Świat

Huti zdobyli pałac prezydencki. "Kroki do zaprowadzenia pokoju"

Świat


Prezydent Jemenu przyzwalał na korupcję i odmówił wysłania wojska do walki z Al-Kaidą - oświadczył lider ruchu Huti, który domaga się większego udziału w sprawowaniu władzy. Bojownicy Huti wcześniej zajęli pałac prezydencki w Sanie. Rząd twierdzi, że "bojówki chcą obalić system" i dokonały próby zamachu stanu. Zaciekłe walki o władzę mogą sprawić, że Jemen pogrąży się w chaosie.

Lider ruchu Huti Abdel-Malek al-Huti wystąpił w telewizyjnym orędziu kilka godzin po tym, jak jego bojownicy zajęli pałac prezydencki w Sanie.

Wezwał jemeńskiego prezydenta Abd ar-Raba Mansura al-Hadiego o zaprzestanie słuchania rad zagranicznych doradców, które - jak stwierdził - doprowadzą do podziału kraju na sześć regionów.

- Ten krok jest poważny. Jesteśmy gotowi i nie zamierzamy się ociągać, by podjąć odpowiednie kroki do zaprowadzenia pokoju i partnerskiego porozumienia - oświadczył Huti.

Lider bojowników dodał, że ruch ma żądania: zmiana konstytucji, która teraz ceduje władzę na lokalne plemiona w sześciu regionach. Ma to być część spisku zza granicy. Hadi miałby użyć armii, by zaprowadzić porządek w Jemenie, zwłaszcza w bogatej w ropę prowincji Marib. Przywódcy plemienni zapowiedzieli walkę z Huti, którzy są już niemal u ich granic.

Atak na pałac prezydencki

Informację o walkach w pałacu potwierdziła minister informacji. Oświadczyła, że budynek został ostrzelany przez "bojówki chcące obalić obowiązujący system". Nie sprecyzowała, o której grupie zbrojnej mówi. Dodała, że pałac ostrzelano z okolicznych budynków.

- Prezydent ma się dobrze - powiedział Reutersowi inny urzędnik pragnący zachować anonimowość.

Hadi przebywa podobno w swej ostrzeliwanej obecnie prywatnej rezydencji w Sanie.

Świadek Reutersa twierdzi, że przed budynkiem doszło do krótkiej walki. Bojownicy Huti zdobyli nie tylko pałac, ale także transporter opancerzony, który strzegł wejścia do budynku.

Chcą zamachu stanu?

Rebelianci przejęli kontrolę nad siedzibą prezydenta państwa zaledwie w dzień po zawarciu z jemeńską armią porozumienia o zawieszeniu broni. Na kilka godzin przed szturmem pałacu Hadi wezwał do narodowego pojednania. - Stoimy na rozdrożu, mając do wyboru być albo nie być - oświadczył prezydent.

Utrzymujące się od miesięcy w Jemenie napięcie w poniedziałek znacznie wzrosło, gdy członkowie ruchu Huti wdali się w okolicach pałacu prezydenckiego w zacięte walki z wojskiem. W starciach tych zginęło co najmniej dziewięć osób. Według przedstawiciela władz, na którego powołuje się agencja AFP, w ostrzale rannych zostało także ponad 60 osób.

Bojownicy przejęli tego dnia państwowe media i ostrzelali konwój z premierem, a wieczorem otoczyli siedzibę szefa rządu. Rzeczniczka rządu nazwała to "krokiem ku zamachowi stanu".

Huti w stolicy

Rebelianci opanowali Sanę we wrześniu ub.r. Na mocy wynegocjowanego przez ONZ porozumienia pokojowego zgodzili się wycofać ze stolicy, gdy powstanie nowy rząd jedności narodowej. Jednak pozostali w Sanie i dodatkowo zwiększyli od tamtej pory obecność w głównie sunnickich częściach kraju - na zachodzie i w środkowym Jemenie.

Szyiccy Huti od lat żądają autonomii dla zajmowanych przez siebie terytoriów na północy Jemenu i oskarżają prezydenta o autokratyczne rządy. Rebelianci zaprzeczają, jakoby byli popierani przez władze w Teheranie.

Członkowie ruchu Huti są wyznawcami imamizmu - głównego szyickiego nurtu uznającego 12 imamów. Ugrupowanie bierze nazwę od Husejna Badra Edina al-Hutiego, zabitego przez wojsko we wrześniu 2004 roku.

Najuboższy kraj regionu

Jemen jest jednym z najuboższych państw arabskich i przyczółkiem Al-Kaidy Półwyspu Arabskiego (AQAP) - organizacji od kilku lat uważanej przez USA za najbardziej niebezpieczny odłam tej siatki terrorystycznej. Stanowi też ważny punkt transportu ropy naftowej z Arabii Saudyjskiej, która jest największym producentem tego surowca na świecie.

Liczący 25 mln ludzi Jemen wciąż nie może odzyskać wewnętrznej stabilności po wieloletnich rządach obalonego w 2011 r. przez społeczną rewoltę dyktatorskiego prezydenta Alego Abd Allaha Salaha. Konsolidację państwa utrudniają wywrotowa działalność Al-Kaidy i ujawniający się na południu separatyzm plemienny.

Autor: pk\mtom / Źródło: reuters, pap

Raporty: