To była jedna z najbardziej przerażających tragedii drogowych w Polsce. 16 września 2023 roku wieczorem na autostradzie A1 koło Piotrkowa Trybunalskiego na wysokości wsi Sierosław na jezdni w kierunku Katowic pędzące BMW z Sebastianem M. za kierownicą - jak wynika z filmów zarejestrowanych przez świadków oraz ustaleń prokuratury - wbiło się w tył prawidłowo jadącej Kii. Uderzony samochód wpadł na bariery energochłonne i stanął w płomieniach. W aucie spłonęli: Patryk, jego żona Martyna i 4-letni syn Oliwier. Sebastianowi M. nic się nie stało.
Bezpośrednio po wypadku nie został zatrzymany, bo ani policja, ani prokuratura nie poznały od razu szczegółów wypadku. Kiedy po kilku dniach wyszły na jaw, M. był już za granicą. Najpierw w Niemczech, potem w Dubaju. Udało się go sprowadzić do Polski dopiero w maju 2025.
Ostatni świadkowie
Jego proces ruszył 22 października 2025 roku i dobiega końca. We wtorek zeznania ma złożyć biegły Michał Krzemiński. To biegły sądowy w dziedzinie mechanoskopii i jeden z najbardziej znanych w Polsce ekspertów zajmujących się badaniem wypadków samochodowych. Krzemiński zajmował się m.in. wypadkiem na Trasie Łazienkowskiej, badając uszkodzenia pojazdu Łukasza Żaka oraz dane z rejestratora jego samochodu.
Jego analiza była też podstawą do oskarżenia Sebastiana M.
Z ustaleń biegłego wynika, iż Sebastian M. jechał bmw co najmniej 308 km/h. Jak ustalił portal brd24.pl, na "czarnej skrzynce" BMW zapisała się prędkość 253 km/h - tylko dlatego, że to maksymalna prędkość, jaką w ogóle to urządzenie jest w stanie zapisać. Analiza innych danych - parametrów jazdy, nagrań świadków - wskazuje, że mogła być jeszcze wyższa.
Sportowy samochód niedługo przed wypadkiem został przez Sebastiana M. dodatkowo wzmocniony tuningiem. Zdaniem biegłych zwiększenie osiągów spowodowało, że auto straciło tzw. homologację i nie mogło jeździć po publicznych drogach.
Oskarżony podważa opinię biegłych
Sebastian M. w swoich zeznaniach przekonywał, że jechał o wiele wolniej. - Wydawało mi się, że prędkość mogła oscylować w granicach 170 km/h. Jednak po analizie akt sprawy myślę, że mogłem jechać z prędkością maksymalnie 200 km/h. Mój samochód był ciężki, masywny, więc prędkość była słabo odczuwana. Jednak na pewno nie jechałem z prędkością nawet zbliżoną do 300 km/h - mówił w sądzie.
Sebastian M. zakwestionował też rzetelność opinii biegłych z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych, zarzucając, że jest stronnicza i wybiórczo wykorzystuje fakty pod wpływem przekazów medialnych. Złożył wniosek o dopuszczenie prywatnej opinii biegłego oraz o przesłuchanie jej autora.
Powiedział, że oględziny miejsca wypadku rozpoczęły się długo po wypadku, kiedy samochody rozjeżdżały ślady, a sporządzony szkic nie obrazuje właściwie miejsca wypadku i nie odwzorowuje skali.
Sebastian M. wskazywał też na ślad na jezdni, który jego zdaniem nie jest śladem hamowania i nie pasuje do szerokości kół samochodów BMW i Kia. Ma to być ślad żłobiący asfalt, który zdaniem oskarżonego pozostawiła rozerwana w czasie jazdy opona koła dojazdowego Kii.
- W przypadku rozerwania opony musiałoby dojść do natychmiastowej zmiany toru jazdy - powiedział oskarżony, powołując się na zapisy z systemów elektronicznych Kii, że nastąpiły gwałtowne ruchy kierownicą. Dodał, że kierowca Kii z taką oponą nie powinien poruszać się po autostradzie, a z pewnością nie z taką prędkością, z jaką jechał.
Wobec wątpliwości i zarzutów sformułowanych na bazie prywatnej ekspertyzy obrony oskarżonego w zakresie przebiegu i przyczyny wypadku biegli przygotowali opinię uzupełniającą.
Biegli najprawdopodobniej będą ostatnimi osobami zeznającymi w tej sprawie.
Oskarżony ukrywał się na Bliskim Wschodzie
Oskarżony w maju ubiegłego roku został sprowadzony do Polski ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, dokąd uciekł po wypadku. Od tego czasu przebywa w areszcie. Za spowodowanie śmiertelnego wypadku Sebastianowi M. grozi do ośmiu lat więzienia. Mężczyzna pozostaje w areszcie.