Zełenski odrzuca oskarżenia o "atak na rezydencję" Putina. "Kompletne kłamstwo"

Wołodymyr Zełenski
Ołeh Biłecki o rosyjskich oskarżeniach. "W interesie Ukrainy są rafinerie i infrastruktura"
Źródło: TVN24
"Kompletnym kłamstwem" nazywa strona ukraińska oskarżenia o rzekomy atak na rezydencję Władimira Putina. Rosja już zapowiedziała zmianę stanowiska w negocjacjach pokojowych, powołując się na ten - jej zdaniem - incydent. Sprawę skomentował Donald Trump. Media zwracają uwagę, że Rosjanie nie przedstawili żadnych dowodów.

Prezydent Wołodymyr Zełenski stanowczo odrzucił oskarżenia strony rosyjskiej dotyczącej rzekomego ataku na rezydencję Władimira Putina.

"Ta historia o rzekomym 'ataku na rezydencję' to kompletne kłamstwo mające na celu usprawiedliwienie kolejnych ataków na Ukrainę, w tym na Kijów, a także odmowy Rosji podjęcia niezbędnych kroków w celu zakończenia wojny. Typowe rosyjskie kłamstwa" - napisał Zełenski na portalu X. "Co więcej, Rosjanie już w przeszłości atakowali Kijów, w tym budynek Gabinetu Ministrów" - zaznaczył.

"Ukraina nie podejmuje działań, które mogłyby podważyć dyplomację. Wręcz przeciwnie, to Rosja zawsze podejmuje takie kroki. To jedna z wielu różnic między nami" - ocenił sytuację prezydent Ukrainy.

Rosja o ataku na rezydencję Putina. Brak dowodów

Wcześniej minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow oświadczył, że Ukraina próbowała zaatakować 91 dronami państwową rezydencję Putina w obwodzie nowogrodzkim. Dodał, że wszystkie bezzałogowce zostały zestrzelone. Jak zaznaczył portal Meduza, Ławrow nie przedstawił żadnych dowodów na te twierdzenia.

Z kolei doradca Kremla ds. polityki zagranicznej Jurij Uszakow powiedział, że prezydent USA Donald Trump został poinformowany przez Władimira Putina o próbie ataku. Putin miał ostrzec, że w wyniku tego incydentu Rosja zmieni swoje stanowisko negocjacyjne w rozmowach na temat zakończenia wojny.

Trump: Putin powiedział mi o ataku. Ale możliwe, że w ogóle go nie było

Donald Trump odniósł się do sprawy rzekomego ataku podczas rozmowy z dziennikarzami w trakcie powitania premiera Izraela Benjamina Netanjahu w Mar-a-Lago na Florydzie. Prezydent USA najpierw stwierdził, że nic o nim nie wie i dopiero co o tym usłyszał, lecz dopytywany chwilę później przyznał, że dowiedział się o nim podczas porannej rozmowy telefonicznej z Putinem.

- Prezydent Putin powiedział mi o tym wczesnym rankiem. Powiedział, że został zaatakowany. To niedobrze. To niedobrze. Nie zapominajcie, o Tomahawkach. Zatrzymałem Tomahawki - odparł Trump, wspominając o odmowie przekazania Ukrainie rakiet dalekiego zasięgu.

- To nie jest odpowiedni moment. Jedno to prowadzić ofensywę, ale co innego atakować jego dom. To nie jest odpowiedni moment na takie rzeczy (...). Byłem bardzo zły - dodał.

Zapytany, czy nie otrzymał na ten temat informacji od amerykańskich służb, Trump odpowiedział: - Cóż, dowiemy się tego. Mówisz, że być może atak nie miał miejsca. To możliwe. Ale prezydent Putin powiedział mi dziś rano, że miał.

Trump potwierdził tym samym sprawozdanie z jego rozmowy z Putinem doradcy rosyjskiego przywódcy Jurija Uszakowa. Uszakow powiedział, że Trump wyraził oburzenie rzekomym atakiem na rezydencję Putina w obwodzie nowogrodzkim i że był nim zszokowany. Według Uszakowa Trump miał powiedzieć też Putinowi, że fakt ten zmieni jego nastawienie do Ukraińców.

"Dziwny" atak

Oskarżenia rosyjskiego MSZ skomentował na antenie TVN24 ukraiński dziennikarz Ołeh Biłecki. Dziennikarz ocenił, że ten atak byłby "dziwny" i nie w ukraińskim interesie.

- Ja nie byłem w Nowgorodzie, nie byłem tego świadkiem, ale mogę analizować i mogę pokazać logikę ukraińskiego wojska przez ostatnich parę miesięcy. W interesie wojska ukraińskiego na terenach Federacji Rosyjskiej są (ataki na) rafinerie, obiekty przetwarzania ropy naftowej, także flota cieni, która jest na Morzu Czarnym i dalej. Ukraina do tego się przyznaje - tłumaczył Biłecki.

Czytaj także: