Czy przyjęcie z udziałem Trumpa było odpowiednio zabezpieczone? Coraz więcej pytań

Secret Service w hotelu Hilton
Strzały na balu z udziałem Donalda Trumpa. Tak wyglądała ewakuacja
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: AARON SCHWARTZ/PAP
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Po tym, jak na przyjęciu z udziałem Donalda Trumpa padły strzały, pojawiają się pytania o zabezpieczenie wydarzenia. Śledztwo ma wyjaśnić, jak potencjalnemu zamachowcowi udało się dotrzeć z bronią tak blisko prezydenta USA. Na nagraniach z kamer monitoringu widać, jak uzbrojony napastnik przebiega obok grupy agentów Secret Service z bronią w ręku.

W sobotę wieczorem (w nocy czasu polskiego) w hotelu Hilton w Waszyngtonie odbywała się gala Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu. Na samym początku wydarzenia padły strzały. Prezydent Donald Trump wraz żoną Melanią, a także wiceprezydent J.D. Vance zostali ewakuowani. Służby zatrzymały 31-letniego Amerykanina Cole'a Tomasa Allena.

Na przyjęciu było obecnych wiele ważnych osób z amerykańskiej administracji, a także dyplomaci i dziennikarze. W związku z tym incydentem amerykańskie media zadają pytanie, czy wydarzenie było odpowiednio zabezpieczone.

Stacja CNN zauważa, że sprawa każe "ponowić pytania dotyczące procedur bezpieczeństwa Secret Service" oraz tego, czy konieczne są zmiany w organizacji tej corocznej imprezy. Przypomina jednocześnie, że w ostatnich latach doszło do dwóch prób zamachu na Trumpa - w Butler w stanie Pensylwania w lipcu 2024 roku i dwa miesiące później na polu golfowym w West Palm Beach na Florydzie.

Strzały na przyjęciu. Jak działało Secret Service

Pełniący obowiązki prokuratora generalnego USA Todd Blanche przekazał, że służby sprawdzają, jak to się stało, że podejrzany znalazł się z bronią w ręku w miejscu, w którym odbywała się gala z udziałem prezydenta. - Wciąż sprawdzamy procedury bezpieczeństwa, które pozwoliły mu na posiadanie broni palnej w tym hotelu - powiedział w niedzielę rano w rozmowie z CBS.

W wywiadzie dla NBC mówił z kolei, że ze wstępnych ustaleń wynika, że celem sprawcy najpewniej byli urzędnicy administracji USA, "w tym prawdopodobnie prezydent". Reakcję służb w rozmowie z CNN nazwał "ogromnym sukcesem w zakresie bezpieczeństwa".

Rzeczywiście w tym roku - według amerykańskich mediów - ochrona imprezy została zwiększona w obliczu zagrożeń związanych z trwającą wojną z Iranem. 31-letni napastnik był jednak gościem hotelu, w którym odbywało się wydarzenie, dzięki czemu znalazł się wewnątrz strefy bezpieczeństwa. W dodatku mężczyzna nie był znany wcześniej organom ścigania, więc jego nazwisko nie znajdowało się w żadnej bazie osób stanowiących potencjalne zagrożenie.

Pytani o komentarz do działań Secret Service byli i obecni funkcjonariusze organów ścigania oceniają, że ochrona prezydenta Trumpa w sobotni wieczór zareagowała zgodnie z procedurami, natychmiast otaczając go, a kolejni uzbrojeni agenci zajęli pozycje, mając widok na salę, aby zapobiec zbliżeniu się jakichkolwiek zagrożeń do głowy państwa. - Nie sądzę, że było to niepowodzenie w zakresie bezpieczeństwa. Zawsze można się czegoś nauczyć. Nigdy nie uda nam się stworzyć otoczenia całkowicie pozbawionego ryzyka - ocenił Jonathan Wackrow, były agent Służby Secret Service, cytowany przez CNN.

Byli agenci Secret Service, cytowani przez Reutersa, także ocenili, że agenci zadziałali skutecznie, zatrzymując napastnika zanim znalazł się w sali, w której był prezydent.

Donald Trump
Donald Trump
Źródło zdjęcia: PAP/EPA/Yuri Gripas / POOL

Czy można było zrobić więcej?

Jeden z komentatorów cytowanych przez CNN wyraził jednak obawy dotyczące nagrań z kamer monitoringu, na których widać, jak uzbrojony napastnik biegnie obok grupy agentów Secret Service z bronią w ręku, a ci zachowują się swobodnie i są zaskoczeni, gdy mężczyzna przebiega przez strefę, w której ustawiono bramki z wykrywaczami metalu. - To nie powinno było tak się potoczyć, należało go zatrzymać, zanim dotarł do holu - ocenił.

Część krytyków zwróciła też uwagę, że w pierwszej kolejności ewakuowany został J.D. Vance, a nie Donald Trump. Reuters obliczył, że od czasu ostatniego strzału oddanego przez napastnika minęło 13 sekund, by wiceprezydent USA został ewakuowany i 33 sekundy, by salę opuścił Donald Trump. Ewakuacja sekretarza zdrowia Roberta F. Kennedy'ego Jr. zajęła 100 sekund, 147 sekund zajęło ewakuowanie sekretarza obrony Pete'a Hegsetha, a 151 sekund - sekretarza stanu Marco Rubio. Eksperci zauważają jednak, że zespoły odpowiedzialne za bezpieczeństwo prezydenta i wiceprezydenta działają "indywidualnie" i podejmują decyzje tak, aby sobie nie wchodzić w drogę.

Jednocześnie CNN wskazuje, że dotychczas toczyły się już dyskusje o tym, czy najważniejsze osoby w państwie powinni być jednocześnie na dużych wydarzeniach. Niektórzy agenci Secret Service mieli niechętnie odnosić się do pomysłu, by zarówno prezydent, jak i wiceprezydent pojawiali się wspólnie poza Białym Domem, ale nie wiadomo, czy takie rozmowy odbywały się też w kontekście sobotniego wydarzenia.

Reuters opisuje, cytując byłych funkcjonariuszy organów ścigania, że najbardziej oczywistą lekcją płynącą z tego incydentu jest to, że służby bezpieczeństwa mogą być zmuszone do rozszerzenia strefy ochronnej wokół prezydenta w miejscach publicznych, nawet jeśli spowoduje to utrudnienia dla społeczeństwa.

Źródło: Politico, CNN, Reuters, tvn24.pl
Czytaj także: