|

Szykowali już narzędzia do zrywania paznokci. Tak chciano cofnąć historię w ojczyźnie Samsunga

Wojskowi przygotowujący się do wejścia do gmachu parlamentu Korei Południowej, 3 grudnia 2024
Wojskowi przygotowujący się do wejścia do gmachu parlamentu Korei Południowej, 3 grudnia 2024
Źródło: YONHAP SOUTH/PAP/EPA
Komandosi w obcych mundurach mieli zaatakować własne państwo, atomowa Korea Północna miała zostać ostrzelana, a opozycjoniści zamknięci w salach tortur. Miesiąc po próbie zamachu stanu w Korei Południowej udało się zatrzymać prezydenta, a na jaw wychodzą nowe, niewiarygodne szczegóły jego tajnych planów. - To absolutnie najpoważniejszy kryzys od uzyskania przez ten kraj demokracji - podkreśla prof. Marcin Jacoby i przybliża mniej znane oblicze Korei Południowej.Artykuł dostępny w subskrypcji

Miażdżenie głowy kamieniem, ciosy szpikulcem do szaszłyków, tryskająca krew i przerażenie, które w najmniej spodziewanym momencie przerywają elegancką imprezę w ogrodzie. Tragedia, której gwałtowność i brutalność nie dociera do nas od razu przez szok i brak zrozumienia. To jedna z najsłynniejszych scen południowokoreańskiego filmu "Parasite", pierwszej nieanglojęzycznej produkcji w historii Oscarów, która zdobyła statuetkę dla najlepszego filmu. Scena ta na ekranie bawiła, ale jej przebieg mógł właśnie okazać się niepokojąco podobny do tego, co niemal wydarzyło się w Korei Południowej naprawdę. I to w skali całego kraju.

Bo południowokoreański prezydent od miesięcy ukradkiem starał się cofnąć historię i ponownie ustanowić w kraju jakąś formę dyktatury. Metodami, w które dosłownie ciężko uwierzyć:

  • prowokował posiadającą broń atomową Koreę Północną,
  • wysłał wojsko do ataku na własnych obywateli,
  • próbował siłą obalić demokrację, zamierzał torturować mieszkańców kraju.

Wszystko to brzmi jak scenariusz filmu sensacyjnego, ale nim nie jest. A co więcej, historia ta wciąż trwa. Bo choć plan prezydenta się nie powiódł, to udało się go zatrzymać dopiero 14 stycznia i wciąż nie jest pewne, czy w pełni odpowie za swoje działania. Tymczasem na ulicach pojawiły się tysiące jego fanatycznych popleczników.

Czytaj także: