyżowań, by w atmosferze pikniku zaprotestować przeciwko interwencjom wojska w tajlandzką politykę. Organizatorzy przygotowali stoiska z jedzeniem, a w tłumie ponownie pojawiły się dmuchane gumowe kaczki – jeden z symboli pokojowych protestów.

To reakcja na pojawiające się w kręgach zwolenników monarchii wezwania, by wojskowi siłą doprowadzili do zakończenia trwających od wielu miesięcy, masowych wystąpień przeciwko establishmentowi.

Choć nowo mianowany głównodowodzący armii gen. Narongphan Jitkaewtae na początku listopada stanowczo wykluczył możliwość przeprowadzenia wojskowego przewrotu, to liderzy protestów napisali w oświadczeniu, że historia dowiodła, że wszystko może się zdarzyć. Od czasu obalenia monarchii absolutnej w 1932 roku i wprowadzenia formalnie demokratycznego ustroju, tajscy wojskowi przeprowadzili kilkanaście udanych zamachów stanu. W wyniku ostatniego z nich, do którego doszło w 2014 roku, władzę przejął przywódca junty, generał Prayuth Chan-ocha. Pięć lat później kierowana przez niego partia wygrała częściowo wolne wybory, a Prayuth rządzi od tamtej pory jako cywilny premier, pozostając w ścisłym sojuszu z tronem. Zdaniem opozycji zasady przeprowadzenia wyborów gwarantowały, że generałowie utrzymają ster rządów.

Jak oceniają obserwatorzy tajlandzkiej polityki, nic nie wskazuje na to, by kryzys miał się szybko zakończyć. W nadchodzącym tygodniu sąd konstytucyjny ma orzec na wniosek opozycji, czy generał Prayuth dopuścił się nadużycia, mieszkając po przejściu na emeryturę w domu służbowym. Trwa także parlamentarna debata na temat możliwych zmian w konstytucji. Aktywiści zaplanowali kolejne demonstracje na sobotę i niedzielę. Obie mają się odbyć pod ważnymi centrami handlowymi w tajlandzkiej stolicy.

Śledztwo w sprawie postrzeleń uczestników prodemokratycznych wieców

Tajlandzka policja prowadzi śledztwo w sprawie postrzeleń uczestników dwóch wcześniejszych antyrządowych wieców w stolicy kraju. Do incydentów doszło w czasie eskalacji napięć między służbami porządkowymi, domagającymi się demokratycznych reform demonstrantami oraz występującymi przeciw nim grupami monarchistów.

Rannych zostało co najmniej osiem osób. Dwie osoby zostały postrzelone w środę w nocy, po zakończeniu wiecu, którego uczestnicy żądali publicznej kontroli nad królewskimi finansami. Po godzinie 22, kiedy tłum rozchodził się spod siedziby Siam Commercial Bank, świadkowie usłyszeli wybuch i kilka strzałów. Dwóch mężczyzn z ranami postrzałowymi zostało przewiezionych do szpitala. Dotąd nie udało się ustalić sprawców.

Do poprzednich incydentów z ostrą amunicją doszło ponad tydzień wcześniej, 17 listopada, pod gmachem tajlandzkiego parlamentu. Mundurowi użyli tam przeciwko tłumowi armatek wodnych i gazu łzawiącego. Doszło do starć między policją a demonstrantami, w których rannych zostało około pięćdziesięciu osób. W chaosie sześcioro demonstrantów zostało postrzelonych przez niezidentyfikowanego sprawcę, który – zdaniem służb – mógł uczestniczyć w kontrdemonstracji zwolenników monarchii.

Jak wskazuje część tajskich mediów, choć w obu sprawach toczy się śledztwo, nikt nie został zatrzymany. W czwartek policja poinformowała, że śledczy nadal analizują materiał z kamer monitoringu z 17 listopada. O oddanie strzałów podejrzanych jest dwóch mężczyzn powiązanych z promonarchistycznymi organizacjami. W sprawie środowej strzelaniny śledczy powołują się na świadków twierdzących, że doszło do niej w wyniku osobistych porachunków osób zatrudnionych przez organizatorów wiecu do jego zabezpieczania.

Masowe protesty w Tajlandii

Masowe antyestablishmentowe protesty zapoczątkowały latem tajlandzkie organizacje studenckie. Ich uczestnicy domagają się ustąpienia blisko związanego z armią rządu, który pozostaje w ścisłym sojuszu z tronem. Chcą też demokratycznych reform, w tym zmian w konstytucji, ograniczenia roli monarchy i złagodzenia prawa o obrazie majestatu. Przekonują, że choć w Tajlandii od 1932 roku formalnie panuje ustrój demokratyczny, to dziedziczni władcy zachowali zbyt duże wpływy.

Autor:momo/kab

Źródło: PAP