Premium

Memento Moria

Wyobraź sobie, że pewnego dnia musisz opuścić swój dom, uciekając przed niebezpieczeństwem, katastrofą, a może wojną. To może się wydarzyć, prawda? Co wtedy zrobisz?

Ma czerwoną koszulkę, granatowe spodenki i buciki na rzepy. Leży nieruchomo na plaży z twarzą w piasku, obmywany przez fale. Ciało dwuletniego Syryjczyka wyrzuciło na brzeg morze, które miało ponieść chłopca i jego rodzinę do lepszego życia. Łódź, którą próbowali dostać się na grecką wyspę Kos, dzień wcześniej zatonęła u wybrzeży tureckiego kurortu Bodrum. Ten chłopiec nie stał się dla nas kolejnym anonimowym migrantem, który zginął u bram Europy. On akurat miał imię. Nazywał się Alan Kurdi. Zdjęcie jego ciała, które obiegło media na całym świecie, nadało kryzysowi uchodźczemu ludzką twarz. Był wrzesień 2015 roku.

Dwuletni Syryjczyk Alan Kurdi stał się symbolem kryzysu uchodźczego (2 września 2015) East News

- To było prawdziwe przebudzenie. Poruszyło miliony ludzkich serc, w tym polityków, którzy ze łzami w oczach mówili: nigdy więcej. Pięć lat później ludzie dalej cierpią. I jest coraz gorzej – ocenia w rozmowie z portalem tvn24.pl Tima Kurdi, ciotka Alana.

Jej brat i ojciec chłopca, Abdullah, był jedynym z rodziny, który przeżył tamtą katastrofę. Oprócz małego Alana morze pochłonęło wówczas żonę mężczyzny i jego czteroletniego syna Galipa. Dziś Tima i Abdullah prowadzą fundację Kurdi Foundation, która pomaga uchodźcom. Kurdyjka twierdzi, że świat nie robi wystarczająco wiele w obliczu tragedii, która wciąż rozgrywa się na Morzu Śródziemnym – najbardziej zabójczej granicy morskiej na Ziemi.

- Stale przypominam ludziom ten moment, gdy zobaczyli zdjęcie mojego bratanka, i pytam ich: jak się wtedy czuliście? I co zrobiliście? - mówi Tima, zwracając się do każdego z nas.

Tima Kurdi: zdjęcie mojego bratanka to było prawdziwe przebudzenietvn24.pl

Łodzie z migrantami przybijają do Lesbos prawie każdej nocy. Gdy przekraczają morską granicę między Turcją i Grecją, są sprowadzane na brzeg wyspy przez funkcjonariuszy Fronteksu – unijnej straży granicznej. Na miejscu pomagają im wolontariusze z organizacji pozarządowych, którzy zapewniają przybyszom koce oraz prowiant.

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo