Donald Trump poinformował o swojej decyzji w czwartek na platformie Truth Social. "W związku z sukcesem wyborczym obecnego prezydenta Polski, Karola Nawrockiego, którego z dumą poparłem, oraz naszymi relacjami z nim, z przyjemnością ogłaszam, że Stany Zjednoczone wyślą do Polski dodatkowe 5000 żołnierzy" - napisał.
Wcześniej, w środę, rzecznik Pentagonu Sean Parnell potwierdził w oświadczeniu, że Departament Wojny USA zdecydował o zmniejszeniu liczby tak zwanych Brygadowych Zespołów Bojowych stacjonujących w Europie z czterech do trzech. Wyjaśnił, że skutkiem zmniejszenia obecności amerykańskiej armii na kontynencie będzie również "tymczasowe opóźnienie rozmieszczenia sił amerykańskich w Polsce".
Korespondent "Faktów" TVN w USA Marcin Wrona zaznaczył, że na razie nie wiadomo, czy chodzi o pięć tysięcy żołnierzy ponad te wstrzymane cztery tysiące z bazy Fort Hood. - Nie wiadomo, kiedy i na jakiej zasadzie mają się ci żołnierze pojawić - dodał.
"Bardzo pozytywne zaskoczenie"
Pułkownik rezerwy Maciej Matysiak, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Narodowego w KPRM, mówił na antenie TVN24, że trzeba przyjąć to oświadczenie prezydenta USA jako "wiążące, ucinające przede wszystkim to zamieszanie przy rotacji żołnierzy amerykańskich do Polski". Dodał też, że należy zaczekać na informacje, co to w praktyce będzie oznaczać.
Jak mówił, "woli tego typu zaskoczenie, a nie zaskoczenie typu wstrzymanie rotacji żołnierzy amerykańskich do Polski". - To jest bardzo pozytywne, miłe zaskoczenie - dodał.
We wtorek szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz rozmawiał z szefem Pentagonu Pete'em Hegsethem. Wicepremier oświadczył później, że "żadna decyzja o zmniejszeniu zdolności wojsk amerykańskich w Polsce nie zapadła". Hegseth miał też potwierdzić, że "Polska może liczyć na Stany Zjednoczone".