Jeśli doświadczasz problemów emocjonalnych i chciałbyś uzyskać poradę lub wsparcie, tutaj znajdziesz listę organizacji oferujących profesjonalną pomoc. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia zadzwoń na numer 997 lub 112.
Region Abruzji, okolice miasteczka Palmoli (niedaleko Chieti). Las na stoku wzgórza. Buki, topole i sosny rosną tu obok siebie na tyle rzadko, że między nimi utworzyły się naturalne ścieżki i niewielka "działka". To tu, między drzewami, stoi mały, szary, kamienny dom nakryty rzędami ceglanej dachówki, który z daleka może wyglądać na ruderę. Ma cztery niewielkie okna.
Dopiero po przejściu przez prowizoryczną bramę z drewnianych palet i podejściu bliżej można poznać, że chata jeszcze przed chwilą była zamieszkiwana: na ganku, pod drewnianym stolikiem, stoją kalosze, o ścianę opiera się wiklinowa miotła. Kawałek dalej drewniane ławki, krąg z kamieni - miejsce na ognisko, makramowy fotel podwieszony na gałęzi, szopka z narzędziami.
To tu od kwietnia 2021 roku żyła pięcioosobowa rodzina: Catherine Birmingham (urodzona w 1980 roku w Melbourne, w Australii), Nathan Trevallion (rocznik '74, pochodzi z Weston-super-Mare w Anglii) oraz troje dzieci, Utopia Rose (dziś ośmiolatka) i sześcioletnie bliźnięta, Galorian (chłopiec) i Bluebell (dziewczynka).
Dzieci nigdy nie chodziły do szkoły, kina czy na pływalnię. Nie umiały czytać i pisać. Spędzały za to całe dnie na świeżym powietrzu, bawiąc się z białym koniem o imieniu Lee, osłem Gallipolim, dwoma kundelkami i kilkoma kurami. Pomagały rodzicom zbierać chrust, warzywa i owoce. Mama i tata uczyli ich rąbania drewna i gotowania wegańskich potraw. Żyli tak, jak chcieli, na własnych zasadach, z dala od gwaru pobliskiego miasteczka. Być może funkcjonowaliby tak dalej, gdyby 23 września 2024 roku nie zatruli się zebranymi przez siebie grzybami.
- W jakich warunkach żyła na co dzień rodzina Trevallionów.
- Kiedy i dlaczego włoski sędzia odebrał rodzicom prawo do opieki nad dziećmi.
- Jak teraz wygląda codzienność Utopii Rose, Galoriana i Bluebell oraz ich rodziców.
- O około 20 tysiącach podpisów pod petycją w obronie praw Catherine i Nathana do wychowywania dzieci w zgodzie ze swoimi wartościami.
- Pytamy też specjalistki, co jest ważniejsze: przekonania dorosłych czy rozwój dzieci?