Z jedną z osób, której udało się uciec do Polski z zakładów Azowstalu w Mariupolu w południowo-wschodniej Ukrainie, rozmawiał reporter TVN24 Tomasz Kanik. Roman Papusz opowiadał o walce o przetrwanie i o doszczętnie zniszczonym mieście. Teraz, wraz z żoną i córką, są bezpieczni w Opolu.
Walki o zakłady Azowstal w Mariupolu należą do najkrwawszych podczas rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Gdy siły rosyjskie zajęły Mariupol, ostatni obrońcy miasta – i dziesiątki cywilów – ukryli się na terenie zakładów. Ukraina apeluje do społeczności międzynarodowej i organizacji humanitarnych o pomoc w ewakuacji cywilów i rannych z Azowstalu. Na razie niewielu udało się uciec z piekła Mariupolu. - Jeśli rosyjscy żołnierze zabiją ludzi w kombinacie metalurgicznym Azowstal, dalsze rozmowy staną się niemożliwe - mówił w piątek wieczorem prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w nagraniu wideo.
Dwa miesiące pod ziemią
Jednym z tych, którym udało się uciec, jest Roman Papusz, inżynier i były pracownik Azowstalu. W zakładzie uwięziony był od 4 marca do 1 maja, a udało mu się wyjechać transportem humanitarnym współorganizowanym przez posła Witolda Zembaczyńskiego z Koalicji Obywatelskiej. Obecnie wraz z żoną i córką są bezpieczni w Opolu.
Jak opowiada, gdy Rosjanie zaatakowali, wraz z kilkudziesięcioma osobami, w tym dziećmi, skrył się w jednym z posowieckich schronów. – Myśleliśmy, że zajmie to dwa, trzy dni. Zapasów mieliśmy na dwa tygodnie – mówi reporterowi TVN24. Okazało się, że w ukryciu spędzili dwa miesiące.
- Wychodziliśmy na powierzchnie zazwyczaj o piątej rano. Wtedy była cisza. Potrzebowaliśmy jedzenia, wody i paliwa – wspomina. Musieli się maskować i przemykać w ukryciu, by nie wypatrzył ich rosyjski dron patrolujący okolicę. Jeśli zbieranie zapasów zabrało im za dużo czasu, musieli chować się i przeczekać ostrzał, który zaczynał się około godz. 8. Trwał od 30 minut do godziny.
Jak opowiada ocalały z Mariupola, na początku bali się, czy uda im się przetrzymać. Jednak po pewnym czasie przyzwyczaili się do sytuacji i skupili na tym, by przeżyć. – Nawet dzieci bawiły się "w wojnę", grały w karty. Jakoś sobie radziliśmy – wspomina.
Jak potwierdza, Mariupol został praktycznie zrównany z ziemią. Na pytanie Tomasza Kanika, czy może Rosjanom wybaczyć to, co zrobili Ukrainie, odpowiada, że w tym momencie nie jest w stanie sobie tego wyobrazić.
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: tvn24