Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku to perła Podkarpacia i jedno z najważniejszych muzeów na wolnym powietrzu w Polsce. Zgromadzono w nim kilkaset zabytkowych obiektów, pokazujących kulturę polsko-ukraińskiego pogranicza Karpat - m.in. Bojków, Łemków, Pogórzan i Dolinian. Są tu drewniane chałupy, cerkwie, kościoły, budynki gospodarcze, warsztaty rzemieślnicze, a także zabudowa galicyjskiego miasteczka. Obiekt, który powstał w 1958 roku, co roku odwiedzają dziesiątki tysięcy turystów z całej Polski, Europy i świata.
Kościół pw. św. Mikołaja z Bączala Dolnego, datowany na 1667 rok, był jednym z najcenniejszych zabytków sakralnych.
W nocy z soboty na niedzielę, krótko po godzinie 1 w nocy strażacy otrzymali zgłoszenie, że w sanockim skansenie jest pożar.
- Otrzymałem informację od ochrony naszego muzeum, że płonie kościół z Bączala Dolnego. W pierwszej chwili pomyślałem, że to niemożliwe. Może to okrutne, ale pomyślałem: wszystkie inne, tylko nie ten kościół. Bo rzeczywiście była to perła naszego muzeum. Kościół z 1667 roku, z przepięknymi organami, zresztą starszymi niż sam kościół, które sanoczanie, ale nie tylko oni, na pewno pamiętają. Ich dźwięk rozbrzmiewał podczas Niedzieli Palmowej, organizowanej cyklicznie w naszym muzeum, i przy innych okazjach - mówi nam dyrektor sanockiego skansenu, Marcin Krowiak.
- Kiedy tutaj stoimy i patrzę na te zgliszcza, nie do końca wierzę, że to wszystko naprawdę się wydarzyło. Tym bardziej że ogień, oprócz samego kościoła, przerzucił się również na dwa stojące obok obiekty - dodaje.
Oprócz zabytkowego kościoła spłonęły także XIX-wieczna chałupa Niebocka i stojące obok stodoła. Stodoła spłonęła doszczętnie, w chałupie spłonął dach i jedna ze ścian. Po jej ugaszeniu przez strażaków udało się z niej uratować kilka eksponatów.
Zabytkowy kościół spłonął doszczętnie z równie cennym wyposażeniem.
- Wspomniałem już o organach - to było chyba najcenniejsze wyposażenie kościoła. Był też ołtarz główny z wizerunkiem świętego Mikołaja, dwa ołtarze boczne, sprzęt liturgiczny, obrazy o tematyce sakralnej i rzeźby. Kościół był wyposażony typowo dla świątyni przedsoborowej, z charakterystycznym układem i centralnie umieszczonym ołtarzem Niestety, to wszystko zostało już tylko wspomnieniem. Z wyposażenia nie ocalało praktycznie nic. Zachował się jedynie krzyż - mówi Marcin Krowiak.
Kościół był otoczony kamiennym murem pokrytym gontem, a w jego obrębie odtworzono również cmentarz. Spłonęło całe drewniane ogrodzenie, pozostały jedynie kamienne elementy. Zachował się natomiast krzyż, który stał przed wejściem, po prawej stronie. Praktycznie nie został uszkodzony.
- Trudno mi wytłumaczyć, dlaczego akurat on ocalał. Byłem tutaj niemal od początku pożaru i wiem, jaka panowała temperatura. Nie można było podejść na mniej niż kilkanaście metrów od kościoła. Zresztą widać to również po drzewach - zostały mocno uszkodzone, szczególnie ich liście - mówi dyrektor Krowiak.
Na miejscu rozmawiałam też z jedna z pracownic sanockiego skansenu, nie kryła wzruszenia, patrząc na pogorzelisko, które zostało po zabytkowym kościółku. - Ten obiekt był dla nas bardzo cenny, darzyłam go ogromnym sentymentem - powiedziała ze łzami w oczach. - To, że ten krzyż ocalał, traktuję symbolicznie. To dla nas znak, że musimy też kościół odbudować - dodała.
Kilkanaście sąsiednich budynków dzięki działaniom strażaków udało się uchronić. Lekko osmolony został jedynie płot.
- Najbliższe dni i tygodnie będą związane z pracą ekspertów z zakresu pożarnictwa. Będziemy dociekać prawdy i próbować ustalić przyczyny tego pożaru. Kilka tygodni, jeśli nie miesięcy, potrwa również zabezpieczenie i uporządkowanie pogorzeliska w tych trzech miejscach. Dopiero wtedy będziemy mogli myśleć o ewentualnej rekonstrukcji kościoła czy przeniesieniu w inne miejsce pozostałych obiektów - mówi Marcin Krowiak.
Skansen jest zamknięty dla zwiedzających. Jak długo? Tego na razie nie wiadomo. Miejsce pożaru zabezpiecza policja. O godzinie 11 zaplanowano oględziny z udziałem biegłego z zakresu pożarnictwa.
- To bardzo smutny dzień dla sanockiego skansenu. Osobiście byłem bardzo sentymentalnie związany z tym miejscem, z tym kościołem. Brałem tutaj ślub. To było miejsce, które cieszyło każdego. Nasze coroczne Niedziele Palmowe na pewno w najbliższym czasie się nie powtórzą - mówi dyrektor sanockiego skansenu.
I dodaje: - Zrobimy wszystko, żeby jak najszybciej wrócić do pracy i ponownie udostępnić skansen turystom. Na pewno wyłączymy z użytkowania część objętą pożarem. Ważne jest jednak to, że zadziałał cały system ostrzegania pożarowego - czujki zareagowały podczas pożaru w kościele. Co najważniejsze, zaprocentowały też nasze coroczne ćwiczenia z Państwową Strażą Pożarną i Ochotniczymi Strażami Pożarnymi. Dzięki temu wszyscy praktycznie od początku wiedzieli, co mają robić. W tym całym dramacie nie ucierpiał żaden nasz pracownik.
To drugi tak duży pożar w historii sanockiego skansenu. Do pierwszego doszło w 1994 roku. Jak czytamy na stronie Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, w ciągu kilkunastu minut ogień strawił 15 obiektów, w których z dymem poszło 1324 unikalnych eksponatów. Za prawdopodobną przyczynę pożaru uznano wówczas celowe podpalenie.