Przed Sądem Rejonowym w Kwidzynie ruszył proces Antoniego Zdzisława Kurskiego, który wyraził zgodę na publikację pełnego imienia i nazwiska, ale nie na publikację wizerunku. Mężczyzna stawił się w sądzie wraz z trojgiem obrońców. Jest oskarżony o przestępstwa seksualne wobec dziewczynki.
Jeszcze przed otwarciem przewodu sądowego prokurator Izabela Oliver z Prokuratury Okręgowej w Toruniu złożyła wniosek o utajnienie procesu z uwagi na charakter sprawy. Sąd w piątek przychylił się do tego wniosku i sprawa toczy się za zamkniętymi drzwiami.
Jak podawała wcześniej prokuratura, Antoni Zdzisław Kurski ma zarzuty popełnienia w okresie od maja do sierpnia 2009 r. w krótkich odstępach czasu i w celu wykonania z góry powziętego zamiaru przestępstw o charakterze seksualnym wobec małoletniej poniżej 15. roku życia, mających postać doprowadzenia przemocą oraz przez wykorzystanie zależności emocjonalnej i społecznej do obcowania płciowego.
Synowi byłego prezesa TVP zarzucono popełnienie przestępstwa w 2009 r., a zatem przed wejściem w życie zmian w Kodeksie karnym. Oznacza to, że zgodnie z art. 4 par. 1 k.k. stosuje się wobec niego przepisy obowiązujące w tamtym czasie, jako korzystniejsze dla oskarżonego. W konsekwencji czyn zarzucany oskarżonemu traktowany jest jako występek zagrożony karą od 2 do 12 lat więzienia.
Według obrony sprawa ma charakter polityczny
- Na tę chwilę nie będziemy ujawniać linii obrony. Mogę powiedzieć tyle, że dawno nie spotkałem się z sytuacją, w której materiał byłby kompletnie chybiony, jeśli chodzi o zarzuty, a mimo to prokuratura, nie uwzględniając wniosków obrońców, skierowała akt oskarżenia - w rozmowie z TVN24 wyjaśnił obrońca oskarżonego Bartosz Lewandowski.
Jak dodał, jego zdaniem sprawa ma charakter polityczny. - Ta sprawa jest aktualnie wykorzystywana politycznie, mówił o tym sam premier. Mój klient nie przyznaje się do zarzucanych czynów. To kłamstwa i pomówienia - podkreślił.
Adwokat ocenił również, że zgromadzona przez prokuraturę dokumentacja w jego ocenie wyklucza możliwość zaistnienia zarzucanych zdarzeń. - Dokumentacja jednoznacznie, w ocenie obrony, wskazuje, że do tych zdarzeń nie mogło, z przyczyn obiektywnych, dojść. Mam nadzieję, że sąd oceni to bardzo krytycznie - zaznaczył.
Bartosz Lewandowski zwrócił także uwagę na rozbieżności w zeznaniach pokrzywdzonej. - Wersja pokrzywdzonej była odmienna w poszczególnych zeznaniach i to w sposób rażący. Stoję na stanowisku, że nie było podstaw do skierowania aktu oskarżenia - powiedział w rozmowie z TVN24.
Sprawa była dwukrotnie umarzana
Przypomnijmy, że zawiadomienie do prokuratury złożyła jesienią 2015 roku matka Magdaleny. Jak wynika z ustaleń śledczych, kobieta wskazała, że Antoni Zdzisław Kurski miał przed laty krzywdzić jej córkę. Rodzina Magdaleny i małżeństwo Kurskich znali się od lat. Wspólnie spędzali wakacje, m.in. w leśniczówce w okolicach Sztumu, w województwie pomorskim. Tam, za zamkniętymi drzwiami, Zdzisław Kurski miał wykorzystywać dziewięcioletnią wtedy Magdalenę.
Śledztwo początkowo prowadzone było w czasie, gdy władzę w Polsce sprawowała Zjednoczona Prawica, Jacek Kurski został prezesem telewizji publicznej, a na czele prokuratury stanął jego kolega z partii Zbigniew Ziobro.
Sprawę dotyczącą syna prezesa PiS szybko przeniesiono do wyższej jednostki, czyli do Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, gdzie postępowanie zostało dwukrotnie umorzone. Po zmianie władzy w 2023 roku śledztwo wznowiono na wniosek pełnomocnika pokrzywdzonej. W wyniku przeprowadzonej kontroli oceniono, że dwie prokuratorki (prowadząca sprawę Grażyna Wawryniuk i ówczesna szefowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Teresa Rutkowska-Szmydyńska) miały dopuścić się uchybień określonych jako należące do "kategorii najpoważniejszych przestępstw".
Po wznowieniu postępowania Prokuratura Okręgowa w Toruniu przedstawiła Antoniemu Zdzisławowi Kurskiemu zarzuty, który nazwał je "atakiem na polską prawicę i rodzinę". - Ja nic nie zrobiłem, a atak jest wymierzony w mojego ojca, który jest odważnym politykiem prawicy. Dołożę wszelkich starań, by prawda wyszła na jaw - mówił w rozmowie z TVN24.
W grudniu 2025 roku do Sądu Rejonowego w Kwidzynie wpłynął akt oskarżenia. Tamtejszy sąd chciał przekazać tę sprawę do rozpoznania innemu sądowi- w Gdańsku. Tłumaczono to "ekonomiką procesową". Chodziło o to, że choć sąd w Kwidzynie był właściwy ze względu na miejsce, w którym miało dojść do przestępstwa, to większość osób występujących w sprawie na co dzień przebywa w Gdańsku. Wniosek o przeniesienie sprawy do Gdańska nie został jednak uwzględniony.