Ewa Kołodziej jest emerytowaną nauczycielką. Jednak zamiast cieszyć się wolnym czasem na emeryturze, musi pracować, aby opłacić dach nad głową. W Rzeszowie wynajmuje mieszkanie, choć mogłaby zamieszkać we własnym, które odziedziczyła po matce, w kamienicy w Birczy.
Nie może, bo przed laty gmina sprzedała jej matce lokal - jak wiele na to wskazuje - prawdopodobnie bez prawa do korzystania z klatki i schodów. Należą one do sąsiadów, ale ci nie zgadzają się, aby Ewa Kołodziej z nich korzystała. Mieszkanie więc jest - dojścia do niego nie ma.
- Wprowadziliśmy się tam na początku lat 60. Mama pracowała wtedy w Gminnej Spółdzielni "Samopomoc Chłopska", dostała mieszkanie z gminy. Miałam wtedy dwa, może trzy lata. Brat był o rok starszy. Sąsiedzi mieszkali na parterze, my na piętrze. Wychowywaliśmy się razem i wszyscy wspólnie korzystaliśmy z tej klatki - opowiada kobieta.
Kamienica, w której znajduje się mieszkanie, przylega do budynku sąsiadów i połączona jest z nim wspólną klatką schodową. A ta znajduje się pomiędzy budynkami i prowadzi do dwóch mieszkań położonych na pierwszym piętrze. Aby wejść do mieszkania, pani Ewa musi dzwonić domofonem i liczyć na dobrą wolę sąsiadów, którzy mogą lub nie wpuścić ją do środka. Nie ma swoich kluczy do klatki.
Jak to możliwe?