Gdy ćwierć wieku temu Recep Tayyip Erdogan obejmował w Turcji władzę, był zupełnie innym politykiem. W 2002 roku obiecywał, że jego kraj będzie mostem łączącym Azję z Zachodem.
- Prawa i wolności osób homoseksualnych powinny być chronione prawem. Czasem widzę, że pokazują ich w telewizji w złym świetle. To nieludzkie - powiedział wówczas podczas jednej z debat. Wtedy publicznie deklarował poglądy, za które dzisiaj każe wsadzać do więzienia.
Działania przeciwko LGBTQ w Turcji
Tureckie służby przeprowadzają naloty na siedziby organizacji broniących praw człowieka, w tym przede wszystkim tych wspierających społeczność LGBTQ.
- Kiedyś władza nas tak nie traktowała. 20 lat temu Erdogan mówił, że chce chronić praw osób LGBTQ, ale od tego czasu wszystko się zmieniło. Represyjne działania władzy są niekonstytucyjne. I jeszcze udają, że chcą w ten sposób strzec wartości rodzinnych. To bzdura - powiedział Yusuf, uczestnik antyrządowych protestów.
Naloty są prowadzone w ramach operacji "Moja rodzina jest bezpieczna", która - jak twierdzi rząd - ma na celu ochronę dzieci i rodziny. Dotychczas do aresztu trafiło ponad 50 aktywistów. Represje dotknęły ponad 20 organizacji w całym kraju. Aktywiści zostali oskarżeni o rozpowszechnianie pornografii.
W akcie sprzeciwu wobec tych nalotów w Ankarze, Stambule i Izmirze odbyły się manifestacje. W każdej z nich wzięło udział kilkaset osób. Choć miały pokojowy charakter, zostały szybko stłumione.
- Protest miał zacząć się o 12.30. Przyjechałam kilka minut później, ale ludzie już byli otoczeni przez policję. Nie mogłam się do nich przedostać. Odsunęli dziennikarzy i ustawili barierki, żeby nikt nie widział, jak biją protestujących - relacjonowała Tutku, uczestniczka manifestacji.
Irem, która również bierze udział w protestach, przyznała, że presja wobec społeczności LGBTQ bardzo się nasiliła. - Nie wolno wywieszać tęczowych flag. Nie wolno poruszać w przestrzeni publicznych tych tematów. Chyba się im wydaje, że jak nie będziemy o tym rozmawiać, to społeczność LGBTQ po prostu zniknie - stwierdziła.
Turcja. Zablokowane strony organizacji walczących o prawa człowieka
W Ankarze zatrzymano co najmniej 150 protestujących. Na zdjęciach udostępnionych przez agencję Reuters widać, że wielu policjantów przeprowadzających zatrzymania jest w cywilu.
W ramach akcji władze zablokowały konta społecznościowe i strony internetowe niektórych organizacji, w tym na przykład tureckiego oddziału Amnesty International.
"Te brutalne represje, w trakcie których zatrzymano dziesiątki osób, nie mają nic wspólnego z ochroną rodziny" - oceniła organizacja. "Chodzi o dalsze krzywdzenie i stygmatyzowanie społeczności, która od dziesięcioleci zmaga się z dyskryminacją i nękaniem" - dodano w oświadczeniu.