W sobotę zaczęła się ewakuacja mieszkańców Donbasu polskiego pochodzenia. Do tej pory do Charkowa dotarły 162 osoby. Kolejni Polacy uciekający z rejonu wojny mają dojechać tam już na własną rękę. Stamtąd być może samolotami przylecą do Polski.
Decyzja o wyjeździe dla obywateli Ukrainy polskiego pochodzenia wcale nie była łatwa. W Donbasie zostawiają rodziny i cały dorobek.
- Chciałbym wyjechać, pracować i żyć. W Polsce jest dla mnie szansa - mówi Jurij Kadaszlew.
- Pociski, karabiny maszynowe, to zbyt ciężkie. To tylko łatwo w telewizji oglądać - tłumaczy Stanisław Oniszczuk, który także zdecydował się na wyjazd.
Ewakuacja w tajemnicy
By dostać się do Charkowa mają do przejechania setki kilometrów. Ewakuacja Polaków była utrzymywana w tajemnicy.
W niedzielę rzecznik MSZ Marcin Wojciechowski poinformował, że do tej pory do Charkowa dotarły 162 osoby. Dzisiaj dotrze tam kolejne 20 osób.
Wojciechowski przeprosił też za dotychczasowy brak informacji nt. ewakuacji. Jak mówił, działo się tak w trosce o ewakuowanych Polaków.
Tylko dokumenty i 30 kg bagażu
Tydzień temu w rzymskokatolickiej parafii w Doniecku został odczytany specjalny list skierowany do osób gotowych na ewakuację. MSZ przypominało w nim m.in. o konieczności posiadania przy sobie w momencie rozpoczęcia ewakuacji ważnego paszportu, dokumentów potwierdzających stan cywilny i wykształcenie, dokumentów potwierdzających kwalifikacje zawodowe lub uprawienia emerytalne i dokumentacji medycznej.
Polacy poza dokumentami mogli zabrać niewiele - maksymalnie 30 kg bagażu.
Według danych MSZ przed wybuchem konfliktu w regionie Donbasu żyło ok. 4 tys. osób polskiego pochodzenia; większość z nich opuściło zagrożone tereny. W tej chwili znajduje się na nich około 400 osób, połowa będzie ewakuowana. Ci, którzy pozostaną, mają znajdować się pod opieką MSZ; będą otrzymywać zapomogi w wysokości 200 dolarów.
Autor: eos,nsz//gak / Źródło: "Fakty" TVN, tvn24
Źródło zdjęcia głównego: tvn24