Agenci patrolujący okolice Białego Domu zidentyfikowali mężczyznę, którego zastępca dyrektora Secret Service Matthew Quinn określił jako "osobę podejrzaną, mogącą mieć broń palną".
Po tym, jak podeszli do mężczyzny funkcjonariusze, ten zaczął uciekać i oddał strzały w ich kierunku - powiedział Quinn na konferencji prasowej. W wyniku strzelaniny postrzelony został podejrzany oraz przypadkowy nastoletni przechodzień. Obaj zostali przewiezieni do szpitala, a ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Jak pisze Reuters, w związku ze strzelaniną w Białym Domu wprowadzono chwilowo procedurę zamknięcia i izolacji. Przebywał tam wtedy prezydent Donald Trump.
Chwilę przed incydentem nieopodal przejeżdżała kolumna pojazdów z wiceprezydentem J.D. Vance'em, lecz nic nie wskazuje, by miało to związek ze strzelaniną. Nie ma przesłanek, żeby podejrzany zamierzał zbliżyć się do kolumny Vance'a - powiedział zastępca dyrektora Secret Service.
Znów strzały w Waszyngtonie
W ostatnich dniach organy ścigania w stolicy USA są w stanie gotowości po strzelaninie podczas kolacji Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu pod koniec ubiegłego miesiąca, w związku z którą aresztowano mężczyznę.
Quinn został zapytany, czy poniedziałkowy incydent był powiązany z "innymi niedawnymi zamachami" na życie prezydenta Donalda Trumpa. - Nie wiem, czy atak był wymierzony w prezydenta, ale się dowiemy - odpowiedział Quinn.
Źródło: Reuters
Źródło zdjęcia głównego: Reuters