Z Mariupola trafili na Daleki Wschód. Obiecano im pieniądze i pracę, nie dostali nic

Źródło:
meduza.io

Rosyjski niezależny portal Meduza dotarł do mieszkańców oblężonego Mariupola, którzy nie byli w stanie ewakuować się na tereny kontrolowane przez Ukraińców i ostatecznie znaleźli się w Rosji. Najpierw wyjechali do Taganrogu w obwodzie rostowskim, a stamtąd trafili na Daleki Wschód, gdzie obiecano im łatwy dostęp do mieszkań, pieniądze na zagospodarowanie się i pracę. Uchodźcy relacjonowali dziennikarzom, że pozostało to jedynie w sferze obietnic.

18-tysięczna miejscowość Wrangel w Kraju Nadmorskim. Od kilku tygodni mieszka tu ponad 300 uchodźców z Mariupola. Na tereny kontrolowane przez Ukrainę nie byli w stanie się ewakuować, dlatego wyjechali do Taganrogu, miasta w obwodzie rostowskim. Już na tamtejszym dworcu kolejowym uchodźcy usłyszeli zachętę do wyjazdu na Daleki Wschód. Obiecano im łatwy dostęp do mieszkań, preferencyjne kredyty, pieniądze na zagospodarowanie się i szybką pracę. Tak więc trafili w to miejsce - napisał portal Meduza.

Relacja tvn24.pl: ATAK ROSJI NA UKRAINĘ

Opisuje historię rodziny (nie podając prawdziwych imion i nazwisk ze względów bezpieczeństwa), której udało się wyjechać z Mariupola pod koniec marca. - 5 marca zobaczyliśmy przed oknami moździerze i uciekliśmy z córką do piwnicy szpitala położniczego. To było najbliższe schronienie – mówiła w rozmowie z Meduzą Anastazja. W piwnicy przed rosyjskimi ostrzałami ukrywało się prawie dwieście innych osób, w tym ciężarne kobiety, które tam rodziły. Kiedy pocisk uderzył w dom Anastazji, jej mąż również zszedł do piwnicy. Rodzina spędziła w tym miejscu prawie miesiąc.

Nikt nie wiedział, jak opuścić miasto. Do ukrywających się w piwnicy ludzi nie docierały informacje o tworzonych korytarzach humanitarnych. Według Anastazji nie było zorganizowanego wyjazdu w kierunku Zaporoża, ostatnie pociągi do Kijowa - a stamtąd do Polski - odjechały pod koniec lutego. 23 marca ci, którzy mieli własne samochody, ruszyli w kierunku wsi Bezimenne, kontrolowanej przez wojska rosyjskie.

Zachęta do wyjazdu na Daleki Wschód

Na początku kwietnia rodzina Anastazji została wywieziona do Nowoazowska, stamtąd do Doniecka, a następnie do miejscowości Matwiejew Kurgan w obwodzie rostowskim. Stamtąd dotarli do Taganrogu. Na dworcu kolejowym spotkali ludzi, którzy zaproponowali im przeprowadzkę do Władywostoku. Zdaniem Meduzy mogli to być przedstawiciele Korporacji Rozwoju Dalekiego Wschodu, prowadzący kampanię na rzecz przesiedlenia uchodźców w ten region Rosji.

Uchodźcom na dworcu wręczano ulotki z informacją, że przy przeprowadzce będą mieli prawo do 170 tysięcy rubli na zagospodarowanie dla każdego członka rodziny i na zakup mieszkania - do 600 tysięcy rubli na każdą osobę. Mieszkańcom Mariupola nie wspomniano jednak, że mieszkania na Dalekim Wschodzie są niewiele tańsze od tych w Petersburgu czy Soczi.

Anastazja z rodziną mieszka w tymczasowym obiekcie noclegowym zbudowanym na bazie hotelu, ale wciąż nie wiadomo, jak długo będą mogli tam przebywać. Uchodźcom powiedziano, że ich zakwaterowanie zostało uzgodnione na trzy miesiące, ale najprawdopodobniej będą zmuszeni opuścić to miejsce przed końcem maja.

Przybysze, jak dotąd, nie otrzymali od władz żadnych pieniędzy, w tym obiecanych 10 tysięcy rubli jednorazowej pomocy finansowej.

Poszukiwanie pracy

Jeszcze zanim mieszkańcy zrujnowanego w wyniku bombardowań Mariupola przyjechali do Kraju Nadmorskiego, tamtejsze władze informowały, że dla uchodźców przygotowano ponad 1700 miejsc pracy.

Anastazja jak dotąd jest bez zatrudnienia. - Musimy wynająć miejsce do spania, trzeba zapłacić prowizję pośrednikowi, coś jeść. Nie wiem, do kogo mam się zwrócić w tej sprawie i w ogóle, co mam robić - powiedziała dziennikarzom. Dokumenty jej męża spłonęły w pożarze domu w Mariupolu, dlatego obecnie próbują mu wyrobić tymczasowe, by mógł znaleźć jakiekolwiek zajęcie.

Według rozmówców Meduzy większość mieszkańców Mariupola nie może znaleźć pracy. Problem tkwi głównie w niskich płacach, które nie są wystarczające nawet na wynajem mieszkania.

Władze Kraju Nadmorskiego nie były w stanie zaoferować tym, którzy uciekli przed wojną, nawet ubrania. Niezbędne rzeczy dostarczają uchodżcom wolontariusze. Kupują na własny koszt odzież, buty, bieliznę i inne niezbędne rzeczy: proszek do prania, mydło czy dezodoranty - napisała Meduza.

Autorka/Autor:tas/dap

Źródło: meduza.io

Tagi:
Raporty: