W poniedziałek około godziny 11.20 strażnicy miejscy, patrolujący okolice placu Szembeka, napotkali na niespodziewany zator. Dotarła do nich informacja, że na przejściu dla pieszych, u zbiegu ulic stoi taksówka, a kierowca prawdopodobnie zasłabł.
Strażnicy ruszyli z pomocą. Rzut oka wystarczył, by stwierdzić, że z mężczyzną za kierownicą dzieje się coś złego.
Miał atak epilepsji
- Kierowca był półprzytomny. Nie było z nim kontaktu. Przewoził dwie kobiety, które już wzywały karetkę - opisał, cytowany przez straż miejską, funkcjonariusz biorący udział w interwencji. – To ruchliwe miejsce, dlatego podzieliliśmy się zadaniami: jeden udzielał pomocy, drugi zajął się bezpieczeństwem na drodze - dodał.
Okazało się, że ponad 60-letni kierowca miał atak epilepsji. Udzielający pomocy strażnik zabezpieczył głowę mężczyzny, by nie uszkodził jej o twarde elementy pojazdu i monitorował czynności życiowe taksówkarza.
Zabrało go pogotowie
Po kilku minutach ze wsparciem dotarła policja, a zaraz po niej pogotowie, które zabrało mężczyznę do szpitala. Usunięciem taksówki zajęli się policjanci. Po kilkudziesięciu minutach służby zakończyły interwencję.
Opracowała Magdalena Gruszczyńska
Źródło: tvnwarszawa.pl
Źródło zdjęcia głównego: Straż Miejska Warszawa