Publikacja Bloomberga, ujawniająca treść rozmowy między amerykańskim wysłannikiem Steve'em Witkoffem a doradcą Władimira Putina Jurijem Uszakowem, wywołała polityczne trzęsienie ziemi. Z nagrania wynika, że Witkoff doradzał człowiekowi Putina, jak rozmawiać z Donaldem Trumpem o planie pokojowym dla Ukrainy.
- Ta sytuacja jest bezprecedensowa. Jeszcze nie mieliśmy tego typu incydentu, gdzie pracownik bardzo wysoko postawiony w amerykańskiej administracji, będąc jednym z czołowych doradców prezydenta Stanów Zjednoczonych, de facto robi wszystko pod dyktando urzędników i polityków Federacji Rosyjskiej - opisuje w rozmowie z tvn24.pl politolog, adiunkt w Instytucie Nauk o Polityce i Administracji Uniwersytetu Opolskiego dr Bartosz Maziarz.
"Potwierdzenie bardzo złej roli"
O prorosyjskich skłonnościach Witkoffa i jego niekrytej sympatii do Władimira Putina było wiadomo od dawna. Doniesienia Bloomberga to jednak pierwszy tak namacalny dowód na jego bliskość z Moskwą.
- Nie jestem specjalnie zszokowany treścią tych nagrań - przyznaje Tomasz Piechal, ekspert ds. wschodnich, autor podcastu "Szkice Wschodnie" i były analityk Ośrodka Studiów Wschodnich. - Jest to po prostu potwierdzenie bardzo złej roli Witkoffa w całym procesie pokojowym - stwierdza.
Pojawia się pytanie - kto stał za wyciekiem nagrań? I dlaczego zdecydował się je ujawnić?
Trzy scenariusze
Dr Maziarz podaje trzy możliwości.