Rosyjskie MSZ podało w poniedziałek, że Ukraina przeprowadziła nalot dronowy na rezydencję Putina. Władze w Kijowie kategorycznie odrzuciły te oskarżenia. - Ukraina nie przeprowadziła ataku na rezydencję Władimira Putina, a przedstawione przez Moskwę nagrania mające udowodnić rzekomy nalot są śmieszne - komentował w środę rzecznik MSZ w Kijowie Heorhij Tychyj w rozmowie z Reutersem.
Oskarżenia Moskwy odrzucił wcześniej także prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski i szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha.
- To jest śmieszne. Zarówno to, że przygotowanie tego zajęło im dwa dni, jak i to, że materiały, które próbują przedstawiać jako dowody, w zasadzie pokazują, że nie podchodzą poważnie nawet do sfabrykowania tej historii - powiedział Tychyj.
"Atak" na rezydencję Putina
W czasie spotkania z dziennikarzami, zorganizowanego w celu przekazania informacji o ataku, dowódca obrony przeciwlotniczej w rosyjskich Wojskach Powietrzno-Kosmicznych, generał Aleksandr Romanienkow, zaprezentował nagranie ukazujące szczątki drona oraz m.in. mapę przedstawiającą rzekome trasy lotu i miejsca zestrzeleń ukraińskich bezzałogowców, jakoby użytych do ataku.
"Ta historia o rzekomym 'ataku na rezydencję' to kompletne kłamstwo mające na celu usprawiedliwienie kolejnych ataków na Ukrainę, w tym na Kijów, a także odmowy Rosji podjęcia niezbędnych kroków w celu zakończenia wojny. Typowe rosyjskie kłamstwa" - napisał Zełenski na portalu X.
Wpis Donalda Trumpa
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zamieścił w środę wpis na swoim portalu Truth Social. Udostępnił artykuł "New York Post" pt. "Bzdury Putina o 'ataku' pokazują, że to Rosja blokuje pokój" i zacytował go.
W poniedziałek prezydent USA powiedział, że Putin poinformował go o rzekomym ukraińskim ataku, przez co Trump był "bardzo zły". Przyznał jednak, że możliwe, iż do nalotu w ogóle nie doszło.
Autorka/Autor: ms/kab
Źródło: PAP, Reuters
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/ALEXANDER KAZAKOV/SPUTNIK/KREMLIN / POOL